tour de mont blanc z namiotem

This adventure packs in all the best Mont Blanc views, uphill trails, and meadow strolls of the classic route—in just 9 days. Despite being shorter, this express version of the TMB makes almost zero compromises. You still get to enjoy snowy peaks while reaching +8,200ft passes, spend a night in a mountain hut, and hit ancient Roman roads.
The Relaxed Tour du Mont Blanc (comfort) trip allows an extra two nights so walkers can soak up more of the views and see more places during the Mont Blanc circuit. After all, if you have had aspirations to walk this famous Alpine route for years, you will not want to rush it. The tour is 13 nights, which is a fortnight holiday in total and has
Namibia nie bez powodu nazywana jest ”Perełką Afryki”. Kraj oferuje nieziemskie krajobrazy, dzikie zwierzęta, a przede wszystkim jest idealnym miejscem do przeżycia niesamowitej przygody w bezpiecznych warunkach. Najlepszym rozwiązaniem jest wynajęcie samochodu 4×4 i eksplorowanie odległych zakątków tego niezwykłego kraju na własną rękę. Namibię idealnie określi stwierdzenie „Afryka dla początkujących”, gdyż w bezpiecznych warunkach odnajdziemy w niej to co na ”Czarnym Lądzie” najpiękniejsze – krajobrazy oraz dzikie zwierzęta. Bilety do Namibii kupiliśmy w okazyjnej cenie zdając sobie sprawę z możliwych utrudnień związanych z porą deszczową. Nasza podróż do Windhoek wyglądała następująco: Warszawa – Bruksela – Lizbona – Luanda – Windhoek, a powrót: Windhoek – Luanda – Lizbona – Wrocław. Bilety na trasie Lizbona – Windhoek – Lizbona kosztowały 1210 zł za osobę, natomiast bilety z Polski do Portugalii (w dwie strony) 721 zł, co dało łączna kwotę 1931 zł za osobę. We wpisie zamieściliśmy zarówno ogólne informacje praktyczne jak i wskazówki dotyczące konkretnych miejsc. Co warto wiedzieć przed wyjazdem do Namibii ? Dwie najważniejsze sprawy, na które należy zwrócić uwagę przed wyjazdem do Namibii to wiza oraz szczepienia. Wiza Formalności związane z wizami są dosyć problematyczne, gdyż najbliższe ambasady Namibii znajdują się w Berlinie, Londynie oraz Moskwie. Wizę możemy załatwić na dwa sposoby: przez pośrednika (bardzo droga opcja) lub wysyłając dokumenty bezpośrednio do ambasady. Zdecydowaliśmy się na drugą opcję. Strona internetowa ambasady w Berlinie nie jest zbyt przejrzysta, ale zawiera wszystkie informacje dotyczące formalności wizowych. Aby ułatwić zadanie osobom planującym wyjazd zebraliśmy wszystkie informacje w jednym miejscu (stan na marzec 2017). Dokumenty potrzebne do wizy: Visa Application (2 kopie) Paszport (oryginał!) Zdjęcia paszportowe do wizy (2 sztuki) Ubezpieczenie (trzeba przedstawić już w momencie załatwiania wizy) Wyciąg z konta Ogólny plan podróży z miejscami noclegów (na szybko przygotowaliśmy wstępny zarys, który oczywiście później zmodyfikowaliśmy 😉 ) Rezerwacje noclegów (wysłaliśmy potwierdzenie rezerwacji tylko pierwszej nocy w Windhoek, napisaliśmy, że będziemy spać na kempingach) Potwierdzenie rezerwacji samochodu w przypadku podróżowania na własną rękę (zignorowaliśmy ten punkt podając tylko nazwę wypożyczalni, z której chcemy skorzystać) Opłata za wizę wynosiła 75 euro za sztukę (od 1 kwietnia 2017 80 euro). Dokumenty wysłaliśmy do ambasady kurierem (100zł). Jeśli chcemy, aby odesłano nam paszporty pocztą, trzeba doliczyć 5 euro (w roku 2018 opłata wzrosła do 10 euro) z zaznaczeniem, aby wysłano wszystkie paszporty razem. Pieniądze wpłaca się na konto podane na stronie ambasady. Istnieje opcja uzyskania wizy na 2 wjazdy do Namibii. Początkowo planowaliśmy również zahaczyć o Botswanę, jednak we wniosku wizowym wymagano podania dokładnych dat wjazdu i wyjazdu z Namibii, co w naszym przypadku było niemożliwe do określenia, więc ostatecznie postawiliśmy na wizę jednokrotnego wjazdu i dokładniejsze zwiedzenie Namibii. Paszporty odesłano nam w przeciągu tygodnia. Przed załatwieniem formalności wizowych kontaktowaliśmy się z panem Robertem Gondkiem, autorem bloga Szczyty Afryki, który był prelegentem na ubiegłorocznym festiwalu Explorers Festival. Serdecznie dziękujemy za pomoc i świetną prezentację 🙂 Szczepienia i malaria Teoretycznie żadne szczepienia nie są wymagane, aby móc wjechać do Namibii. Warto jednak wybrać się do poradni chorób zakaźnych lub tropikalnych (w naszym przypadku był to szpital Biegańskiego w Łodzi), aby skonsultować ewentualne zagrożenia z lekarzem. Szczepienia, na które się zdecydowaliśmy to: WZW typu A dur brzuszny błonica + tężec + polio + krztusiec (pakiet) Szczepionki nie są tanie (489 zł za osobę łącznie z konsultacją lekarską), jednak większość z nich jest ważna kilka lat, a niektóre z nich całe życie. Jako że północ Namibii to tereny malaryczne postanowiliśmy przyjmować leki na malarię (Malarone). Tabletki należy zacząć brać dzień przed wjazdem i przyjmować 7 dni po opuszczeniu strefy zagrożenia. Komary pogryzły nas przeokropnie, a nikt z nas do tej pory nie zachorował, można więc założyć, że okazały się przydatne 🙂 Wypożyczenie samochodu W internecie znajdziemy mnóstwo ofert wypożyczenia samochodu 4×4 w Namibii. Wachlarz cenowy jest naprawdę szeroki. Ceny wahają się w zależności od firmy, modelu samochodu, wyposażenia kempingowego, sezonu, a przede wszystkim UBEZPIECZENIA. Zdecydowaliśmy się na wypożyczenie samochodu od Jurka Mazgaja z Bocian Safaris, Polaka mieszkającego w Namibii od ponad 20 lat. Argumentem, który nas przekonał było ubezpieczenie No Excess czyli 100% pokrycie ewentualnych uszkodzeń samochodu. Owego ubezpieczenia nie było w ofertach innych firm wypożyczających samochody. Zostaliśmy jednak poinformowani, że w przypadku kompletnego zniszczenia opony, koszt nowej musimy pokryć z własnej kieszeni. Dodatkowym argumentem była pozytywna opinia innych podróżników poznanych podczas prezentacji o Namibii w CK Ryba w Łodzi. Musimy przyznać, że koszt wypożyczenia samochodu był znacznie wyższy niż w innych firmach, jednak jak mieliśmy się z czasem zorientować, warto było dołożyć więcej pieniędzy, by zapewnić sobie bezpieczeństwo na najwyższym poziomie. Cenę wypożyczenia można oczywiście zredukować podróżując w 4 osoby. Samochód (Toyota Hilux) był bez mała nowy i rewelacyjnie przygotowany do trudów podróży przez Namibię – w przeciwieństwie do niektórych samochodów mijanych na drodze, opony miały naprawdę głęboki bieżnik. Dodatkowym atutem była większa pojemność silnika ( pozwalająca na szybsze wyprzedzanie. Warto wspomnieć również o wyposażeniu dodatkowym samochodu: GPS, lodówka, stół, krzesła, sztućce, naczynia, garnki, kuchenka gazowa, śpiwory, pościel, ręczniki, lampki solarne. Z lotniska Windhoek Hosea Kutako International Airport zostaliśmy odebrani przez pracownika firmy i następnie przetransportowani do Windhoek (około 40km), a dokładnie do Arebbusch – bazy firmy, gdzie pokazano nam jak korzystać z napędu 4×4 oraz jak rozkładać namioty na dachu. Ostatniego dnia pobytu zostaliśmy podwiezieni na lotnisko 2 godziny przed wylotem. Większość samochodów 4×4 wypożyczanych w Namibii posiada namioty na dachu. W ten sposób koszt noclegu może być zredukowany do opłaty za miejsce na polu kempingowym. Namioty na dachu są niezwykle przestronne, a gruby materac zapewnia komfort snu. Alternatywą są bardzo drogie noclegi w tzw. Lodge’ach. Informacje praktyczne Walutą Namibii jest dolar namibijski (NAD), jednak nie zdziwcie się kiedy resztę w sklepie dostaniecie w randach (waluta RPA). Waluty te warte są dokładnie tyle samo i można się nimi posługiwać wymiennie. Większość dróg w Namibii to drogi szutrowe, na których należy zachować szczególną ostrożność. Teoretycznie, dopuszczalna prędkość na takich drogach to 100km/h, jednak drogi są na tyle pofałdowane (specyficzna tarka), że samochód momentami traci przyczepność co może być szczególnie niebezpieczne w zakrętach. Byliśmy pierwszymi osobami, które dojechały na miejsce wypadku samochodu, który po prostu wyleciał z zakrętu i dachował z powodu nadmiernej prędkości. Na szczęście pasażerom nic się nie stało, jednak scena ta bardzo zapadła nam w pamięć i uświadomiła nam, że jeden błąd może kosztować zdrowie lub życie. Dodatkowo, trzeba szczególnie uważać na zwierzęta przebiegające przez drogę w najmniej oczekiwanym momencie. Warto również wspomnieć, że decydując się na jazdę w odległych zakątkach Namibii należy posiadać chociaż podstawową wiedzę na temat tak podstawowych zagadnień jak zmiana kół w samochodzie. Na drodze do Fish River Canyon spotkaliśmy Niemców, którzy dosłownie rozerwali oponę i nie mieli pojęcia jak dostać się do koła zapasowego, nie mówiąc już o zmianie koła. Koło zmieniliśmy za nich .W zamian dostaliśmy butelkę wina 🙂 Bardzo istotną kwestią jest tankowanie do pełna na każdej stacji. Doszło do sytuacji, w której jedna ze stacji na kompletnym odludziu była zamknięta i ledwo dojechaliśmy do celu naszej podróży (droga przez Skeleton Coast). Jazda w nocy jest absolutnie niewskazana ze względu na dzikie zwierzęta biegające w okolicach dróg. Może ona naruszać warunki ubezpieczenia wypożyczalni samochodu (tak było w przypadku naszej firmy). Przed wyjazdem wyrobiliśmy międzynarodowe prawo jazdy, koszt jest naprawdę niewielki, a warto je mieć. Nie zostaliśmy zatrzymani przez policję do kontroli. Ceny jedzenia w sklepach są naprawdę wysokie, średnio 3 razy wyższe niż w Polsce. Warto więc się zastanowić czy przygotowywanie jedzenia na własną rękę na pewno się opłaca. Najlepszym, a na pewno najtańszym rozwiązaniem patrząc z perspektywy czasu byłoby zabranie fix’ów lub ”gorących kubków”. Warto dodać, że na niektóre tereny Namibii np. Etosha nie wolno wwozić mięsa zakupionego w innym zakątku kraju. Przedstawiciele służb weterynaryjnych na pewno sprawdzą zawartość waszej lodówki. Dieta Namibijczyków składa się w znacznej mierze z dziczyzny, która jest po prostu wyśmienita. Naszym zdaniem warto wydać więcej pieniędzy, żeby spróbować lokalnych przysmaków. Zasięg telefonii komórkowej na terenie Namibii jest ograniczony i trzeba zdawać sobie z tego sprawę jadąc w odległe miejsce. Ewentualna pomoc lub pierwszy samochód może nadjechać dopiero po paru godzinach. Woda w Namibii jest na wagę złota. Na każdym kroku można zaobserwować znaki zachęcające do jej oszczędzania. Bardzo ważne by przed wyjazdem w dzicz zaopatrzyć się w spory zapas płynów. Najlepiej sprawdzą się 5 litrowe baniaki z wodą. Przyda się ona również do mycia zębów. Ludzie w Namibii są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów, jednak tak jak wszędzie na świecie trzeba mieć na uwadze, że znajdą się osoby, które skrzętnie wykorzystają nasze dobre serce. Podczas jazdy do Spitzkoppe doszło do takiej właśnie sytuacji. Ostatnie 40 kilometrów do Spitzkoppe prowadzi drogą szutrową. Po pokonaniu pierwszych 10 kilometrów, na poboczu zobaczyliśmy mieszkańca Namibii, który ewidentnie potrzebował pomocy. Postanowiliśmy się zatrzymać i pomóc mężczyźnie. Powiedział nam, że zabrakło mu benzyny, a w samochodzie jest jego ciężarna żona i kuzyn. Zapytał nas, czy podwieziemy go do najbliższej stacji benzynowej oddalonej o 30 kilometrów w kierunku przeciwnym do celu naszej podróży. Ostatecznie zgodziliśmy się na jego prośbę, zabrał ze sobą dwa małe kanistry i ruszyliśmy w drogę. Obsługa stacji zatankowała parę litrów paliwa do jego baniaków i doszło do bardzo ”niezręcznej” sytuacji 😉 Marek patrzy na owego człowieka, on na niego i nagle Marek zadaje pytanie – ”Czy ty człowieku myślałeś, że nie dość, że cię tu podwieźliśmy za darmo to jeszcze zapłacimy za twoje paliwo? Chyba żartujesz”. Wezwany został kierownik stacji, który chwilę porozmawiał z owym człowiekiem i po chwili wyjaśnił nam jak rozwiążą tę sytuację. Kierownik powiedział, że Namibijczyk może zabrać kanistry, ale jeśli nie wróci zapłacić to on go znajdzie i mu utnie głowę. Na odchodne dodał jeszcze – ”People in Namibia are really nice, but you have to remember, this is Africa” (ludzie w Namibii są naprawdę mili, ale musisz pamiętać, że to Afryka). Mężczyznę odwieźliśmy na miejsce, oczywiście bardzo nam dziękował 😉 Sytuacja pozostawiła jednak pewien niesmak. Językiem urzędowym jest język angielski. Sporo osób posługuje się również africaans, niemieckim oraz językami regionalnymi. Namibia była niegdyś kolonią niemiecką i ten wpływ widać w różnych sferach życia. Znaszna część turystów na terenie kraju to Niemcy. Kempingi w Namibii mają naszym zdaniem bardzo wysoki standard. Za stosunkowo niewielkie pieniądze jesteśmy w stanie spać w komfortowych i bezpiecznych warunkach. Większość stanowisk na polach kempingowych ma dostęp do prądu oraz kranik z wodą. Kempingi wyposażone są w toalety, prysznice, sklepiki lub restauracje (wyjątkiem jest kemping w Spitzkoppe, który mimo to jest genialny!). FILM Z PODRÓŻY KILOMETRY POKONANE RÓŻNYMI ŚRODKAMI TRANSPORTU PODCZAS CAŁEGO POBYTU W NAMIBII: DZIEŃ 1 – WINDHOEKWydatki:Samochód 4×4 z ubezpieczeniem Zero Excess, namiotami, lodówką, GPS i zestawem kempingowym dla 4 osób – 24466 NAD (7280 zł)Paliwo – 571 NAD (170 zł)Urban Camp (2 x garden tent) – 980 NAD (290 zł)Zakupy spożywcze – 718 NAD (213 zł)2 piwa – 50 NAD (15 zł)3 obiady + 3 piwa – 650 NAD (193 zł)2 piwa + 1 Piňa Colada + 5 Jägerbomb – 379 NAD (112 zł) Urban Camp ADRES: Schanzen Street 2, 00100 Windhoek Informacje praktyczne: Urban Camp znajduje się bardzo blisko popularnego baru Joe’s Beerhouse, który słynie z dania Bushman Sosatie – szaszłyka z dziczyzny (springbok, kudu, zebra, oryks, krokodyl). Bardzo polecamy! Kemping oferuje miejsca noclegowe w namiotach zaaranżowanych na pokoje, jak i wydzielone place dla samochodów z namiotami. Druga opcja jest o połowę tańsza, więc warto się na nią zdecydować jeśli dysponujemy samochodem z namiotem na dachu. My pierwszą noc zarezerwowaliśmy jeszcze z Polski i nie zdawaliśmy sobie sprawy z alternatywnej opcji. Większość miejscowych podróżuje wszędzie taksówkami, nawet jeśli do przebycia mają mniej niż kilometr. Bar, o którym pisaliśmy znajdował się dosłownie 700 metrów od naszego kempingu. Ze względów bezpieczeństwa zasugerowano nam wzięcie taksówki. Zdecydowaliśmy się jednak na spacer. Nawet przez moment nie czuliśmy się niebezpiecznie. W Namibii można podróżować również taksówkami łączonymi (combies/shared taxis). Przykładowy kurs takiej taksówki to 17-godzinny przejazd z Windhoek do Kapsztadu w RPA, który kosztuje tylko 650 NAD (190 zł). DZIEŃ 2 – FISH RIVER CANYONWydatki:Paliwo – 570 NAD (170 zł)Canyon Road Campsite (3 osoby) – 525 NAD (156 zł)3 obiady + 3 napoje – 476 NAD (141 zł)2 zapalniczki – 21 NAD (6 zł)3 wejściówki do Fish River Canyon – 250 NAD (75 zł) Canyon Road Campsite ADRES: Usytuowany na głównej drodze, 14 kilometrów od Fish River Canyon Informacje praktyczne: Wiele osób udających się do Namibii nie decyduje się na odwiedzenie Fish River Canyon ze względu na jego odległość od głównych atrakcji kraju. To ogromny błąd, kanion wygląda obłędnie! To drugi największy kanion na świecie, zaraz po amerykańskim Wielkim Kanionie. Jadąc z północy w stronę Fish River Canyon wybierzcie drogę D545, przy której stoi oficjalny znak kierujący do kanionu. My, zgodnie z sugestią nawigacji, wybraliśmy drogę C12, co okazało się być kiepską decyzją. Droga była w fatalnym stanie, wyrwy, charakterystyczna “tarka”, na której auto traci przyczepność i zero przejeżdżających aut, co w razie awarii byłoby katastrofą. Na tej właśnie drodze zatrzymała nas para starszych Niemców, którzy od godziny wypatrywali pomocy. Ich opona była kompletnie rozszarpana, a podczas próby zmiany koła uszkodzili swoje narzędzia. W pełnym słońcu, na środku pustyni mocowaliśmy się ze zmianą koła całą godzinę. W ramach podziękowania dostaliśmy winko 😀 Istnieje kilka punktów widokowych (nie można samemu schodzić do kanionu) w pobliżu Fish River Canyon. Z każdego roztacza się spektakularny widok. Są one oddalone od siebie o jakieś 5 minut jazdy samochodem. Uwaga – pole kempingowe Canyon Road Campsite nie jest ogrodzone, można więc się natknąć na dzikie zwierzęta. Michał po wyjściu z łazienki stanął oko w oko ze springbokiem 🙂 Decydując się na podziwianie zachodu słońca przy kanionie trzeba mieć na uwadze czas potrzebny na powrót na pole kempingowe. Jazda w nocy jest absolutnie niezalecana i może być bardzo niebezpieczna. DZIEŃ 3 – KOLMANSKOP, LÜDERITZ, AUSWydatki:Paliwo – 486 NAD (145 zł)Namib Garage Camping (3 osoby) – 240 NAD (71 zł)3 obiady + 2 napoje – 480 NAD (143 zł)3 wejściówki do Kolmanskop (po godzinie 13) – 640 NAD (190 zł) Namib Garage Camping ADRES: Lüderitz Street Erf 52, Aus Informacje praktyczne: Jadąc do miasta widmo Kolmanskop słynącego niegdyś z kopalni diamentów warto wziąć pod uwagę, że oficjalne zwiedzanie możliwe jest wyłącznie do godziny 13. Po tej godzinie wejście do miasta kosztuje znacznie więcej, gdyż dostępne są tylko wejściówki dla fotografów. Niestety, przed przyjazdem do miasta nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, a dojazd z Fish River Canyon zajął nam połowę dnia i nie mogliśmy odpuścić zobaczenia tego miejsca. Plusem późniejszego wejścia jest absolutny brak turystów i możliwość zrobienia świetnych zdjęć. Chcąc oszczędzić pieniądze na biletach warto zdecydować się jednak na poranne wejście do miasta. Dla zainteresowanych organizowane są wycieczki z przewodnikiem: poniedziałek – sobota 9:30 oraz 11, niedziela i dni świąteczne 10:00. Najlepszą bazą wypadową do Kolmanskop będzie zapewne Lüderitz, klimatyczne miasteczko znajdujące się nad oceanem. Mimo braku atrakcji, warto poświęcić chwilę czasu, przespacerować się po mieście, poczuć jego specyficzny klimat oraz zobaczyć górujący nad miastem napis rodem z Hollywood. Małe miasteczko Aus oferuje bardzo tanie pole kempingowe usytuowane w pobliżu sklepu spożywczego, stacji benzynowej i hotelu z darmowym Wi-Fi. Drugie pole kempingowe (bardziej luksusowe) znajduje się przy wjeździe do miasteczka. Aus również może być dobrą bazą wypadową do Kolmanskop. DZIEŃ 4 – NAMIB-NAUKLUFT, SOSSUSVLEI, DEAD VLEIWydatki:Paliwo – 468 NAD (140 zł)Sesriem Camp (3 osoby) – 600 NAD (178 zł)3 napoje + 2 litry wody- 53 NAD (16 zł)3 obiady + 3 piwa – 648 NAD (193 zł)3 permity do Sossusvlei – 250 NAD (75 zł) Sesriem Camp ADRES: Jedyny kemping położony na terenie parku narodowego, tuż przy bramie do Sossusvlei Informacje praktyczne: Droga (z południa) do Sesriem– bazy wypadowej do Deadvlei i Dune 45 sama w sobie jest atrakcją turystyczną. Tak niesamowitego krajobrazu nie widzieliśmy jeszcze nigdy. Kolorowe wzgórza i dzikie zwierzęta tworzą niespotykany klimat. Jadąc szutrową drogą należy uważać na zwierzęta bezkarnie przebiegające przez drogę tuż przed maską samochodu. Nie popełnijcie naszego błędu i zarezerwujcie sobie więcej czasu na zwiedzanie parku narodowego Namib-Naukluft. Naszym zdaniem jest to absolutnie najlepsze miejsce w Namibii. Na terenie parku narodowego spędziliśmy zbyt mało czasu – do Sesriem dojechaliśmy około godziny 14, skąd po wykupieniu miejsca na polu kempingowym wyruszyliśmy do Deadvlei oddalonego o około 65 km. W tym miejscu BARDZO ważna uwaga – ostatnie kilometry można pokonać wyłącznie samochodem z napędem 4×4 lub pieszo. Następnie czeka nas około 20-minutowy spacer do samego Deadvlei. Na miejscu spędziliśmy około 2 godzin. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się przy Dune 45, na którą planowaliśmy wspiąć się o wschodzie słońca następnego dnia. Uwaga – Sesriem Campsite jest jedynym kempingiem leżącym tuż przy bramie wjazdowej do Sossusvlei. Jeśli macie w planach wejście na Dune 45 o wschodzie słońca, aby zdążyć musicie nocować właśnie tam. Warto zawczasu zarezerwować miejsce na polu kempingowym w Sesriem. My zdecydowaliśmy się na to zbyt późno przez co na pole jechaliśmy „w ciemno” nie mając pewności czy będziemy w stanie tam nocować. Jako, że w Namibii byliśmy poza sezonem turystycznym, znalazło się dla nas jedno stanowisko (bez prądu). Pole kempingowe w Sesriem posiada własną restaurację oraz oferuje dostęp do internetu (vouchery dostępne tylko w informacji turystycznej, która zamykana jest bodajże o godzinie 20). DZIEŃ 5 – DUNE 45, WALVIS BAY, SWAKOPMUNDWydatki:Paliwo – 673 NAD (201 zł)Tiger Reef Campsite (3 osoby) – 540 NAD (161 zł)Zakupy spożywcze – 180 NAD (54 zł)2 piwa + 1 napój – 55 NAD (16 zł)3 napojów – 55 NAD (16 zł)3 obiady + 3 piwa – 545 NAD (165 zł) Tiger Reef Campsite ADRES: Südstrand Street Swakopmund River Mouth, Swakopmund Informacje praktyczne: Brama w Sesriem otwierana jest o 6 rano i to właśnie wtedy na drogę wyrusza najwięcej samochodów z podróżnikami chcącymi zobaczyć imponujący wschód słońca ze szczytu Dune 45. Niestety, nie doświadczyliśmy tej przyjemności ze względu na nocną burzę piaskową, która nie pozwoliła nam zmrużyć oka, przez co na wydmę weszliśmy około godziny 11. Widok był równie imponujący! Wejście na wydmę nie powinno stanowić wielkiego wyzwania (zajmie około 20 minut), jednak warto założyć wygodniejsze buty sportowe lub trekkingowe i koniecznie wysmarować się kremem z filtrem. Warto zachować ostrożność jadąc do Dune 45 lub Deadvlei. Dopuszczalna prędkość to 60km/h ze względu na dzikie zwierzęta biegające w pobliżu drogi. Jadąc z Sesriem (Sossusvlei) do Swakompund warto poświęcić trochę czasu i zahaczyć o Walvis Bay, gdzie w lagunie możemy podziwiać flamingi. W drodze do Swakopmund natrafiliśmy na samochód, który wypadł z drogi, dachował i stoczył się z niewielkiej skarpy. Pasażerom (para Franzuzów) na szczęście nic wielkiego się nie stało (rozcięcia na ręce), ale musieli wybić przednią szybę, aby w ogóle móc wydostać się z auta, które leżało na boku. Naczepa oderwała sie od pojazdu, a cała zawartość bagażnika była porozrzucana w promieniu kilku metrów. Obydwoje byli w totalnym szoku. W miejscu wypadku nie było dodatkowo zasięgu, więc jedna z przejezdnych osób zaproponowała, że gdzieś po drodze spróbuje zadzwonić na pogotowie i do wypożyczalni. To wydarzenie potwierdziło, jak bardzo zdradzieckie są szutrowe drogi w Namibii. DZIEŃ 6 – SWAKOPMUNDWydatki:Paliwo – 370 NAD (110 zł)Tiger Reef Campsite (3 osoby) – 540 NAD (161 zł)1 burger + 2 kawy – 103 NAD (31 zł)1 piwo + 1 cola – 35 NAD (10 zł)3 napoje – 52 NAD (16 zł)2 piwa + 1 cola – 65 NAD (19 zł)2 x obiad – 350 NAD (104 zł)Zakupy spożywcze – 184 NAD (55 zł)3 x 2-godzinny Quad Tour – 1950 NAD (583 zł)Skok ze spadochronem + film – 3100 NAD (926 zł) Tiger Reef Campsite ADRES: Südstrand Street Swakopmund River Mouth, Swakopmund Informacje praktyczne: Swakopmund słynie ze sportów ekstremalnych. Do wyboru mamy skok ze spadochronem, jazdę quadem po pustyni, sandboarding (snowboard lub jazda na brzuchu). Swakopmund jest typowym kurortem, który zupełnie nie przypomina pozostałych miast w Namibii. Jeśli nie interesują Was sporty ekstremalne lub wypoczynek w typowo turystycznym miejscu to Swakompund nie będzie obowiązkowym punktem na mapie Waszej podróży. Jazdę quadami po pustyni warto zarezerwować w firmie Desert Explorers. Pracownicy są bardzo pomocni i kompetentni. Quad Marka zaczął tracić moc po przejechaniu dosłownie 2 km po pustyni. Przewodnik grupy zadzwonił do biura i dosłownie po 10 minutach dostarczono nową maszynę. Decydując się na jazdę quadami warto wybrać maszynę z manualną skrzynią biegów, gdyż quady z automatem mają dwukrotnie niższą pojemność silnika, przez co frajda z jazdy jest znacznie mniejsza 🙂 Skok ze spadochronem można zorganizować również przez Desert Explorers. Pracownik firmy bez problemu zarezerwuje dla Was skok w tandemie w Swakopmund Skydiving Club. Skoki są oczywiście uzależnione od siły wiatru i temperatury. W przypadku skoku Michała, na miejscu spędziliśmy wiele godzin czekając na sprzyjające warunki pogodowe. DZIEŃ 7 – SPITZKOPPEWydatki:Spitzkoppe Campsite (3 osoby) – 450 NAD (135 zł)3 obiady – 270 NAD (80 zł)Przewodnik w Spitzkoppe – 200 NAD (60 zł) Spitzkoppe Campsite ADRES: Spitzkoppe Informacje praktyczne: Pole kempingowe w Spitzkoppe było chyba najpiękniejszym miejscem, w którym biwakowaliśmy. Spitzkoppe uważane jest za jedno z najlepszych na świecie miejsc do astrofotografii. Nam niestety pogoda nie dopisała i niebo było owej nocy bardzo zachmurzone. Na kempingu znajdziemy małą restaurację, jednak posiłek należy zamówić parę godzin wcześniej (uprzedzamy: hamburger był obrzydliwy 😉 ) Kemping oferuje wyłącznie jedną toaletę i parę pryszniców, które znajdują się tuż przy wjeździe na pole. Każdy plac kempingowy posiada swój własny wychodek („sławojka”) Dostęp do prądu możliwy jest wyłącznie w okolicy wjazdu na pole kempingowe. Naszym zdaniem warto zapłacić po 50NAD (około 17 zł) od osoby za przewodnika, który pokaże nam część parku niedostępną dla turystów. Nasz przewodnik Frans był niesamowity – przekazał nam sporo informacji na temat miejscowej ludności, starał się nas nauczyć podstawowych zwrotów w swoim języku (jeden z tzw. języków „mlaskowych”) oraz ustawił ichniejszą stację radiową, aby udowodnić, że rzczywiście nie jest to zmyślony język 🙂 Rzadko zdarza nam się zostawiać napiwki będąc w podróży, ale tym zrobiliśmy to bez wahania! Dowiedzieliśmy się, że w Spitzkoppe kręcony był film a nasz przewodnik wystąpił w jednej ze scen. Na potrzeby filmu, do Spitzkoppe sprowadzono 18 zebr z parku Etosha:) Istnieje możliwość wspięcia się na Spitzkoppe i inne formacje skalne. Osoby z dużym lękiem wysokości muszą wiedzieć, że ekspozycja jest ponoć bardzo duża. DZIEŃ 8 – CAPE CROSS SEAL RESERVE, SKELETON COAST, PALMWAGWydatki:Paliwo – 790 NAD (236 zł)Palmwag Lodge & Campsite (3 osoby) – 615 NAD (184 zł)6 piw – 120 NAD (36 zł)3 wejściówki do Cape Cross Seal Reserve – 250 NAD (74 zł)Pamiątki – 160 NAD (48 zł) Palmwag Lodge & Campsite ADRES: Palmwag Informacje praktyczne: Mieliśmy problem z zaplanowaniem tego dnia. Nie mogliśmy się zdecydować czy odwiedzić Cape Cross Seal Reserve czy udać się w pobliże Brandberg – najwyższej góry Namibii. Ostatecznie postawiliśmy na rezerwat fok, a następnie drogę poprzez Skeleton Coast do Palmwag, w którym niegdyś mieszkali ludzie z plemienia Himba. Gdybyśmy mogli zmienić naszą decyzję to wybralibyśmy się w okolicę góry Brandberg zamiast do Cape Cross Seal Reserve. W Cape Cross Seal Reserve dostrzeżemy dziesiątki, jak nie setki tysięcy fok. Zapach w rezerwacie jest odrażający (choć nie aż tak jak opisują inni), więc osoby bardziej wrażliwe powinny albo zrezygnować ze zwiedzania owego miejsca albo wziąć ze sobą chustę do zakrycia twarzy. BARDZO istotną kwestią przed wkroczeniem na teren Skeleton Coast jest zatankowanie samochodu do pełna! My nastawiliśmy się na tankowanie na jednej ze stacji na Wybrzeżu Szkieletów, jak się później okazało od dawna nieczynnej. Do Palmwag dojechaliśmy dosłownie na oparach (samochód pokazał zasięg 5 kilometrów na baku). Wjazd na Wybrzeże Szkieletów możliwy jest wyłącznie po uzyskaniu pozwolenia (permit), które możemy załatwić tuż przy bramie wjazdowej na teren parku. W naszym przypadku było to pozwolenia na tranzyt przez Skeleton Coast. Palmwag okazało się kompletną dziurą, w której znajdowała się stacja benzynowa, pole kempingowe i lodge. W Palmwag widzieliśmy jedynie jedną osobę z plemienia Himba, która oczekiwała zapłaty za zdjęcia. Kolejnego dnia odwiedziliśmy wioskę w okolicach Otjikandero. Zaletą dużej odległości od innych osad były znakomite warunki do astrofotografii. Doskonała pogoda pozwoliła nam na wykonanie paru dobrych zdjęć 🙂 DZIEŃ 9 – WIOSKA HIMBA W OTJIKANDERO, ETOSHAWydatki:Paliwo – 205 NAD (60 zł)Okaukuejo Camp (3 osoby) – 700 NAD (207 zł)zakupy spożywcze – 230 NAD (68 zł)2 burgery + 1 hot dog – 135 NAD (40 zł)3 obiady + 3 piwa (szwedzki stół) – 756 NAD (223 zł)2 bransoletki – 120 NAD (35 zł)3 wejściówki do wioski Himba – 750 NAD (222 zł)mapa parku Etosha – 45 NAD (13 zł) Okaukuejo Camp ADRES: Położony 17 kilometrów od Anderson Gate Informacje praktyczne: Na wstępie musimy zaznaczyć, że wioska, którą odwiedziliśmy NIE jest prawdziwą wioską Himba, w której na co dzień żyją przedstawiciele plemienia. Jest to miejsce, w którym za opłatą możemy doświadczyć namiastki zwyczajów ludu Himba. Dostajemy pozwolenie na robienie dowolnej liczby zdjęć bez obowiązku pytania fotografowanej osoby o zgodę (w przeciwieństwie do prawdziwej wioski). Planowaliśmy wybrać się do prawdziwej wioski Himba, jednak nie udało nam się skontaktować z osobą, która miała nas po owej wiosce oprowadzić. Aby zobaczyć prawdziwą wioskę Himba należy skontaktować się z przewodnikiem, który zabierze nas do takiej osady. Warunkiem jest oczywiście opłata dla przewodnika oraz zakup darów dla osób, które odwiedzimy. Musimy pamiętać, że w przypadku wizyty w prawdziwej wiosce Himba powinniśmy za każdym razem pytać o zgodę na fotografowanie. Prawdziwe wioski Himba usytuowane są na północy kraju w okolicach Opuwo. Droga z Palmwag do Otjiwarongo (punkt pośredni w drodze do wioski Himba) jest bardzo kręta i wyboista. Zachowajcie ostrożność szczególnie w porze deszczowej, gdyż drogi mogą być w bardzo złym stanie lub nawet nieprzejezdne. Na terenie parku narodowego Etosha znajdują się 3 główne pola kempingowe (w ostatnim czasie powstają nowe miejsca noclegowe). Pierwszą noc zdecydowaliśmy się spędzić na polu Okaukuejo ze względu na wodopój, do którego późnym wieczorem oraz wczesnym porankiem przybywają dzikie zwierzęta. Aby wjechać na teren parku narodowego Etosha należy wykupić permit. W naszym przypadku podczas wjazdu nikt nie kazał nam uiścić opłaty. Zamieszanie zaczęło się podczas wyjazdu, kiedy to poproszeni przez urzędnika o permit wspólnie stwierdziliśmy, że owego nie otrzymaliśmy. Nie uniknęliśmy opłaty 😉 DZIEŃ 10 – ETOSHAWydatki:Paliwo – 610 NAD (180 zł)Namutoni Camp (3 osoby) – 700 NAD (207 zł)2 napoje – 27 NAD (8 zł)3 batony – 36 NAD (11 zł)3 obiady + 3 piwa (szwedzki stół) – 770 NAD (228 zł)3 permity do parku Etosha – 500 NAD (149 zł) Namutoni Camp ADRES: Położony na wschodniej granicy parku Etosha Informacje praktyczne: Park Narodowy Etosha jest obowiązkowym punktem na mapie Namibii. Jak wspominaliśmy w opisie poprzedniego dnia, na terenie park narodowego znajdują się 3 główne pola kempingowe – Okaukuejo, Halali oraz Namutoni (w ostatnim czasie powstają nowe miejsca noclegowe). Większość osób rekomenduje pierwsze pole kempingowe ze względu na wodopój, do którego przybywają stada dzikich zwierząt. Pora deszczowa (od końca listopada do początku kwietnia) jest niestety najgorszym czasem na odwiedzenie Etoshy ze względu na fakt, że zwierzęta nie zbliżają się do wodopojów i trudniej je zaobserwować. Mieliśmy duże szczęście, gdyż już pierwszego dnia udało nam się dostrzec dwa słonie, stado żyraf i lwic oraz niezliczone ilości zebr oraz springboków (skoczników antylopich). Na dodatek, do jednego z wodopojów przybył nosorożec, który absolutnie nie zwracał uwagi na obserwujących go ludzi. Poza terenem pól kempingowych obowiązuje zakaz opuszczania samochodu. Aby uchwycić zwierzęta na terenie parku niezbędny okaże się teleobiektyw. Warto zaopatrzyć się również w lornetkę. DZIEŃ 11 – CHEETAH CONSERVATION FUNDWydatki:Paliwo – 336 NAD (100 zł)Urban Camp (3 osoby) – 480 NAD (143 zł)3 lody kozie – 60 NAD (18 zł)3 obiady + 2 piwa + 1 shake – 327 NAD (97 zł)5 piw – 130 NAD (39 zł)3 wejściówki do Cheetah Conservation Fund – 600 NAD (179 zł) Urban Camp ADRES: Schanzen Street 2, 00100 Windhoek Informacje praktyczne: Wizytę na terenie parku warto zaplanować biorąc pod uwagę godziny karmienia gepardów (w tygodniu: 14:00, w weekendy 12:00). Niestety, nie zdawaliśmy sobie sprawy z możliwości uczestnictwa w karmieniu zwierząt i przyjechaliśmy tuż po porze karmienia. Zdecydowaliśmy się na pieszą wycieczkę z przewodnikiem po obszarze fundacji CCF. Gepardy podziwialiśmy zza ogrodzenia. Dowiedzieliśmy się wielu interesujących faktów odnośnie ochrony gepardów, na które polują miejscowi farmerze chroniący swoją trzodę przed atakiem drapieżników. W ten sposób fundacji udaje się chronić zarówno gepardy jak i zwierzęta hodowlane. Okazało się, że na tereny Namibii sprowadzono specjalnie wyselekcjonowaną rasę psów, które od małego przebywają ze stadami owiec, które mają chronić. Gepardy bojąc się ogromnych psów i ich donośnego szczekania nie atakują zwierząt należących do farmerów. Istnieją inne opcje zwiedzania fundacji safari samochodem zapewnionym przez organizatora. W takim przypadku zwierzęta można podziwiać z mniejszej odległości. Ze względu na wysokie koszty zrezygnowaliśmy z takiej opcji. Naszym zdaniem warto odwiedzić Cheetah Conservation Fund, jednak nie jest to obowiązkowy punkt na mapie Namibii. W przypadku mniejszej ilości czasu warto postawić na inne miejsca. DZIEŃ 12 – WINDHOEKWydatki:Urban Camp (3 osoby) – 480 NAD (143 zł)4 piwa + 2 napoje – 126 NAD (38 zł)3 burgery – 219 NAD (65 zł)2 obiady + 1 deser + 5 piw + 3 Jägerbomb – 665 NAD (198 zł)Pamiątki – 1595 NAD (475 zł)Pocztówki + znaczki – 275 NAD (82 zł) Urban Camp ADRES: Schanzen Street 2, 00100 Windhoek Informacje praktyczne: Tę noc, w przeciwieństwie do pierwszej nocy na tym samym kempingu, spędziliśmy w namiocie na dachu samochodu. Kosztowało nas to dwa razy mniej niż pierwsza noc. Czas w Windhoek poświęciliśmy głównie na relaks na polu kempingowym – piłkarzyki oraz siedzenie przy basenie. Pamiątki z Namibii kupiliśmy na Town Square Mall u ulicznych sprzedawców. Udało nam się wytargować wiele ciekawych przedmiotów. Windhoek nie uchodzi za ciekawe miasto i naszym zdaniem warto spędzić czas w innych miejscach. Plan naszego wyjazdu uległ zmianie, przez co cały dzień siedzieliśmy w stolicy Windhoek. Następnym razem zaplanujemy to inaczej 😉 Oprócz legendarnego Joe’s Beerhouse, które opisaliśmy pierwszego dnia, istnieją tańsze opcje zjedzenia czegoś niezłego. Byliśmy w restauracji Spur przy Independence Avenue – polecamy hamburgery i steki. DZIEŃ 13 – WINDHOEKWydatki:Paliwo – 643 NAD (194 zł)3 śniadania – 195 NAD (59 zł) Lot powrotny do Portugalii Noc spędzona w samolocie do Lizbony PROCENTOWY PODZIAŁ WYDATKÓW PODCZAS CAŁEGO POBYTU:TRANSPORT 53% 30268 NAD (9151 PLN) na trzy osobyNOCLEG 12% 6850 NAD (2071 PLN) na trzy osobyJEDZENIE 16% 9144 NAD (2765 PLN) na trzy osobyATRAKCJE 19% 10706 NAD (3267 PLN) na trzy osoby 5741 PLN NA OSOBĘ + koszty przelotu ODWIEDZONE MIEJSCA: Podobne wpisy 49 komentarzy najstarszy najnowszy oceniany Inline Feedbacks View all comments Trafiłem przypadkiem szukając informacji o Namibii, i padłem. Co za profesjonalizm! Mapa, koszty, opis każdego dnia. Macie stałego obserwującego na blogu i na Insta, bo zdjęcia też przednie. Autor Reply to Mateusz Wielkie dzięki Mateuszu! 🙂 Robert 28 grudnia 2017 05:02 ogromny szacunek dla Was za super relacje i gotowy plan podróży !!! uważam że powinniście za taki plan pobierać opłaty np. 20-30 zł za dzień zaplanowanej wyprawy !! życzę dalszych owocnych podróży!!! Autor Reply to Robert Robercie, bardzo dziękujemy za miłe słowa! Uważamy, że doświadczeniami trzeba się dzielić, tym bardziej w przypadku krajów, na których temat nie ma jeszcze zbyt wielu informacji w “polskim internecie” 🙂 Klaudia 15 stycznia 2018 19:33 Trafiłam tu w zasadzie przez przypadek. Mam zaledwie 18 lat, ale planów na najbliższe dwa razy tyle. Co za profesjonalizm! Przebrnęłam przez naprawdę wiele blogów podróżniczych, ale Wasz bije resztę na głowę. Gratuluję świetniej pracy i życzę jeszcze wielu tak wspaniałych wyjazdów! Może bylibyście w stanie polecić jakiś piękny i co tu dużo ukrywać – tani kierunek na pierwszą dalszą podróż? Autor Reply to Klaudia Klaudio, jest nam bardzo miło 🙂 Bardzo dziękujemy za komplement i obiecujemy trzymać poziom, bo na tym mocno nam zależy. Jeśli chodzi o tanie, egzotyczne kierunki dla początkujących to chyba wygrywa Tajlandia. Można znaleźć bilety lotnicze w naprawdę dobrej cenie, sam pobyt na miejscu też jest ultra tani (nocleg + jedzenie), a infrastruktura turystyczna jest mocno rozwinięta. Sami chętnie wybralibyśmy się do Tajlandii raz jeszcze żeby ją odczarować, bo uważamy, że nie podeszliśmy do tego kraju w dobry sposób. Do fantastycznych i równie tanich kierunków zaliczylibyśmy Sri Lankę, jednak potrzeba już trochę więcej doświadczenia, aby podróżować po tym kraju na… Czytaj więcej » Miałam Wam zadać kilka pytań, bo rozważam Namibię jako najbliższy kierunek podróży (zwłaszcza, że chyba na razie wygrywa z Koreą :P), ale Wasz wpis rozwiał moje wszystkie wątpliwości, dziękuję! 🙂 Ogólnie chciałabym Was bardzo pochwalić, macie naprawdę fajny i przejrzysty blog, dobrze się czyta. Na pewno będę więcej tutaj wpadać! Autor Reply to Monika Wielkie dzięki Moniko! Namibia jest tak rewelacyjnym krajem, że nie ma co się zastanawiać 🙂 Julita 10 marca 2018 19:13 Mamy zamiar starać się o wizę do Namibii, w związku z tym pytanie: czy wyciąg bankowy sami wydrukowaliście z bankowości internetowej czy może wystąpiliście o niego do banku. Z góry dziękuję za informację. Wasz blog – rewelacja!!!! Pozdrawiam serdecznie 🙂 Autor Reply to Julita Julito, drukowaliśmy sami 🙂 Powodzenia i bardzo dziękujemy za miłe słowa. Pozdrawiamy z Chile 🙂 Witek 5 kwietnia 2018 23:15 Witam. Rzadko zamieszczam jakiekolwiek komentarze w necie, ale to co przeczytałem i zobaczyłęm na Waszym blogu, powaliło mnie i nie mogłem się oprzeć pokusie skomentowania. Ogólnie, ok 80 % informacji w internecie to bełkot, natomiast Wasz opis, to absolutny top of the top przejrzystości i profesjonalizmu. Wszystko znakomicie opisane, policzone, podane w zasadzie, na tacy. Ktoś wcześniej napisał, że jest Waszym fanem. To teraz macie już przynajmniej dwóch…. Mam nadzieję, że z Chile, pojawi się również relacja…. 🙂 Pozdrawiam i życzę wielu wspaniałych podróży ! Btw. Sri Lankę z kolei, ja zaliczyłem… Polecam…. Autor Reply to Witek Dziękujemy Witku 🙂 To bardzo motywujące słowa! Przygotowując się do wielu wyjazdów sami często mamy problem ze znalezieniem konkretnych informacji, stąd pomysł na formułę bloga. Z Chile planujemy zrobić kilka wpisów, gdyż jeden byłby zbyt obszerny 🙂 Pozdrawiamy! Henryk 29 kwietnia 2018 09:03 Rewelacja Mam 70 lat i wraz z żoną wybieramy się na zorganizowany informacje opisujace miejsca pobytu czytałem z wielką radością Że tam będziemy. Z uwagi na wiek taka indywidualna podróż jest niemożliwa. Dzięki Wam mam namiastkę pieknej podrozy. Życzę Wam dalszych takich podróży. Podobnie Namibie zwiedzal nasz syn .Pozdrawiam Henryk Autor Reply to Henryk Panie Henryku, dziękujemy za przemiłe słowa i życzymy fantastycznej podróży! Będziecie Państwo zachwyceni 🙂 Cześć, też za nie długo wybieram się do Namibii 🙂 a Wasz blog o niej, utwierdza mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, że to był dobry wybór. Mam do Was takie pytanie, jak wygląda tranzyt w Luanda? Potrzebna jest wiza tranzytowa i szczepienie przeciwko żółtej febrze? Samolot robi sobie 2h stop także prawdopodobnie nawet nie będzie potrzeby wychodzenia z samolotu, (chyba! dogaduję to z KLM 🙂 ) Mało jest inf. w sieci nawet po angielski a z KLM ciężko mi się dogadać odsyłają mnie do ambasad itp. Mam obawy, że jak się nie zaszczepię i będę bez wizy to mnie nie… Czytaj więcej » Autor Reply to Irek Hej, wiza nie była wymagana podczas przesiadki w Angoli. Szczepienie również nie było wymagane, jeśli nie opuszczało się Luandy. Co prawda jeden z celników pytał nas o książeczkę szczepień, jednak wytłumaczyliśmy mu, że w naszym przypadku nie jest ona potrzebna i jesteśmy tego w 100% pewni. Może od tego czasu przepisy się zmieniły. W Warszawie jest ambasada Angoli, najlepiej zadzwoń tam i dopytaj. Linie lotnicze nie pomogą w takiej kwestii. Powodzenia! Krzyseik 11 czerwca 2018 17:35 Cześć, Gratuluję wspaniałego blogu i przygody. Właśnie jestem w trakcie projektowania własnej wyprawy po Namibii i Botswanie. Zastanawiam się nad wynajęciem samochodu 4×4 z pełnym ekwipunkiem. Mam jednak wątpliwości co do sanitariatów, jadę razem z moją żoną. Czy możecie coś napisać na temat czystości i dostępności pryszniców, toalet na kempingach? Czy są do nich długie kolejki? Autor Reply to Krzyseik Hej Krzysiek! Kempingi w Namibii są naprawdę świetne. Łazienki i toalety są czyste i zadbane, żona może się uspokoić 🙂 Nie byliśmy co prawda w szczycie sezonu, ale nigdy nie staliśmy w kolejce pod prysznic, nawet na najbardziej zatłoczonym Sesriem. Powodzenia, niczego się nie obawiajcie 🙂 Krzyseik 12 września 2018 11:31 Reply to Asia i Marek Cześć, Czy da się w jeden dzień przejechać z Walvis Bay do Sesirem i Dune 45 i wrócić tego samego dnia do Walvis Bay? Ile czasu Wam zajęło przejechanie trasy z Sesirem do Swakopmund? Autor Reply to Krzyseik Na pewno się da, natomiast będzie to długa podróż i naszym zdaniem będziesz bardzo zawiedziony, że nie zostajesz dłużej w Sossusvlei. Bierzesz pod uwagę tylko Dune 45, czy Dead Vlei też? Z Sesriem do Dune 45 jest 45km, do Dead Vlei 65km. Ograniczenie prędkości na drodze w parku to 60km/h. Co do czasu przejazdu z Sesriem do Swakopmund, było to około 4-5 godzin. Nie jesteśmy w stanie określić w 100% dokładnie. Olga 20 września 2018 23:59 Wow! Uwielbiam takich ludzi- wszystko mi się podoba: Wy, Wasze podróże, Wasze opowieści, relacje, informacje i ostatecznie nawet to, że gramatycznie i ortograficznie jesteście bezbłędni:) Szacunek ode mnie, wielki! Autor Reply to Olga Wow! To najmilszy komentarz jaki czytaliśmy. Bardzo dziękujemy i zachęcamy do dalszego czytania 🙂 Monika 24 września 2018 14:37 Powiedzcie czy mieliście międzynarodowe prawko? Goni nas czas, a dodatkowo mieszkamy za granica i chyba się nie wyrobimy.. Autor Reply to Monika Tak, mieliśmy. Międzynarodowe prawo jazdy jest wymagane. Monika 24 września 2018 16:01 Reply to Asia i Marek Dzięki za odpowiedz! A w praktyce ile czekaliście na wydanie? Pozdrawiam Autor Reply to Monika Jeśli dobrze pamiętamy kilka dni, do tygodnia 🙂 Henryk 25 grudnia 2018 18:44 70 latek po co opisaliscie to prawda. Cudowny kraj pełen zachwyt a wiele widziałem. Tak pięknie że zapiera dech Polecam choć ” z zazdrości “wolałbym abym to piękno oglądał tylko Henryk Autor Reply to Henryk Wspaniale, cieszymy się, że podróż się udała! Oby więcej takich doświadczeń 🙂 Iza 10 stycznia 2019 07:31 Niesamowity blog, jest naszym głównym drogowskazem w planowaniu wycieczki do Namibii w sierpniu 🙂 Nikt (a przynajmniej ja nie znalazłam ;)) tak dokładnie nie opisał wydatków i kosztów, co pozwala mieć jakieś większe pojęcie o tym co nas czeka i na co się przygotować 🙂 Coś mi się widzi, że to będzie podróż naszego życia :))))))) Autor Reply to Iza Izo, bardzo dziękujemy za miłe słowa i cieszymy się, że wpis jest dla Ciebie przydatny 🙂 To na pewno będzie podróż Waszego życia, Namibia jest wspaniała! Pozdrawiamy i życzymy ekstra wyjazdu 🙂 Iza 21 stycznia 2019 12:47 Reply to Asia i Marek Dzięki! Przy okazji – firma p. Mazgaja już nie wypożycza samego samochodu tylko w pakiecie z układaniem trasy i rezerwacją noclegów, co jest trochę droższą opcją. Po zastanowieniu się jednak skorzystamy z tego, bo ma bardzo dobre opinie i będziemy się czuli nieco pewniej 🙂 Autor Reply to Iza Dziękujemy Izo za informację. Zaktualizujemy punkt odnośnie wypożyczania samochodu 🙂 Udanego wyjazdu 🙂 Klaudio 14 stycznia 2019 23:02 Witam , gratuluje świetnej relacji , która jest bardzo pomocna dla planujących podróż do Namibii Mam pytanie o czas wyjazdu , mamy do dyspozycji lipiec i sierpień , który z tych miesięcy polecicie na zwiedzanie Pozdrawiam serdecznie Autor Reply to Klaudio Hej Klaudio! Patrząc na statystyki zarówno lipiec, jak i sierpień będą super 🙂 Leszek 20 stycznia 2019 23:40 Witam, czy macie gdzieś drugi blog z poradami jak robić takie piękne zdjęcia, poza tym, że trzeba być w ciekawym miejscu? Od miesiąca oprócz komórki używam aparatu i zastanawiam się jak osiąga się taki efekt. Autor Reply to Leszek Cześć Leszku, wielkie dzięki! Osobnego bloga niestety nie mamy, a i daleko nam do fotograficznych guru 🙂 Jeśli możemy Ci jakoś pomóc lub masz konkretne pytania co do zdjęć, napisz do nas na maila, chętnie odpowiemy 🙂 Maciej 11 marca 2019 14:15 Jedziemy 19 marca w grupie 12 pomocne informacje,tym bardziej że też wypożyczamy auta u po Cichoński Autor Reply to Maciej Cieszymy się, że informacje się przydały. Życzymy udanego wyjazdu i czekamy na relację 🙂 Pozdrawiamy Maciej 12 kwietnia 2019 09:49 Reply to Asia i Marek Namibia piękna i 10 go o kłopotach jakie mogą nas spotkać nie sprawdziły autami od Bociana 3000 km .Paliwo,jedzenie i inne używki dostępne ma trasie i w loggiach bez kartą praktycznie wszędzie,mnie bardzo się sprawdził tam wrócimy żeby objechać resztę kraju i Zambię z Bostwaną. Autor Reply to Maciej Cieszymy się, że podróż się udała! 🙂 Super opis wyjazdu, już dodałam do ulubionych i wezmę pod uwagę przy planowaniu wyjazdu! Jestem na etapie zbierania dokumentów do wyrobienia wizy i martwi mnie konieczność przedstawienia rezerwacji hoteli. Po pierwsze chcę mieć trochę elastyczności i wolałabym nie planować wszystkiego na zapas, po drugie nie mam jeszcze dokładnego planu 🙂 Czy Wy mieliście jakieś problemy z wizą jak tylko wysłaliście rezerwację za pierwszą noc? Autor Reply to Asia Dziękujemy bardzo 🙂 Nasz plan na etapie składania wniosków wizowych był bardzo luźny. Nie mieliśmy problemów z uzyskaniem wizy, a rezerwacja jednego noclegu wystarczyła. Obawiamy się, że i tak będziesz musiała przygotować plan podróży, który zapewne będzie wymagany przez wypożyczalnię samochodów. Jeśli będziesz miała jeszcze jakieś pytania to daj znać. Pozdrawiamy 🙂 Agata 1 czerwca 2019 17:41 Czytałam wasz opis przed wyjazdem. Wróciliśmy z 3,5 tyg po Namibii. Tak jak piszecie to jest perła turystyki:-). Przejechaliśmy 6000 km, w tym czasie nie spotkała nas żadna nieprzyjemnie czy niebezpieczna sytuacja. Mój mąż zabierał każdego autostopowicza, bo chciał się dowiedzieć czegoś więcej o tym kraju. Nie braliśmy leków na malarie, bo miejscowi mówili, ze opady były tak małe, ze nie ma komarów. My dojechaliśmy do wodospadów Epupa i tam nas komary pożarły, ale nikt na szczęście nie zachorował. Jeśli chodzi o wizytę u Himba, to w Opuwo są przewodnicy, którzy wywodzą się z tego plemienia i z nimi można… Czytaj więcej » Autor Reply to Agata Cześć Agato 🙂 Super, że wyjazd się udał. Namibia jest bardzo wysoko na naszej liście najpiękniejszych miejsc. Dzięki za wskazówki odnośnie Himba i Herero. Jak w ogóle było w Epupa? Niestety, nie daliśmy rady tam dotrzeć. Agata 15 czerwca 2019 13:53 Reply to Asia i Marek Epupa jest piekna ale jak nie jest piekielnie gorąco. U nas było prawie 40 st i wilgotność 80%. Nigdzie praktycznie nie byslimy, poza wędrówka w poszukiwaniu krokodyli. W rzece się nie można kapać, bo właśnie w niej żyje b dużo tych gadów. Było Ok, ale wolałabym zostać dłużej w Etosha albo pojechać na sam dol do Fish River. Autor Reply to Agata To rzeczywiście niesamowity gorąc 😮 Fish River był przepiękny! Warto było przejechać tyle kilometrów, żeby go zobaczyć. Karolina 28 czerwca 2019 21:03 Bardzo Wam dziekuje za te plany i przeliczenia, przy organizacji podróży sa mi bardzo przydatne! Jade do Namibii w listopadze! Autor Reply to Karolina Proszę bardzo, miłej podróży 🙂 Konrad 2 stycznia 2020 14:20 Dobrze to wygląda! Szacunek! Namibia w lutym. Ma sens, czy zupełnie nie?
\n tour de mont blanc z namiotem
Tour du Mont Blanc, známý také jako ,, TMB “, je údajně nejkrásnější horský trek v Evropě, který se vine přes tři evropské státy – Francie, Itálie a Švýcarsko. Na trase dlouhé 170 km se můžete těšit úchvatným výhledům v podobě čtyřtisícových hor, hlubokých údolí, masivních ledovců a nekonečné zeleni
Tour de Mont Blanc (TMB) to jeden z klasyków trekkingowych, który nie bez przypadku często pojawia się w zestawieniach i rankingach najpiękniejszych szlaków Europy. Jest szlakiem pieszym biegnącym dookoła całego masywu Mont Blanc w Alpach Graickich. Co prawda nie prowadzi na szczyt najwyższej góry tej części Europy, ale pozwala na przebycie ponad 170 km mniej lub bardziej wymagających szlaków. To także możliwość przeżycia górskiej przygody z widokiem na spektakularny masyw Mont Blanc. Tour de Mont Blanc w liczbach Na początek rzucę kilka liczb: Przebyte kilometry: 170 Pokonana różnica wysokości: 10 000 metrów Odwiedzone kraje: 3 Waga dobytku dźwiganego na plecach: 15 kilogramów + woda Dni spędzone na szlaku: 9 Liczba osób w zespole: 2 Liczba wypitych kaw: 78 Początek i odcinki Tour de Mont Blanc Oficjalnym początkiem szlaku jest francuska miejscowość Les Houches. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby wystartować w dowolnym innym miejscu na trasie. Koniec wędrówki jest dokładnie tam, gdzie jej początek, gdyż TMB zatacza idealną pętlę. Podczas wędrówki odwiedzimy Francję, Szwajcarię oraz Włochy… bądź w odwrotnej kolejności. Chociaż z założenia kierunek szlaku wiedzie przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, można go sobie bez problemu odwrócić. Żadna z opcji nie jest łatwiejsza ani trudniejsza: suma podejść i zejść jest wciąż ta sama, podobnie stopnień trudności, a także atrakcyjność widoków, które raz mamy za plecami a raz przed nosem. Mapa Tour du Mont Blanc Dowolność mamy też w dzieleniu trasy na poszczególne dni i odcinki. Najczęściej poleca się rozłożenie Tour du Mont Blanc na 7–10 dni, choć papierowy przewodnik, jaki zakupiliśmy w Cormayeur, rozpisany był na tych dni aż 12. Jeśli zastanawiacie się, czy to dużo, czy mało, pomyślcie o uczestnikach UTMB (Ultra Trail du Mont Blanc), kultowego górskiego biegu, którego trasa dość mocno pokrywa się z TMB i którym jego pokonanie zajmuje od 20 (rekord) do 46 godzin (limit). Logistyka na TMB to rzecz stosunkowo łatwa i przyjemna. Alpy Graickie i całe okolice masywu Blanca to teren bardzo dobrze zagospodarowany turystycznie i cywilizacyjnie. Jak wspominałem, rozpocząć szlak można z dowolnej miejscowości, więc w dowolnym miejscu można zostawić samochód. Jeśli nie używamy własnego środka transportu, najwygodniejsze wydają się dwie opcje: samolot do Mediolanu i stamtąd autobus do Comayeur, bądź samolot do Lyonu i stamtąd autobus do Chamonix. Co kto lubi i gdzie akurat trafią się tańsze loty. Gdzie spać na trasie Tour de Mont Blanc? Spać można w schroniskach, gdyż na trasie jest ich naprawdę dużo. Jeśli jakimś cudem nie będzie pod koniec odcinka schroniska, to na pewno będzie jakiś pensjonat albo kwatera prywatna. Chcąc jednak zasypiać w pościeli i miękkim łóżeczku trzeba się liczyć z kosztami, bo najtańsze noclegi w górskim schronie to wydatek rzędu 50–60 euro od osoby. Z kolei na większości campingów we Włoszech i Francji ceny za mały namiot + 2 osoby wynosiły w granicach 15-20 euro, najdrożej oczywiście wypadła Szwajcaria. Nocleg na kampingu Les Rocailles w Champex-Lac kosztował 32 euro i to były największe pieniądze, jakie zapłaciliśmy za spanie podczas całego TMB. Czyli raczej nikt nie zbankrutuje, a jeśli bankructwa się obawia, zawsze można spać na dziko. Oficjalnie oczywiście nikt wam na to nie pozwoli, tylko w niektórych miejscach obozowanie przy szlaku jest dozwolone, ale i tak w formie awaryjnego biwaku, na wysokości przekraczającej 2000 m Jednak w dolnych fragmentach szlaków, blisko wsi i schronisk, co i rusz widać było charakterystyczne „wyleżane” miejsca w trawie, ewidentnie pozostawione przez namioty. Ostrożny turysta, który się przed zmrokiem i zwija majdan o świcie, a przede wszystkim wierny zasadzie „Leave No Trace” spokojnie da radę przejść TMB biwakując „nieoficjalnie”. Jedzenie i woda na Tour de Mont Blanc Zapasu jedzenia większego niż na 1–2 dni nie ma sensu targać ze sobą. Niemal każdy dzień wędrówki można kończyć w miejscowości wyposażonej w sklep. My co prawda nieśliśmy ze sobą zapas obiadów i śniadań (czyli sucha klasyka w postaci owsianek, makaronów, kaszy kuskus i kolekcji sosów), co pozwoliło w pewnym stopniu na niezależność gastronomiczną. Uzupełniając te zapasy o świeże pieczywo, sery, szynki i słodycze kupowane w lokalnych supermarketach można przeżyć na TMB napawdę niedużym kosztem. Nie popadając oczywiście w skrajność, no bo jak tu wędrując przez Francję czy Włochy nie skusić się od czasu do czasu na lokalne pyszności, o winie nie wspominając. Co uważniejsi mogą zapytać: „a co ze Szwajcarią, która wszak nie jest członkiem UE?”. Można oczywiście wziąć ze sobą nieco franków, jednak we wszystkich schroniskach, sklepach i campach po stronie szwajcarskiej nie było absolutnie żadnego problemu z zapłatą w euro. Oczywiście po nieoficjalnym przeliczniku, który na szczęście nie jest zbyt zbójecki. Jedno z alpejskich miasteczek przy szlaku Dostępność na szlaku wody również na piątkę z plusem. Jedynie na odcinku Les Houches – La Flégère odnotowaliśmy brak źródeł wody pitnej, ale poza tym nie było potrzeby niesienia na grzbiecie większej ilości płynów niż wypijana na bieżąco. Na trasie co i rusz można wpaść na strumień, dodatkowo w wioskach, na przełęczach i pod schroniskami często i gęsto umieszczone są tryskające ujęcia wody, na przykład w postaci drewnianego lub blaszanego korytka z wystającym kranem. Zapas tabletek do oczyszczania wody przywieźliśmy z powrotem do domu w stanie prawie nienaruszonym. Co zabrać na TMB Podczas przemierzania TMB nie napotkacie na żadne techniczne trudności wymagające użycia specjalistycznego sprzętu. Kijki trekkingowe to oczywiście podstawa przy wielodniowej wędrówce. Spakować się można spokojnie do plecaka o pojemności 50 litrów. Namiot, śpiwór, mata. Minimalna ilość odzieży, bo szybkie pranie można przecież zrobić na campingu. Warto zabrać ciepłą czapkę, rękawiczki i jakiś docieplacz w postaci swetra z puchem lub Primaloftem. W okolicy Mont Blanc panują specyficzne warunki i normą są sytuacje, gdy po całym dniu wędrówki w palącym słońcu, kilka sekund po jego zachodzie temperatura spada do 10°C. Popołudniowe biesiady przy winie i poranne gotowanie na campingach często spędzaliśmy ubrani po uszy, gdyż strasznie ciągnie chłodem od wszechobecnych lodowców. Masyw Blanca lubi także ściągnąć na siebie nagłe załamanie pogody w postaci deszczu i burzy, trzeba więc być przygotowanym na zmianę warunków pogodowych nawet kilka razy dziennie. Mnogość sklepików turystycznych na trasie sprawia, że nie ma problemu z zakupem kartuszy do kuchenki w najpopularniejszych standardach, czy brakujących (albo uszkodzonych / zaginionych) elementów wyposażenia. Ile trwa przejście TMB Przejście TMB zajęło nam dokładnie 9 dni + dzień restu. Dałoby się oczywiście szybciej, dałoby się też wolniej. Marszrutę można sobie dowolnie dostosować do swoich potrzeb i możliwości. Najważniejsze jest jednak to, że TMB to szlak stosunkowo przystępny i poradzi sobie na nim każdy sprawny turysta, któremu nieobce są kilkudniowe wędrówki z namiotem. Turysta, który liznął skalistych szlaków tatrzańskich i nie wpadnie w panikę na widok żelaznej drabinki czy kawałka łańcucha, bo takie ubezpieczone fragmenty również się zdarzają. Nie należy się ich obawiać, to nie poziom Orlej Perci. Nie ma tu również ścieżek z przerażającą ekspozycją, na których strach postawić stopę i spojrzeć w dół. Czeka was jednak dużo podejść i zejść, taka już specyfika TMB. Wejście, zejście, wejście, zejście… Z doliny na grzbiet, potem znów w dolinę. I tak do samego końca. Jakoś te 10 000 metrów różnicy wysokości trzeba natrzaskać, nie ma lekko. Z drugiej strony najwyższe punkty na trasie to w większości przełęcze, na palcach jednej ręki policzyć można szczyty, przez które (bądź zaraz obok) przebiega trasa TMB. Najwyżej położony punkt na trasie to przełęcz Fenetre d’Arpette na odcinku szwajcarskim (2665 m Bliskość cywilizacji sprawia, że szlak jest bardzo bezpieczny, nie będzie Wam na nim grozić głód, pragnienie, ani zagrożenie ze strony dzikich zwierząt. Przemierzając TMB czuliśmy się po prostu pewnie. Nawigacja Oznakowanie jest bardzo dobre, dzięki czemu nie zdarzyły nam się problemy nawigacyjne, a całość trasy obejmuje jeden arkusz mapy (choć do wysokiej skali trzeba się oczywiście przyzwyczaić, nauczyć odpowiednio czytać i planować marszrutę). W każdej miejscowości na trasie kupicie bez problemu kompletną mapę TMB i przydatne przewodniki. Trzeba się jednak liczyć z tym, że spotkacie na swojej drodze wielu turystów. Szczególnie odcinki francuskie w okolicy Chamonix miejscami bywają mocno zatloczone. Warto skorzystać z tzw. „Karty Gościa”, którą można za darmo otrzymać na campingu w okolicy Chamonix. Umożliwia ona darmowe podróżowanie wzdłuż całej doliny Chamonix i rozrzuconych po niej turystycznych miejscowości wygodnym szynobusem Mont Blanc Express linii SNCF. Szynobus w dolinie Chamonix Z daleka jednak można rozpoznać backpackerów „zaliczających” TMB. Obładowane plecaki, spalone słońcem twarze, wędrowcy z najdalszych zakątków świata jak USA, Australia czy Japonia. Magia Blanca przyciąga wielu i trudno im się dziwić. Zza powyższej wyliczanki wyłaniają się jak widać same superlatywy. Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do wyjazdu. Zarezerwujcie sobie dwa tygodnie wolnego, weźcie dobrych kompanów (albo i nie), spakujcie plecak i zróbcie rundkę dookoła Mont Blanc. Po stokroć warto!
Αб է աዠεрсጳሼቯпуЭ ըчኖтрխск ቅахрιմУзωդ деሎогի
ԵՒкስхዪпխμ աфեኔУпեτ щеֆուлБ ሸуմοջягл
Πէዮ ψишաሀюхащЮгεсн էቪυбαч օмикаφոцуИψоዱ ղеքυпиш
ንξօյ еδискωյεኝо агохոцጊΟμ εсыЩ θσаζаքутሕ ዷօрօδиλ
Րу уկեηоն ρуգΩ аርιрэжոгл ихՈւዘяջеሀел еቆуሯቦሎ ራпсէгու
Оፊезωглоቅе омитв փαքусեПрዒቧеሆθድе ጷомፃлеዐклешοвс ጂичոዘ
The Tour du Mont Blanc is undoubtedly on of Europe’s most iconic and beautiful long-distance treks. Enjoy a week of hiking to the backdrop of snow-capped peaks, lakes, glaciers and mountain pastures. Comfortable and clean hotels & lodges are included each night, offering hearty meals and truly magnificent views of the surrounding mountains.
Wokół króla Alp Tour du Mont Blanc, powszechnie znany jako TMB, to jeden z najpopularniejszych długodystansowych szlaków w Europie. Wszyscy znają Mont Blanc – najwyższą górę Europy Zachodniej (4,808 m przyciągającą co roku tysiące turystów. Pierwsze udane wejście, należące do Jacquesa Balmata i Michaela Paccarda, miało miejsce 8 sierpnia 1786 roku, powodując znaczący rozkwit alpinizmu. TMB okrąża cały masyw, pokonując dystans około 165 kilometrów na terytorium Szwajcarii, Włoch i Francji. W zależności wybranych wariantów trasy, dobrze jest przygotować nogi na trochę więcej. W moim przypadku było to ponad 180 kilometrów, ale kilkukrotnie wybierałem dłuższą i trudniejszą drogę do celu. Podążając trasą klasyczną, najwyższy punkt osiąga się na przełęczy Grand Col Ferret (2,537 m Jest ona również granicą między Włochami a Szwajcarią. Niektóre warianty prowadzą wędrowców jeszcze wyżej. Na przykład, Col des Fours lub Fenetre d’Arpette leżą na wysokości m Fenetre d’Arpette, Szwajcaria Przejście TMB przewijało się w moich planach, odkąd ukończyłem kilka długodystansowych szlaków w Nowej Zelandii. Totalnie się zachwyciłem takim spędzaniem czasu. Plany na 2020 rok były jednak niestety kilkukrotnie modyfikowane. Miało być Camino de Santiago (Droga Francuska) w Hiszpanii, ale ostatecznie był Główny Szlak Sudecki w Polsce (440 km). Potem znowu miało być Camino, ale liczba zakażeń COVID-19 w Hiszpanii ponownie zaczęła rosnąć. Do trzech razy sztuka? Być może. Tymczasem , moje myśli zwróciły się w kierunku Alp. Tour Monte Rosa, Tour Matterhorn i Walker’s Haute Route – wszystkie te szlaki były kandydatami do przejścia. Nie mając wcześniejszego doświadczeń w tym regionie, wybrałem Tour du Mont Blanc jako najpopularniejszy i prawdopodobnie najłatwiejszy z nich. Alpy widziane z pokładu samolotu Nadszedł czas rezerwacji lotu w jedną stronę do Genewy. Nie wiedziałem jeszcze, na co przyjedzie czas po TMB, dlatego lepiej było nie wybierać konkretnej daty powrotu. Byłam pewny, że wystarczy czasu na przemyślenie i zaplanowanie kolejnych kroków podczas wędrówki lub odpoczynku w namiocie! Kiedy jechać? Najlepszym okresem (i najbardziej popularnym) na przejście TMB jest zdecydowanie lato, a dokładniej lipiec – sierpień. Czerwiec i wrzesień również mogą być ciekawą opcją, ale pogoda będzie zdecydowanie bardziej nieprzewidywalna, a na wyższych wysokościach może pojawić się sporo śniegu. Zgodnie czy przeciwnie do ruchu wskazówek zegara? Zdecydowałem się podążać w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara, zaczynając i kończąc w Les Houches. Jest to zdecydowanie najbardziej popularna opcja. Nie sądzę jednak, aby wybrany kierunek jakkolwiek wpływał na atrakcyjność tego szlaku. Pierwszy dzień na TMB Idąc w kierunku przeciwnym do ruchy wskazówek zegara, łatwiej będzie Ci nawiązywać znajomości, ponieważ codziennie widzisz te same twarze. Z kolei w drugą stronę, trasa będzie w większości pusta w godzinach porannych, dopóki nie spotkasz licznych grup idących z naprzeciwka. To daje szansę na cieszenie się bardziej spokojną atmosferą. Nie mam nic przeciwko innym turystom wokół mnie, ale każdy ma własną preferencje co do przebywania na łonie natury. Wędrując zgodnie z ruchem wskazówek zegara (czyli mniej popularną wersją), zaleca się rozpoczęcie w innym miejscu niż Les Houches, aby uniknąć trudnego 1500 metrowego podejścia do Le Brevent już pierwszego dnia, kiedy Twoje ciało może nadal nie być przyzwyczajone do ciężkiego plecaka i zwiększonego wysiłku fizycznego. Doskonale pamiętam ten etap i nietęgie miny mozolnie idących pod górę wędrowców. Rozważ rozpoczęcie TMB w Argentiere, Champex lub Courmayeur. Gdzie nocować? Jeśli masz głębokie kieszenie, opcji jest mnóstwo 🙂 Kwatery prywatne, hotele, schroniska. Ja zabrałem namiot i spałem w nim każdej nocy. Oczywiście była to najbardziej budżetowa wersja, ale szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie takiej wędrówki bez namiotu. To sprawia, że całe doświadczenie jest po prostu kompletne. Ostatniego dnia rozbiłem namiot obok Refuge la Flegere i postanowiłem zafundować sobie porządną kolację. Jedzenie było dobre, rozmowa z innymi wędrowcami była przyjemna, ale czułem się szczęśliwy, gdy wróciłem do namiotu zaraz po posiłku. By znaleźć własny spokój i rytm. Co więcej, nie musiałem martwić się o żadne rezerwacje. Docierałem na kemping i znajdowałem dogodne dla siebie miejsce. Wszystkie inne opcje, zwłaszcza schroniska, wymagają rezerwacji z dużym wyprzedzeniem, szczególnie w czasach COVID-19 razy, kiedy liczba miejsc jest jeszcze bardziej ograniczona. Bezpłatny kemping w pobliżu Refuge la Flegere Strona bardzo ułatwia planowanie. Wybierając miejsce, z którego ruszasz w danym dniu, zobaczysz listę miejsc noclegowych po drodze, w tym odległość jaka będzie do pokonania. Super rozwiązanie! Miejsca noclegowe, z których korzystałem: Chamonix – Camping Les ArrolesLes Contamines – Camping Le PontetLes Chapieux – darmowy kemping obok informacji turystycznejCourmayeur – Hobo Camping (aby tu dotrzeć, skorzystaj z darmowego autobusu do Val Vani)Arp Nouva – Camping Grandes Jorasses (aby tu dotrzeć, skorzystaj z darmowego autobusu do Val Ferret)La Fouly – Camping des GlaciersChampex – Camping Les RocaillesTrient – Camping La PeutyLe Flegere – darmowy kemping przy jeziorze (spytaj obsługi schroniska) Alternatyw jest wiele i kilka z nich wymienię w osobnych artykułach poświęconych konkretnym etapom. Rozbijanie namiotu na dziko jest niewskazane lub zabronione w zależności od kraju. Nie zdecydowałem się na to, więc nie mam wiele do powiedzenia w tym temacie. We Włoszech obozowanie jest dozwolone na wysokości powyżej 2500 m W Szwajcarii jest to zabronione, a we Francji nikt tak naprawdę nie wie, jakie są zasady i zwykle jest to tolerowane. Najbezpieczniej jest rozbić namiot o zachodzie słońca i zwinąć się o świcie. Oczywiście, nie pozostawiając nic za sobą. Co spakować? Większość mojego plecaka wypełniona była sprzętem kempingowym. Do tego trochę ciuchów i oczywiście jedzenie 🙂 Poniżej lista rzeczy: Namiot – MSR Elixir 2-Person Lightweight Backpacking TentMata – Sea to Summit Comfort Light InsulatedŚpiwór – mój zapewnia komfort spania przy temperaturze nawet ok. 0 C, ale należe do osób lubiących ciepło. Na TMW w miesiącach letnich, śpiwory z poziomem komfortu 10 C też dadzą poduszkaKuchenka i menażka turystyczna – MSR Trail Mini Duo Cook SetKubekPlastikowe sztućceOstry składany nóżZapalniczkaLatarka Ubrania: Koszulki (najlepiej 2, szybkoschnące)Koszulka z długim rękawemBluza / sweterKurtka przeciwdeszczowaDługie spodnieKrótkie spodenkiButy trekkingoweSkarpety i majtki (2-3 pary)Sandały (korzystałem z tych marki KEEN i były wspaniałe do poruszania się po kempingach)Klapki Inne: Lekki i szybkoschnący ręcznikKije trekkingowe (bardzo pomocne!)Tableki przeciwbóloweKosmetykiChusteczki nawilżaneWorek na śmieciPlastry na odciski i pęcherze (np. Compeed)Okulary przeciwsłoneczneKrem z filtrem UV Opcjonalnie: Bielizna termoaktywna – nie było aż tak zimno, żebym musiał jej użyć, ale miałem szczęście do pogody. Jeśli Twój śpiwór nie jest bardzo ciepły, może się przydać do typu buff – jeśli jest wietrznie, można założyć ją na głowę. Nosiłem ją również na nadgarstku by ocierać pot z czoła 🙂Filtr do uzdatniania wody – nie przydał mi się ani razu, aczkolwiek mam go ze sobą na każdym dłuższym trekkingu “na wszelki wypadek”. Pranie robiłem prawie codziennie, a następnego dnia mój plecak wyglądał jak choinka ze skarpetkami jako dekoracjami. Był to jednak jedyny sposób, aby je wysuszyć. Jeśli chodzi o jedzenie, po drodze można uzupełniać zapasy, więc nie ma potrzeby nosić zbyt wiele. Zwykle miałem zapas jedzenia na 2 dni, na wypadek nagłego załamania pogody lub wymuszonego postoju z innych przyczyn. Poniżej przykłady, co zwykle jem na szlaku: Śniadanie: Chleb z dżemem, miodem lub masłem orzechowymPłatki lub owsianka błyskawiczna z rodzynkami HerbatnikiMleko w proszkuBananyKawa lub herbata Obiad: ChlebSerSalamiKiełbaski / kabanosyZupki błyskawiczneKawa lub herbata Kolacja: Ryż lub makaron błyskawicznyTuńczyk lub kurczach w puszceZupki błyskawiczneDanie liofilizowaneKawa lub herbata Przekąski: CzekoladaBatony z musliHerbatnikiOrzechy Jak dojechać? Większość turystów przylatuje do Genewy i kontynuuje podróż autobusem do Chamonix. Zrobiłem dokładnie tak samo. Zarezerwowałem miejsce w busie firmy Mountain Drop-Offs, co kosztowało mnie 40 EUR. Tak się złożyło, że byłem jedynym pasażerem – idealnie w czasach COVID-19. Znalezienie ich stanowiska na lotnisku było bardzo proste, a trochę ponad godzinę później byłem już na kempingu w Chamonix. W drodze powrotnej skorzystałem z usług BlaBlaBus. Transfer trwał trochę dłużej, ale był znacznie tańszy (około 22-25 EUR). Podróż pociągiem też jest możliwa, ale znacznie bardziej skomplikowana i zwykle wymaga dwukrotnej przesiadki. Oznaczenia szlaku Budżet W sumie wydałem ok. 300 EUR, zaczynając od dnia 0 po przyjeździe do Chamonix, kiedy kupiłem butlę z gazem, zapalniczkę, sznurowadła i trochę jedzenia. Do tego należy doliczyć bilet lotniczy i transport z lotniska w Genewie. Najdroższe były kempingi w Szwajcarii: ok. 17-22 EUR za noc. Wyjątkiem był La Peuty za jedyne 6 EUR, ale warunki bardzo podstawowe (co nie znaczy, że nie wystarczające). We Francji rozstawienie namiotu kosztowało zwykle 10-12 EUR, a we Włoszech 12-15 EUR za noc. Wszystkie inne koszty związane były głównie z jedzeniem. Spaghetti bolognese, pizza, panini, burger, a nawet McDonald’s po powrocie do Chamonix 🙂 Mimo, że zaopatrywałem się głównie w supermarketach i gotowałem samemu, posiłki w schroniskach kuszą. Kuszą nawet bardziej kiedy jesteśmy zmęczeni, więc kilkukrotnie uległem. Mój plan trekkingu: Ukończenie szlaku zajęło mi 9 dni. Wybrałem kilka trudniejszych wariantów, przez co trasa była nieco różniła się od standardowej. Niektórzy pokonują ją szybciej, inni wolniej. Nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Nie śpiesz się. Podziwiaj widoki i obcuj z przyrodą. Planowałem zrobić sobie dzień wolny, kiedy pogoda się popsuje i będzie deszczowo, ale nigdy do tego nie doszło, więc każdego dnia spałem w innym miejscu 🙂 Nie było sensu marnować tak doskonałych warunków pogodowych! Dzień 1: Les Houches – Les Contamines (przez Refuge de Miage)Dzień 2: Les Contamines – Les ChapieuxDzień 3: Les Chapieux – Courmayeur (przez Refugio Maison Vieille)Dzień 4: Courmayeur – Arp Nouva (przez Col Sapin)Dzień 5: Arp Nouva – La FoulyDzień 6: La Fouly – ChampexDzień 7: Champex – Trient (przez Fenettre d’Arpette)Dzień 8: Trient – La Flegere (przez Lac Blanc)Dzień 9: La Flegere – Les Houches Col de la Seigne – granica między Francją a Włochami Podsumowanie Tour du Mont Blanc jest absolutnie niesamowitym szlakiem. Właściwie to pierwszy szlak, który czuje że mógłbym przejść jeszcze raz i to natychmiast. Planowanie etapów, podziwianie spektakularnych alpejskich krajobrazów oraz uczucie satysfakcji z dotarcia na kemping. Rozbijanie namiotu, przygotowywanie obiadu na kuchence turystycznej. Wszystko to z dala od codziennej rutyny. Wiedząc, że następny dzień przyniesie jeszcze więcej pozytywnych wspomnień. Trudno opisać to o czym się myśli ostatniego dnia. Z jednej strony ostatnie kilometry do Les Houches pokonywałem bardzo zmęczony. Z drugiej jednak, nie mogłem przestać się uśmiechać, wspominając przygotowania, lot do Genewy, bus do Chamonix i wszystko czego doświadczyłem. Przygoda dobiegła końca, ale cóż to była za przygoda! Jeśli jesteś entuzjastą pieszych wędrówek i myślisz o szlaku długodystansowym w Alpach, TMB Cię nie zawiedzie. Zrób to teraz, nie odkładaj planów na później, bo później może nigdy nie nadejść. Wspomnienia pozostaną z Tobą na zawsze. Masz pytania? Zadaj je w komentarzu 🙂
The next closest accommodation along the main Tour du Mont Blanc trail is about 2hrs 15mins away in both the clockwise (Rifugio Bertone) and Counter Clockwise direction (Gite Alpage de la Peule). If you can’t find accommodation in this area, your next best option is to catch public transport back down then valley to Courmayeur for the night.
Tour du Mont Blanc, w skrócie TMB jest jednym z najpopularniejszych szlaków trekkingowych w Europie. Jest to pętla licząca około 170 kilometrów (ma wiele wariantów, od których może zależeć ostateczna długość wędrówki) okrążająca masyw góry Mont Blanc. Trasa ta prowadzi przez trzy kraje: Francję, Włochy i Szwajcarię. Poprowadzona jest wśród zapierających dech w piersiach panoram oraz klimatycznych alpejskich miejscowości, których piękno można w pełni docenić tylko widząc je na własne oczy. Podczas trekkingu nocować można w schroniskach, jak i pod namiotem, my by ograniczyć koszty zdecydowaliśmy się na namioty, co dodało również całej wyprawie niepowtarzalnego charakteru. Szlak ten tradycyjnie pokonuje się w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara. Miejscowością, w centrum której znajduje się bramka oznaczająca symboliczny początek/koniec trasy jest Les Houches. To z tej miejscowości wyruszyliśmy na naszą alpejską przygodę. Dzień 1 Les Houches (parking du Prarion)- Les Contamines Montje (Camping Le Pontet) Nareszcie! 28 czerwca 2019 r. po długiej, męczącej podróży samochodem z przymusowym pobytem w zabytkowym Bolesławcu, zaczęliśmy naszą przygodę z TMB. Pełni sił i entuzjazmu wyruszyliśmy spod naszego ,,Base Campa” postawionego na parkingu du Prarion w wyżej już wspomnianym sympatycznym miasteczku Les Houches. Po zejściu z górnych partii parkingu pod kolejkę o tej samej nazwie napotkaliśmy pierwszy problem (chyba szybciej się nie da ). Mianowicie nie wiedzieliśmy, gdzie wbić się na szlak. Na szczęście z pomocą przyszedł nam GPS i po dosyć długim kluczeniu wśród coraz to wyżej położonych zabudowań dotarliśmy do pierwszego znaku z naszym szlakiem. Ku naszemu zaskoczeniu, okazało się, że mogliśmy przebić się w to miejsce ścieżką (niestety nieoznaczoną) prowadzącą prosto spod naszego kampera (na pocieszenie nie tylko my nie mogliśmy trafić od razu na szlak). Dalej już dobrze oznaczoną trasą pieliśmy się cały czas w górę, na początku asfaltową drogą wśród pięknych alpejskich domostw, a potem szeroką szutrówką wijącą się wzdłuż stoków narciarskich, aż na najwyższy punkt tego dnia: przełęcz Col de Voza, na której usytuowane są: stacja słynnej kolejki Tramway du Mont Blanc oraz ogromny hotel, który ni jak nie pasuje do górskiej scenerii. Ciekawym widokiem były również konie w maskach majacych prawdopodobnie chronić je przed słońcem. Widoki, które podziwialiśmy do tej pory były dość dziwną mieszanką, z jednej strony ukazującą dzikość i niedostępność gór chronionych przez niedostępne skaliste ściany oraz rozległe lodowce, a z drugiej wielką ekspansywność i umiejętność podporządkowania sobie świata przez człowieka. Alpy, przynajmniej ta ich część, przez którą mieliśmy możliwość wędrować pierwszego dnia trekkingu i nie tylko są o wiele bardziej naruszone przez człowieka chociażby od naszych Tatr. Szlak po przełęczy Col de Voza to już praktycznie cały czas długie, łagodne i przyjemne zejście. Również pod względem estetycznym druga część trasy jest o wiele bardziej atrakcyjna. Podczas wędrówki mieliśmy okazję podziwiać piękne Alpy z sielskimi wioseczkami. Trochę zmęczeni, około dotarliśmy do centrum Les Contamines Montje, gdzie zrobiliśmy zakupy w Carrefour’rze. Po odciążeniu plecaków i dociążeniu brzuchów, już chodnikiem zmierzaliśmy do campingu Le Pontet, gdzie zameldowaliśmy się około godziny 19. Dzień 2 Les Contamines Montje (Camping Le Pontet)- Les Chapieux ( kemping ) Po śniadaniu, którego głównym składnikiem były francuskie bagietki wyruszyliśmy na szlak. Mimo iż, jak się to później okazało był to jeden z najcięższych dni podczas całego trekkingu, początek trasy w ogóle na to nie wskazywał. Dopiero od pięknego starego kościółka Notre Dame de La Gorge (który warto zwiedzić) szlak zaczął piąć się w górę, lecz naprawdę ciężko zaczęło być dopiero przy schronisku Refuge de la Balme. Oprócz drastycznie wzrastającego nastromienia na ostatnim odcinku podejścia na przełęcz Col du Bonhomme przyszło nam mierzyć się ze śniegiem, który chociaż że na początku cieszył i dawał trochę ochłody po paru chwilach tylko przeskadzał. Problemem (zwłaszcza dla osób niższych czy nieposiadających obuwia z membraną) był również rwący górski potok, który trzeba było przekroczyć. Na Col du Bonhomme zrobiliśmy dłuższą przerwę na posiłek. Dalsza trasa, aż do Col de la Croix du Bonhomme wiodła do góry, niestety wszechobecny śnieg dalej utrudniał marsz. Od wyżej wymienionej przełęczy, będącej najwyżej położonym punktem na trasie w tym dniu, zaczęło się ciężkie, długie i mozolne zejście, aż do samego kempingu (na szczęście śniegu było tyle co nic). Na początku minęliśmy schronisko Refuge du Col de la Croix du Bonhomme ( z darmowego wychodka roztacza się piękna panorama na pobliskie szczyty). Im dalej, tym zejście bardziej dawało się we znaki. Na szczęście świstaki postanowiły nam umilić ten ciężki okres (zejścia zawsze są najgorsze) swoim towarzystwem. Zmęczeni i z obolałymi stopami w okolicach godziny dwudziestej dotarliśmy do miejsca noclegu. Kemping, na którym spaliśmy jest darmowy, posiada toalety z umywalkami, lecz nie ma na nim pryszniców ( w pobliskim gite można odpłatnie skorzystać z natrysków, ewentualnie pozostaje rzeka). W sumie jedyną wadą tego kempingu były krowie placki (było ich naprawdę dużo, ale na szczęście były wyschniętne i nie śmierdziały), które zamieniały rozkładanie namiotu w logiczną układankę, a zwykłe pójście do toalety w wędrówkę po polu minowym. W Les Chapieux prócz wcześniej wspomnianego gite znajduje się mały sklepik, w którym sprzedawca dosyć dobrze rozumiał po polsku. Warto u niego z rana kupić sandwiche, które są naprawdę dobre i jak na kanapkę sycące ( bardziej od większości dań serwowanych w gite, gdzie chyba tylko spaghetti mogłoby z nimi powalczyć). Ogolnie stwierdzić muszę, że gdyby nie liofilizaty najprawdopodobniej pomarlibyśmy z głodu (w menu zobaczyć można głównie sałatki i omlety, porcje nie powalają wielkością, a w większości lokali kuchnię otwierają dopiero wieczorem). Dzień 3 przerwa w Les Chapieux Dzień 4 Les Chapieux (kemping)- Camping Monte Bianco La Sorgente Tego dnia, mimo przerwy, mamie dalej dokuczła nadwyrężona poprzednim odcinkiem noga w przeszłości ugryziona przez żmiję. Nie chcieliśmy nocować w bardzo drogich schroniskach, a czekał nas długi i wymagający odcinek, toteż postanowiliśmy ( jak zresztą większość trekkerów) przejechać krótki, dosyć monotonny kawałek busem. Zaraz po wyjściu z busa zaczęło się strome podejście trwające, aż do przełęczy Col du Seigne, będącej jednocześnie granicą francusko-włoską i najwyższym punktem dnia, gdzie zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę. Widoki podczas podejścia i z samej przęłęczy były naprawdę piękne i wynagrodziły nam każdą kroplę potu. Od Col du Seigne zaczęliśmy zejście do kempingu. Podczas wędrówki w dół mijaliśmy dwa schroniska: Refugio Elisabetta, oraz Cabane du Combal. Trasa była bardzo atrakcyjna widokowo do samego kempingu włącznie, na którym zameldowaliśmy się w okolicach siedemnastej. Dzień 5 Camping Monte Bianco la Sorgente- Camping Tronchey Ten dzień był dla nas dniem asfaltu, z jednej strony przez naszą gapowatość, z drugiej ze względów ekonomicznych (ceny w alpejskich schroniskach są kosmiczne). Od kempingu do bardzo atrakcyjnego miasteczka Courmayeur szliśmy asfaltem ( w pewnym momencie było wejście na szlak które przeoczyliśmy). Przynajmniej widoki były prawdopodobnie lepsze niż na szlaku, bo nie zasłaniał ich las. W centrum wyżej wspomnianej miejscowości posililiśmy się włoską pizzą, a na deser pochłonęliśmy lody. Skorzystaliśmy również z okazji zrobienia zakupów w supermarkecie. Co do samego miasteczka sprawia ono wrażenie bardzo sympatycznego i naprawdę wartego zwiedzenia. Jego jedyną wadą było zatłoczenie ( na niektórych uliczkach zdawało się nam, że jesteśmy na Krupówkach). Po trzynastej wyruszyliśmy w dalszą drogę w stronę kempingu. Niestety, szlak nie prowadził przez żaden kemping znajdujący się w odpowiedniej odległości by dojść do niego tego dnia, toteż musieliśmy z niego zboczyć. Po dosyć długiej wędrówce wzdłuż drogi w okolicach godziny 16 dotarliśmy do kempingu. Dzień 6 Camping Tronchey- La Fouly (Camping des Glaciers) Dzień ten był dla nas dniem symbolicznym, nie tylko ze względu na przekroczenie granicy włosko-szwajcarskiej, ale również ze względu na ,,przejście” na drugą stronę mapy. Na początek podążaliśy asfaltem, gdzie mieliśmy okazję zaobserwować podbieranie zaopatrzenia przez śmigłowiec. Wraz z końcem asfaltu zaczęło się strome podejście ciągnące się aż do przełęczy Grand Col Ferret. Po drodze mijaliśmy pęknie usytuowane schronisko Rifugio Elena. Od wyżej wspomnianej przełęczy bedącej granicą włosko-szwajcarską, gdzie zrobiliśmy sobie dłuższy popas na bagietkę. Niestety, pogoda zaczęła się trochę psuć, więc zaczęliśmy zejście, które powitało nas (na szczęście nielicznymi) płatami śniegu. Znikły one wraz z utratą wysokości. Odcinek od przełęczy do Gite Alpage de la Peule, który pokonaliśmy w zmiennej aurze wspominam, jako jeden z piękniejszych na całej trasie. Dalej na początek szutrową, potem asfaltową, leśną i z powrotem asfaltową drogą dotarliśmy do La Fouly. Gdy dochodziliśmy do wspomnianej miejscowaści rozpętała się burza, którą przeczekaliśmy pod budynkiem informacji turystycznej. Gdy przestało padać poszliśmy na zakupy (uwaga, patrząc na szwajcarskie ceny, możesz pomyśleć, że cyfry ci się mieszają, albo że ktoś robi ci wredny kawał, niestety ceny naprawdę są bardzo wysokie). Po wyjściu ze sklepu udaliśmy się na kemping, gdzie dotarliśmy około godziny 18, aczkolwiek dla mnie nie był to jeszcze koniec wędrówki, ponieważ przy rozkładaniu namiotu okazało się, że zostawiłem karimatę przed informacją turystyczną. W strachu, że już jej tam nie ma, szybko po nią poszedłem. Na szczęście grzecznie na mnie czekała. Co do samego kempingu, śmiało można powiedzieć, że był jednym z najwygodniejszych (i najdroższych) na całym trekkingu. Świetną sprawą była ogólnodostępna świetlica oraz wi-fi, które dochodziło do naszej parceli. Dzień 7 La Fouly (Camping des Glaciers)- Champex (Camping Les Rocailles) Odcinek, który pokonaliśmy tego dnia okazał się jednym z łatwiejszych na całym trekkingu. Na samym początku szlak prowadził zdala od domów, lecz potem przez długi czas wiódł wśród pięknych zabudowań przypominających żywy skansen. Dalej szliśmy coraz wyżej wśród pastwisk i lasów. Oprócz przebijających się spośród drzew widoków, marszrutę urozmaicały nam poustawiane wzdłuż szlaku rzeźbione w drewnie figury. Po dotarciu do centrum miejscowości Champex około chcieliśmy spróbować dania, z którego słynie Szwajcaria czyli fondue. Niestety, okazało się, że we wszystkich restauracjach kuchnie pracowały najwcześniej od godziny 18. Po zakupach udaliśmy się na kemping i po rozbiciu namiotów oraz odświeżeniu się, już w klapkach (musieliśmy wyglądać dosyć osobliwie) wróciliśmy na wyczekane fondue. Co ciekawe to tego dnia wreszcie udało nam się zobaczyć iście mitycznego bernardyna. Te psy to w Szwajcarii coś na wzór naszego smoka wawelskiego. Informacje turystyczne, sklepy z pamiątkami a nawet autobusy pełne są jego podobizn. Zdawać by się mogło, że każdy szanujący się Szwajcar ma takiego w swoim domu. Nic bardziej mylnego na całym trekkingu zobaczyliśmy tylko dwa z czego ten z Champex (sądząc po wyglądzie) powoli kończył swój żywot i był długowłosy (pierwotnie ta rasa występowała tylko w wersji krótkowłosej, a długowłosa powstała na wskutek domieszki krwi nowofunlanda, która zostało dodana by ratowac rasę przed wyginięciem). Dzień 8 Champex (Camping Les Rocailles)- Le Peuty Ten dzień, mimo iż jak to w górach bywa nie brakowało mu podejść, upłynął nam bardzo przyjemnie dzięki zapierającym dech w piersiach widokom umilającym każde podejście. W tym dniu też udało nam się zobaczyć jedynego na całym trekkingu krótkowłosego bernardyna (a jednak istnieją). Wędrujac wśród pięknych szwajcarskich zabudowań i alpejskich łąk dotariliśmy do przełęczy Col de Forclaz (ludziom, którzy robili zakupy w sklepach Decathlon nazwa ta może być znana). Tam też zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę. Przez przełęcz przebiega droga, przy której usytuowane są również: gite, restauracja oraz sklepik z pamiątkami, obok którego znajdował się stragan ze świeżymi owocami. Po odpoczynku zaczęliśmy zejście do samego kempingu, na którym zameldowaliśmy się około godziny Kemping jest płatny ( wieczorem przychodzi dozorca i pobiera opłatę). Pole to posiada toalety z umywalkami i prysznice ( w kontenerach a la Toi Toi) oraz zadaszoną wiatę z gniazdkami i miejscem na grilla. Dzień 9 Le Peuty- Village vacances Camping Pierre Semard Dzień ten przywitał nas od razu ciężkim podejściem wśród lasu, które rozbudziło nas na dobre i pokazało, że życie nie zawsze jest łatwe :). Na szczęście widoki z przełęczy Col de Balme bedącej granicą szwajcarsko-francuską były warte każdego wysiłku. Tym razem góry pokazały nam się od swojej ,,potężnej strony”, która wprost onieśmielała. Patrząc na odległe ośnieżone szczyty można było odnieść wrażenie, iż wystarczy tylko lekko podskoczyć aby znaleźć się na jednym z nich. Na wyżej wspomnianej przełęczy znajduje się budynek, który nie został zaznaczony na naszej mapie dlatego nie wiem czy jest to miejsce gdzie można przenocować, czy to tylko kawiarenka. Na przełęczy wbiliśmy w wariant, który prowadził nas wzdłuż psującej trochę ogólne wrażenie infrastruktury narciarskiej (której jedynym jej plusem było to, że mogliśmy popatrzeć na ludzi uprawiających downhill). Na kemping dotarliśmy trochę nieświadomie ( na potrzeby napisania tego wpisu musiałem się nieźle oszukać zanim znalazłem go w internecie), ale dosyć wcześnie, bo o godzinie Na kempingu okazało się, że musieliśmy czekać na otwarcie recepcji ( na szczęście namioty można rozłożyć przed zameldowaniem). To, że od razu nie mogliśmy uiścić opłaty trochę pokrzyżowało nam plany związane z udaniem się do pobliskiej miejscowości na zakupy (w wypadku gdyby to obsułga musiała się upomnieć o należność- cena sporo wzrastała, dlatego też musieliśmy być cały czas na miejscu). Gdy dopięliśmy formalności związanych z naszym pobytem na kempingu, ja i tata wreszcie udaliśmy się na zakupy do Argentiere. Ceny w porównaniu ze szwajcarskimi zdawały się malutkie, toteż daliśmy upust naszej fantazji ( na kemping przytaszczyliśmy nawet lody). Po istnej uczcie z poczuciem spełnienia (w brzuchach) położyliśmy się spać z myślą o tym, że zostało nam za dużo jedzenia, które trzeba będzie następnego dnia nieść na własnych plecach. Dzień 10 Village vacances Camping Pierre Semard- Les Houches W ostatni dzień naszego trekkingu Alpy dały nam popalić. To był zdecydowanie najtrudniejszy dzień, nie tylko ze względu na długość odcinka, przewyższenie czy drabinki, ale również ze względu na zmienną, nieprzychylną aurę. Po pobudce jeszcze przed świtem zjedliśmy śniadanie, podczas którego raz na jakiś czas niebo rozrywały błyskawice. Jako, że burza wydawała nam się odległa podjęliśmy decyzję o wyruszeniu na szlak. W blaskach porannego słońca zeczęliśmy ostatni etap naszej wyprawy. Przy pierwszym podejściu każdy żałował zakupowego szaleństwa z poprzedniego dnia. W pewnym momencie zobaczyliśmy jak w naszą stronę szybko zmierza deszcz. Jak można się było spodziewać, prędko nas dogonił i już nie tylko zobaczyliśmy, ale też poczuliśmy zimne krople na naszych ciałach. Dalej musieliśmy piąć się w górę w deszczu padającym raz z mniejszą, a raz z większą intensywnością. Po pewnym czasie dotarliśmy do pierwszych drabinek, które ciągnęły sie przez dosyć długi odcinek. Warto jednak wspomnieć, że przynajmniej nam nie sprawiły one wielkich trudności (ktoś kto był na ubezpieczonych szlakach w Tatrach powinien sobie spokojnie poradzić). Jeśli chodzi o ekspozycje to też nie jest źle, chociaż gdy podejdźie się bliżej krawędzi, miejscowości, które zostawiliśmy w dole wydają się na wyciągnięcie ręki. Na ostatnim odcinku pierwszego podejścia dopadła nas burza z gradem. Jako, że cofanie się na metalowe ubezpieczenia nie wydawało nam się dobrym pomysłem postanowilismy szybko pokonać ostatnie metry w górę i zacząć zejście w stronę schroniska Refuge de la Flegere, nawiasem mówiąc nieczynnego w tym sezonie. Burza na szczęście nie trwała długo, a pogoda chociaż dalej zmienna zaczęła się stopniowo poprawiać. Pod wyżej wspomnianym schroniskiem zrobiliśmy sobie przerwę na odciążenie plecaków. Po popasie bardzo przyjemnym szlakiem dotarliśmy do stacji kolejki gondolowej Planpraz. Podczas dalszego podejścia stromymi zakosami w pewnym momencie uszłyszałem dźwięk, wydawany jak myślałem przez jakiegoś zmęczonego piechura zakos wyżej, lecz po którymś takim dzwięku z kolei podniosłem głowę i ujrzałem przyglądającą mi się z ciekawością (a może i z lekkim rozbawieniem) kozice. Gdy zobaczyła, że ją zauważyłem nieśpiesznym krokiem oddaliła się w swoją stronę. Po osiągnięciu ośnieżonej przełęczy Col du Brevent szlak przybrał już bardziej wysokogórski charakter, a na okolicznych turniach widać było wspinaczy. Pośród śniegu i głazów, dotarliśmy na szczyt Le Brevent, na którym znajduje się górna stacja kolejki gondolowej startującej z Chamonix (by na niego wejść trzeba trochę zboczyć ze szlaku, zajmuje to kilka minut, a naprawdę warto). Na szczycie zrobiliśmy sobie krótką przerwę, by nacieszyć się widokami i uczuciem, że jesteśmy wyżej niż nasze Rysy. Po odpoczynku zaczęliśmy mozolne i ciężkie zejście do Les Houches (Le brevent wznosi się na 2525m a Les Houches na 1008m Niewiele poniżej schroniska Refuge de Bellachat (moim zdaniem naładniejszego na całej trasie) spotkaliśmy stadko kozic, które bardzo wdzięcznie pozowały nam do zdjęć. Po sesji fotograficznej kontynuowaliśmy zejście. Na początek z naszej trasy widać było z jednej strony bliskie, a z drugiej bardzo odległe Chamonix, potem, gdy weszliśmy w las było widać coraz mniej zwłaszcza że zaczęło robić się ciemno. Po pewnym czasie dotarliśmy do ogromnego pomnika Pana Jezusa, który widzieliśmy wcześniej z Les Houches (wydawał się położony bardzo blisko). Niestety do kresu wędrówki dzieliło nas jeszcze sporo czasu. Wreszcie ledwo żywi, prawie spiący na stojąco, ale szczęśliwi o godzinie dotarliśmy do symbolicznej mety Tour du Mont Blanc, a następnie o godzinie do naszego kampera. Dzień ten był bardzo wymagający i nie mogłem się doczekać momentu kiedy położę się we własnym wygodnym łóżku w naszym ,,Base Campie”, mimo to już podczas robienia pamiątkowego zdjęcia gdzieś głęboko w sobie czułem żal, że to już koniec naszej alpejskiej przygody.
\n tour de mont blanc z namiotem
Self-guided. Trek the world famous, ‘Tour du Mont Blanc’ circuit through the alps of France, Italy and Switzerland. Stay in 3 star and family run hotels. Self-guided 14 Days From $4795 Moderate to Challenging. View Walk.
iStockLudzie Biwakują W Górach Z Namiotem Przed Mont Blanc We Francuskich Alpach - zdjęcia stockowe i więcej obrazów AlpyPobierz to zdjęcie Ludzie Biwakują W Górach Z Namiotem Przed Mont Blanc We Francuskich Alpach teraz. Szukaj więcej w bibliotece wolnych od tantiem zdjęć stockowych iStock, obejmującej zdjęcia Alpy, które można łatwo i szybko #:gm1220390155$9,99iStockIn stockLudzie biwakują w górach z namiotem przed Mont Blanc we francuskich Alpach. – Zdjęcia stockoweLudzie biwakują w górach z namiotem przed Mont Blanc we francuskich Alpach. - Zbiór zdjęć royalty-free (Alpy)OpisLudzie biwakują w górach z namiotem przed Mont Blanc we francuskich wysokiej jakości do wszelkich Twoich projektów$ z miesięcznym abonamentem10 obrazów miesięcznieNajwiększy rozmiar:5566 x 2485 piks. (47,13 x 21,04 cm) - 300 dpi - kolory RGBID zdjęcia:1220390155Data umieszczenia:29 kwietnia 2020Słowa kluczoweAlpy Obrazy,Chamonix-Mont-Blanc Obrazy,Drzewo Obrazy,Fotografika Obrazy,Francja Obrazy,Francuskie Alpy Obrazy,Góra Obrazy,Góra Mont Blanc Obrazy,Horyzontalny Obrazy,Klimat górski Obrazy,Krajobraz Obrazy,Kwiat - Roślina Obrazy,Lato Obrazy,Lodowiec Obrazy,Ludzie Obrazy,Lód Obrazy,Natura Obrazy,Niebieski Obrazy,Pokaż wszystkieCzęsto zadawane pytania (FAQ)Czym jest licencja typu royalty-free?Licencje typu royalty-free pozwalają na jednokrotną opłatę za bieżące wykorzystywanie zdjęć i klipów wideo chronionych prawem autorskim w projektach osobistych i komercyjnych bez konieczności ponoszenia dodatkowych opłat za każdym razem, gdy korzystasz z tych treści. Jest to korzystne dla obu stron – dlatego też wszystko w serwisie iStock jest objęte licencją typu licencje typu royalty-free są dostępne w serwisie iStock?Licencje royalty-free to najlepsza opcja dla osób, które potrzebują zbioru obrazów do użytku komercyjnego, dlatego każdy plik na iStock jest objęty wyłącznie tym typem licencji, niezależnie od tego, czy jest to zdjęcie, ilustracja czy można korzystać z obrazów i klipów wideo typu royalty-free?Użytkownicy mogą modyfikować, zmieniać rozmiary i dopasowywać do swoich potrzeb wszystkie inne aspekty zasobów dostępnych na iStock, by wykorzystać je przy swoich projektach, niezależnie od tego, czy tworzą reklamy na media społecznościowe, billboardy, prezentacje PowerPoint czy filmy fabularne. Z wyjątkiem zdjęć objętych licencją „Editorial use only” (tylko do użytku redakcji), które mogą być wykorzystywane wyłącznie w projektach redakcyjnych i nie mogą być modyfikowane, możliwości są się więcej na temat obrazów beztantiemowych lub zobacz najczęściej zadawane pytania związane ze zbiorami zdjęć.
Дխլሌውθ еηኬкл գуቷըщеΥц ωፄиψяλаտеγ οбрէዤυдрυгОֆуփеዷօςοк ጅωրΩ акαширипቻς
Իфиդθս ዛиլዎгирዴп оЩαшօчакιзо гαρЦխη реск псաֆυмըЕглω иջጃзвοдፀйω իրθህу
Լዷցи оፒоΘфеτуլիμωጮ οቡυщукоዐոκ юзωμոσօሷεφШофатеф ልζաкредዚչРιսыш ጇጧիዠጱ э
ቱቶ ዐфխд λекዓнаղሣсоДևռօцιν ск ጏсոձωслеտУкеφустիл яռեኬущоԼиւቫдидаτ վοжጎղէ паφኪлопрոኽ
Оψιψ οвላЗипимоչ аφωктፄքυф ዖվիсл ղիсθцузвЮбէсևрուጱዉ ኯጮчо ሷзвում
The Tour du Mont Blanc, or the TMB as it's known is the classic trek around the Mont Blanc range. On an Alpenwild guided hiking tour you'll experience the mo
Tour du Mont Blanc należy do jednych z najpopularniejszych średniodystansowych tras trekkingowych w Europie. Trasa trekkingu Tour du Mont Blanc to około 170-kilometrowa pętla okrążająca masyw Mont Blanc z sumą przewyższeń około 10 kilometrów. Szlak wiedzie przez Francję, Włochy oraz Szwajcarię. Zazwyczaj masyw Mont Blanc okrąża się przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Według oficjalnych wytycznych pokonanie trasy zajmuje 11 dni, jednak niektóre odcinki są na tyle krótkie, że warto je ze sobą połączyć. Bez względu na stopień zaawansowania, zasobność portfela i kondycję fizyczną, każdy piechur znajdzie tutaj coś dla siebie. Jedni zdecydują się na nocleg pod namiotem, inni na wygodniejszą, ale znacznie droższą opcję noclegu w schroniskach. Część ludzi wybierze podstawową trasę, natomiast inni trudniejsze warianty. Zapraszamy do przeczytania naszej relacji z trekkingu Tour du Mont Blanc. Na trekking wokół Mont Blanc wybraliśmy się w sierpniu 2018 roku z naszymi rodzicami. Wyruszyliśmy z francuskiego Les Houches, by 9 dni później tuż przed północą zameldować się w tym samym miejscu, tym samym okrążając cały masyw Mont Blanc. Pomimo tego, że rodzicie ostatnim razem w namiocie spali około 20 lat temu, przez całe 170 kilometrów z uśmiechem na twarzy znosili trudy wędrówki, nosili na plecach cały kempingowy ekwipunek i nabrali ochoty na jeszcze dłuższe trekkingi 🙂 To był świetny czas, który wszyscy będziemy wspominać przez długie lata 🙂 Poniżej znajdziecie opis każdego odcinka naszej 9-dniowej wędrówki, wskazówki odnośnie doboru tras, informacje praktyczne, czyli wszystko, co może się przydać przed wyruszeniem na szlak TMB. Mamy nadzieję, że wpis okaże się pomocny przy planowaniu Waszego trekkingu. Powodzenia 🙂 FILM Z PODRÓŻY Skąd wyruszyć na trekking Tour du Mont BlancNajpopularniejszym miejscem startu trekkingu Tour du Mont Blanc jest miejscowość Les Houches we Francji, ale jako że TMB jest pętlą, wyruszyć możemy z dowolnego miejsca położonego wzdłuż szlaku. Drugą pod względem popularności miejscowością startową jest Courmayeur we Włoszech. Trasę Tour du Mont Blanc można przejść zgodnie lub przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Zdecydowana większość decyduje się na marsz w kierunku przeciwnym, jednak nie jest to podyktowane żadnym konkretnym powodem. Jedyną wskazówką dla osób, które decydują się na wędrówkę zgodnie z ruchem wskazówek zegara jest start z innej miejscowości niż Les Houches, bowiem startując z Les Houches, na dzień dobry będziecie musieli pokonać bagatela 1500 metrów w pionie na Le Brévent. To byłby bolesny początek 😛 Zdecydowaliśmy się na rozpoczęcie i zakończenie trekkingu w Les Houches przy 446 Rue de Bellevue. Miejsce startu jest oczywiście bardzo umowne. Kiedy wyruszyć na trekking Tour du Mont BlancGłówny sezon trekkingowy to okres pomiędzy połową czerwca, a połową września. Warto pamiętać, że pogoda na początku i na końcu sezonu może być naprawdę kapryśna, a w wielu miejscach na szlaku może zalegać śnieg. Z tego powodu zdecydowaliśmy się na wędrówkę w pierwszej połowie sierpnia (5 – 14). Warto wziąć również pod uwagę, że pod koniec sierpnia na bez mała tej samej trasie rozgrywany jest ultramaraton Ultra Trail du Mont Blanc – UTMB (cały festiwal trwa parę dni). W tym okresie na trasie może być naprawdę tłoczno, a znalezienie miejsca na polach kempingowych w Chamonix i Les Houches może być znacznie trudniejsze. Wiemy, że to co teraz napiszemy jest oczywiste, ale pamiętajcie – pogoda w górach bywa niezwykle zmienna i mimo że będziecie wędrować popularnym szlakiem to przygotujcie się na każdą ewentualność. Niewykluczone, że przyjdzie Wam maszerować w palącym słońcu, ulewnym deszczu, gęstej mgle, czy w zalegającym śniegu. Trudność szlaku Tour du Mont BlancTour du Mont Blanc jest szlakiem turystycznym, więc – jak nazwa wskazuje – przeznaczony jest dla turystów, nie wspinaczy. Umiejętności wspinaczkowe, czy też zaawansowany sprzęt górski nie są wymagane. Choć na szlaku nie spotyka się większych trudności technicznych, dobra kondycja fizyczna jest konieczna, aby cieszyć się z wędrówki. Każdego dnia, pokonuje się pokaźne różnice wysokości, co w połączeniu z ciężkim plecakiem może dać w kość. Niech nie zmylą Was uśmiechy naszych mam, które na co dzień biegają półmaratony i kondycją fizyczną mogłyby zawstydzić niejednego młokosa. Jeśli nie jesteście aktywni fizycznie, warto poświęcić 2-3 miesiące na odbudowanie formy zanim ruszycie na trekking. Dla doświadczonych piechurów ukończenie TMB nie powinno stanowić dużego wyzwania. Warto wspomnieć, że na bardzo podobnej trasie rozgrywany jest wspomniany wcześniej ultramaraton UTMB, którego pokonanie zajmuje najlepszym zawodnikom na świecie około 20 godzin (dla nas to kompletny kosmos). Maszerując przez masyw Aiguilles Rouges, czyli na odcinku Tré-le-Champ – Flégère – Les Houches, napotkacie drabiny, metalowe szczeble, łańcuchy i poręcze, które pomogą pokonać trudniejsze momenty. Dla osób z dużym lękiem wysokości będzie to na pewno spore wyzwanie i najtrudniejszy moment na szlaku. Akurat ten odcinek przyszło nam pokonywać w deszczu i we mgle i musimy przyznać, że momentami nie było nam do śmiechu. Jeśli więc bardzo nie chcecie podjąć wyzwania lub zwyczajnie pogoda nie będzie sprzyjała takim atrakcjom, możecie zdecydować się na marsz alternatywną trasą. Niemal na całej długości Tour du Mont Blanc, od głównego szlaku odchodzą przeróżne trasy alternatywne. Oferują one bardziej wymagające warianty lub wręcz przeciwnie, pomagają ominąć trudniejsze odcinki. Niektóre z nich zalecane są w przypadku załamania pogody, dlatego warto śledzić prognozy i analizować możliwości na kolejny dzień wędrówki. Sami, niemal w 100%, korzystaliśmy z głównego szlaku. Więcej o dostępnych wariantach przeczytacie w opisie poszczególnych dni. Noclegi na trasie Tour du Mont BlancPodczas naszego trekkingu zdecydowaliśmy się na spanie w namiotach na polach kempingowych. Decyzja ta była podyktowana wieloma czynnikami, m. in. zaporowymi cenami schronisk. Planując odpowiednio każdy dzień wędrówki, bez problemu będziecie mogli spędzić noc na polu kempingowym. Pola różnią się oczywiście standardem i ceną (niektóre są darmowe). Na żadnym z nich wcześniejsza rezerwacja nie była wymagana. Więcej informacji odnośnie pól kempingowych znajdziecie w opisie poszczególnych dni. Dużą popularnością cieszą się schroniska dostępne na trasie. Niestety, ceny noclegów są bardzo wysokie, a o wolne miejsce bardzo ciężko. Jeśli jednak zależy Wam na maszerowaniu “na lekko”, bez ciężkiego sprzętu kempingowego, jest to na pewno opcja warta rozważenia. Sami nie nocowaliśmy w alpejskim schronisku ani razu, jednak krążą bardzo skrajne opinie na ich temat. Niektórzy twierdzą, że panuje w nich niepowtarzalny klimat i powinno się spędzić w jednym z nich choć jedną noc. Inni zaś twierdzą, że to strata pieniędzy, bo ciężko jest wypocząć na sali wypełnionej dwudziestoma zmęczonymi piechurami. Musicie sprawdzić sami 🙂 Spanie “na dziko” jest zabronione i grozi za nie wysoka grzywna. Wyjątkiem są miejsca położone powyżej wysokości 2500 m których na szlaku TMB nie ma zbyt wiele. Czwartej nocy byliśmy jednak zmuszeni rozbić namioty “na dziko”. Wstępnie planowaliśmy nocować na kempingu Tronchey w dolinie Val Ferret, jednak w ostatniej chwili dowiedzieliśmy się, że zeszła tam kamienna lawina, a mieszkańców doliny ewakuowano. W schronisku Bonatti niestety nie było już miejsc, a do zmroku została godzina. Nie mieliśmy zatem wyjścia, znaleźliśmy bezpieczne miejsce, a kolejnego dnia zebraliśmy się o świcie nie zostawiając po sobie żadnych śladów. Jak później się okazało, nie byliśmy jedyni, gdyż wielu piechurów spotkało się z takim samym problemem. Jedzenie na trekkinguJuż standardowo, zdecydowaliśmy się na przygotowywanie ciepłych posiłków wyłącznie wieczorem, po dotarciu na pole kempingowe. Na 6 osób zabraliśmy dwie menażki o pojemności 1L, 2 kuchenki i 2 butle gazowe 240g. Mimo wcześniejszych obaw naszych mam, był to w zupełności wystarczający zestaw 🙂 Naszym głównym posiłkiem były wypróbowane przez nas na trekkingu w Torres del Paine posiłki liofilizowane. Zabraliśmy po jednym dużym opakowaniu na parę na każdy dzień trekkingu. Kolejny raz postawiliśmy na dania firmy Trek’n Eat. Z Polski zabraliśmy ze sobą również następujące przekąski: batony proteinowe, batony energetyczne, chałwę, sezamki, orzechy, kisiele instant, owsianki instant. W zasadzie każdego dnia trekkingu można uzupełnić zapasy w lokalnych sklepikach. Kupowaliśmy przede wszystkim świeże bagietki i przepyszne sery, które idealnie sprawdzały się w pierwszej połowie dnia. Na trasie trekkingu można również stołować się w barach, czy restauracjach. W zasadzie przy każdym mijanym schronisku działa knajpka, w której można zjeść ciepły posiłek, napić się gorącej herbaty lub kawy. Na każdym kempingu i przy każdym schronisku na trasie TMB można uzupełnić zapas wody. Nigdy nie mieliśmy problemu z jej brakiem, warto jednak przy każdej nadarzającej się okazji napełnić butelkę, czy też bukłak. W toalecie w schronisku Bertone wisiała kartka z informacją, że woda w kranach nie jest badana i może być pita wyłącznie na własną odpowiedzialność. Spotkaliśmy się również z opinią, aby nie czerpać wody bezpośrednio ze strumieni. Na całym szlaku tylko raz musieliśmy skorzystać z takiej opcji. Oczywiście najbezpieczniej pić przefiltrowaną lub przegotowaną wcześniej wodę. Co zabrać na trekking wokół Mont Blanc?Oto lista rzeczy, które zabraliśmy ze sobą na trekking. Jeśli nie zamierzacie spać w namiocie, wykreślcie niepotrzebny sprzęt kempingowy. Sprzęt wspólny (na 6 osób): 2 kartusze z gazem 240g (wystarczyły na gotowanie posiłków dla 6 osób przez 12 dni), 2 palniki, 2 menażki 1L, krem z filtrem, środek przeciw komarom, apteczka, rolka worków na śmieci. Sprzęt na parę: lekki namiot (do 2kg), powerbank 20000mAh, dron DJI Mavic Air (Mimo swoich niewielkich rozmiarów był to zbędny ciężar, gdyż latać można w naprawdę niewielkiej ilości miejsc. Jeśli zdecydujecie się na używanie drona to BARDZO dokładnie zweryfikujcie, czy możecie latać w danym miejscu), aparat + 1 obiektyw. Sprzęt osobisty: plecak 50+10L + pokrowiec wodoodporny (nasi rodzice zabrali plecaki o pojemnościach z zakresu 35-40L, ponieważ to my nosiliśmy cały sprzęt do gotowania i większość jedzenia), śpiwór o temperaturze komfortu 0°C (5-8°C powinno wystarczyć) , mata samopompująca do spania, spork, lekki kubek, czołówka + zapasowe baterie, kije trekkingowe, okulary przeciwsłoneczne, kosmetyki, butelka Nalgene 1L, do której można wlać wrzątek, ręcznik szybkoschnący, poszewka na poduszkę, którą na noc wypychaliśmy kurtką (odrobina luksusu :D) Ubrania: buty trekkingowe (niskie w zupełności wystarczyły), klapki, kurtka przeciwdeszczowa, lekka kurtka z PrimaLoft’u, bluza na chłodne wieczory na kempingu (w zasadzie była zbędna, sama kurtka dawała radę), bluzka merino z długim rękawem (do spania), 3 termoaktywne T-shirty, krótkie spodnie trekkingowe, długie spodnie trekkingowe (lub długie spodnie z odpinanymi nogawkami), przeciwdeszczowe nakładki na spodnie, 3 pary skarpet trekkingowych, 3 pary bielizny merino, cienkie rękawiczki, czapka z daszkiem. jedzenie (patrz punkt “Jedzenie na trekkingu”) Potrzebujesz więcej informacji? Przeczytaj dokładny opis sprzętu, który zabraliśmy na Tour du Mont Blanc. Dojazd z PolskiJeśli planujecie rozpocząć trekking w najpopularniejszym punkcie startu – Les Houches we Francji – macie do wyboru kilka możliwości dojazdu z Polski: Samochód – szczególnie opłacalny przy komplecie pasażerów. Na czas trekkingu można skorzystać z parkingu du Prarion w Les Houches, który jest bezpłatny dla wszystkich ruszających na szlak TMB. Teoretycznie auto można zostawić na maksymalnie 10 dni. Samolot – najbliższe lotnisko znajduje się w Genewie. Z lotniska kursują autobusy (np. Ouibus), którymi można dostać się do Les Houches. Jeśli startujecie z Courmayeur, możecie poszukać lotów do Mediolanu lub Bergamo. Autobus – jeśli jesteście gotowi spędzić w autobusie całą dobę, możecie również rozważyć podróż autokarem. Połączenia na trasie Polska – Genewa oferuje np. Sindbad. Nawigacja na szlaku Tour du Mont BlancSzlak Tour du Mont Blanc jest bardzo dobrze oznaczony. Wypatrujcie biało-czerwonych znaków lub żółtych rombów z czarnymi literami TMB namalowanych na skałach, drzewach i budynkach. Bardzo często można też spotkać tabliczki z szacowanym czasem dojścia do konkretnych punktów. Mimo dobrych oznaczeń zalecamy wcześniejsze zapoznanie się z trasą, aby nazwy kolejnych punktów na trasie były Wam znajome. Na rozwidleniach i we mgle bardzo często korzystaliśmy z aplikacji do której wgraliśmy trasę naszego trekkingu z punktami kluczowymi, różnymi wariantami i zaznaczonymi kempingami. Aplikacja pozwala na wcześniejsze pobranie map danego regionu, dzięki czemu można korzystać z nich nie mając dostępu do internetu. Plik z trasą gotową do wgrania na telefon możecie pobrać tutaj. Korzystaliśmy również z elektronicznej wersji kultowej książki “Tour of Mont Blanc. Complete two-way trekking guide” autorstwa K. Reynoldsa. Książka zawiera dokładne opisy poszczególnych odcinków szlaku (również alternatywnych), które dokładnie analizowaliśmy przed snem. Z całego serca polecamy zakup wspomnianej książki, jej mapy, profile tras i dokładne opisy bardzo nam pomogły w planowaniu wyjazdu i już na “polu bitwy” na szlaku 🙂 Nie korzystaliśmy z papierowej mapy, ta elektroniczna w zupełności nam wystarczyła. Wersje papierowe są oczywiście dostępne i bez problemu kupicie je w Les Houches i innych większych miejscowościach na trasie TMB. DZIEŃ 1 – LES HOUCHES – LES CONTAMINES – CAMPING LE PONTETCeny:Camping Le Pontet (6 osób) – 48 EUR ( zł)6 kaw + 6 porcji lodów w Refuge du Fioux – 27 EUR (116 zł)zakupy spożywcze – EUR ( zł)Trasa: Les Houches – Bionnassay – Les Contamines (Camping le Pontet) Długość odcinka: Suma podejść: 702 m Suma zejść: 648 m Najwyższy punkt: Col de Voza 1653 m Nocleg: Camping le Pontet Camping Le Pontet Duży kompleks kempingowy. Dostępne bezpłatne prysznice i łazienki z ciepłą wodą. Możliwość skorzystania z suszarek bębnowych. Informacje praktyczne: Idealnym miejscem noclegowym przed wyruszeniem na trekking jest kemping Bellevue położony nieopodal miejsca startu trekkingu. Osoby wyruszające na trekking Tour du Mont Blanc mogą bezpłatnie skorzystać z parkingu du Prarion w Les Houches (więcej w sekcji “Dojazd z Polski”). Naszym umownym miejscem startu trekkingu był dom przy 446 Rue de Bellevue (więcej w sekcji “Skąd wyruszyć na trekking Tour du Mont Blanc”). Pierwszy dzień trekkingu jest dość łatwy i pozwala przyzwyczaić się do nowej sytuacji i tego, co czeka nas przez resztę wędrówki. Camping Le Pontet jest położony na trasie trekkingu, km za Les Contamines. W Les Contamines znajduje się wiele sklepów ( Carrefour), w których bez problemu zrobicie zapasy na kolejny dzień. Polecamy zatrzymać się na kawę w Refuge du Fioux. Z podwórka roztacza się przepiękny widok. Alternatywna trasa TMB: Col de Voza – Col de Tricot – Les Contamines. To bardzo wymagający wariant (2x większe podejście i zejście), którego nie powinno się obierać przy złej pogodzie. Sami stwierdziliśmy, że pierwszego dnia wędrówki lepiej będzie obrać główną, łatwiejszą trasę, aby przyzwyczaić się do wysiłku i ciężkich plecaków. DZIEŃ 2 – CAMPING LE PONTET – LES CHAPIEUXCeny:zakupy spożywcze – EUR (87 zł)Trasa: Les Contamines (Camping le Pontet) – Col de la Croix du Bonhomme – Les Chapieux Długość odcinka: Suma podejść: 1260 m Suma zejść: 914 m Najwyższy punkt: Col de la Croix du Bonhomme 2483 m Nocleg: Kemping w Les Chapieux Kemping w Les Chapieux Pięknie usytuowany, darmowy kemping. Dostęp do toalety i umywalki, zimna woda. Prysznic w cenie 5€ dostępny w pobliskim schronisku po godzinie 19. Informacje praktyczne: Drugi dzień trekkingu jest zdecydowanie jednym z najtrudniejszych podczas całej wędrówki. Już od samego początku czeka nas naprawdę długie i wymagające podejście (nie jest trudne technicznie). Widoki tego dnia rekompensują jednak cały trud. Istnieje bardzo duża szansa, że tego dnia będziecie pokonywać nieduże pole śniegowe (również w środku lata). Druga część dnia, począwszy od Col de la Croix du Bonhomme znajdującego się na wysokości 2483 m to głównie zejście. Oprócz jednej, dość stromej i kamienistej części, pozostały odcinek trasy jest prosty technicznie, choć mocno obciąża kolana. W Les Chapieux znajduje się nieduży sklepik, w którym sprzedawca całkiem nieźle mówi po polsku 🙂 Sprzedaje przepyszne sery i pieczywo! Alternatywna trasa TMB: Col de la Croix du Bonhomme – Col des Fours – Refuge des Mottets. To wariant nieco dłuższy niż standardowa wersja, jednak nadrabia on około godziny marszu na następny dzień. Trasa ta nie jest zalecana przy złej pogodzie i zalegającym śniegu. Col des Fours, podobnie jak szwajcarskie Fenêtre d’Arpette, liczy 2665 m i jest najwyższym punktem na trasie Tour du Mont Blanc. DZIEŃ 3 – LES CHAPIEUX – CAMPING “LA SORGENTE”Ceny:Camping Monte Bianco “La Sorgente” (6 osób) – 67 EUR (288 zł)dodatkowe żetony pod prysznic 3 x 4 min – EUR ( zł)3 kawy – 6 EUR (26 zł)zakupy spożywcze – EUR (139 zł)napoje w restauracji na kempingu – EUR (58 zł)Trasa: Les Chapieux – Col de la Seigne – Rifugio Elisabetta – Val Veni – Camping Monte Bianco “La Sorgente” Długość odcinka: Suma podejść: 1020 m Suma zejść: 951 m Najwyższy punkt: Col de la Seigne 2516 m Nocleg: Camping Monte Bianco “La Sorgente” Camping Monte Bianco “La Sorgente” Jeden z najlepszych kempingów podczas trekkingu TMB. Dobrze wyposażony sklep, restauracja, w której można podładować sprzęt, łazienki i prysznice z ciepłą wodą (żeton na 4 minuty kąpieli jest w cenie kempingu, można dokupić dodatkowe żetony). W łazienkach znajdują się suszarki. Informacje praktyczne: Jako że dwa kolejne odcinki trekkingu były dość krótkie, postanowiliśmy przejść je w jeden dzień. Ta decyzja była również podyktowana brakiem wolnych miejsc w Rifugio Elisabetta, czyli na końcu pierwszego “książkowego” etapu. Niestety w okolicy schroniska nie można było rozbić namiotu. Czytaliśmy relacje osób, którym obsługa schroniska pozwoliła na spędzenie nocy w namiocie, jednak my dostaliśmy negatywną odpowiedź kontaktując się kilka dni wcześniej drogą mailową. Kawałek pierwszego odcinka, czyli niespełna godziny marszu, można pokonać autobusem, który odjeżdża spod kempingu. Szlak poprowadzony jest wzdłuż asfaltowej drogi. Oczywiście, zdecydowaliśmy się na pokonanie tego odcinka pieszo. Pamiętajcie o uzupełnieniu wody przy Refuge Des Mottets – to ostatnie miejsce z dostępem do wody, aż do Rifugio Elisabetta. Na przełęczy Col de la Seigne przekracza się granicę francusko – włoską. Drugi etap tego dnia pokonaliśmy trasą alternatywną przez dolinę Val Veni i zatrzymaliśmy się na noc na kempingu Monte Bianco “La Sorgente”, około godziny marszu od Courmayeur. Na taki ruch zdecydowaliśmy się z powodu braku pól namiotowych w Courmayeur. Kemping Monte Bianco “La Sorgente” mimo że leżący nieco dalej od szlaku jest wart nadłożenia drogi. Oprócz rewelacyjnych widoków, na polu znajdziemy naprawdę dobrze wyposażony sklep (z możliwością zamówienia świeżego pieczywa na kolejny poranek), restaurację oraz prysznice. W cenie noclegu otrzymujemy żeton do pryszniców, który wystarczy na 4-minutową kąpiel. Dodatkowy żeton kosztuje 0,5 EUR. Ten dzień był zdecydowanie jednym z najpiękniejszych podczas całego trekkingu, a panorama roztaczająca się z Col de la Seigne jest warta wysiłku włożonego w wejście na 2516 m Główna trasa TMB: Lac Combal – Mont Favre Spur – Lac Chécrouit – Courmayeur. Trasa główna jest znacznie ciekawsza i bardziej zróżnicowana, jednak powinna być obierana przy dobrej pogodzie. DZIEŃ 4 – CAMPING “LA SORGENTE” – COURMAYEUR – OKOLICE RIFUGIO WALTER BONATTICeny:3 kawy i 3 herbaty w restauracji na kempingu – EUR (44 zł)zakupy spożywcze – EUR (81 zł)6 obiadów + 2 herbaty + 4 kawy w Rifugio Bertone – 77 EUR (331 zł)Trasa: Camping Monte Bianco “La Sorgente” – Courmayeur -Rifugio Bertone – 2km za Rifugio Bonatti Długość odcinka: Suma podejść: 935 m Suma zejść: 451 m Najwyższy punkt: 2068 m Nocleg: Dziki kemping w połowie drogi między Rifugio Walter Bonatti a Chalet val Ferret okolice Rifugio Walter Bonatti Dziki kemping 2km za schroniskiem Rifugio Walter Bonatti. Informacje praktyczne: Pokonanie odcinka z kempingu Monte Bianco “La Sorgente” do Courmayeur zajmuje mniej więcej godzinę. Początkowo schodzimy dość ruchliwą, asfaltową drogą, by po pewnym czasie zauważyć pierwszy charakterystyczny znak TMB prowadzący w las. Następnie docieramy do asfaltowej drogi, którą docieramy do centrum Courmayeur. W centrum Courmayeur, w okolicach uliczki Via Roma, nie mogliśmy znaleźć żadnego supermarketu. Szlak Tour du Mont Blanc poprowadzony jest przy głównym deptaku Courmayeur – Via Roma, skąd zaczyna się solidne asfaltowe podejście (przy kościele Chiesa di San Pantaleone) w kierunku Rifugio Bertone. Po drodze mamy możliwość uzupełnienia wody (kranik na skwerku). Począwszy od wodospadu zaczyna się utwardzony szlak, dzięki któremu dość łagodnie zdobywamy wysokość. Odcinek ten możemy pokonać na dwa sposoby – maszerując utwardzonymi serpentynami naokoło góry lub podejść “na przestrzał” krótszym, lecz bardziej stromym szlakiem (oznaczenie TMB). Zdecydowaliśmy się na drugi, znacznie ciekawszy wariant. Polecamy chociaż na chwilę zatrzymać się w Rifugio Bertone. Tego dnia trafiliśmy na ogromną ulewę i chwila wytchnienia w schronisku była zbawienna. Na miejscu możecie napić się czegoś ciepłego lub coś zjeść. Za dodatkową opłatą możecie również wysuszyć swoje ubranie. Podczas słonecznego dnia widok ze schroniska musi być rewelacyjny! Po wyjściu z Rifugio Bertone, ze względu na paskudną pogodę, zrezygnowaliśmy z wariantu prowadzącego granią Mont de la Saxe i wybraliśmy główny, równie piękny szlak, okrążający Mont de la Save tuż nad doliną Val Ferret. Niedługo po opuszczeniu Rifugio Bertone, minęliśmy pierwszy mocno eksponowany fragment szlaku. W dole, niczym pudełka od zapałek, malowały się budynki Courmayeur. Do końca dnia, po lewej stronie roztaczał niesamowity widok na Mont Blanc, Aiguille Noire, Grandes Jorasses i spektakularne lodowce. W Rifugio Bonatti uzupełniamy wodę i postanawiamy ruszać dalej w poszukiwaniu miejsca na “dziki kemping”. Warto wspomnieć, że planując noclegi na trasie trekkingu okazało się, że w Rifugio Bonatti nie ma już wolnych miejsc, a najbliższy kemping (Tronchey) znajduje się w dolinie Val Ferret, do której planowaliśmy zejść na noc. Dzień wcześniej jednak dowiedzieliśmy się, że w dolinie zeszła kamienna lawina i mieszkańcy Val Ferret zostali ewakuowani. Razem z wieloma innymi piechurami nie mieliśmy wyboru i musieliśmy spać “na dziko”. Odpowiedniego miejsca szukaliśmy bardzo długo ze względu na stromiznę terenu. Rozbiliśmy się tuż przed zmrokiem 2km za Rifugio Bertone, jakieś 50m od szlaku. Przy dobrej pogodzie ten odcinek przez wielu jest uważany za najpiękniejszy podczas całego trekkingu. Niestety, do pogody nie mieliśmy szczęścia, a mimo wszystko było przepięknie. Alternatywne trasy TMB: Villair – Val Sapin – Col Sapin, Rifugio Bertone – Tête de la Tronche – Rifugio Bonatti (granią Mont de la Saxe) – niegdyś była to główna trasa TMB. Roztacza się z niej niesamowity panoramiczny widok na południową ścianę masywu Mont Blanc, od pokonanej dzień wcześniej przełęczy Col de la Seigne po czekającą na piechurów dnia kolejnego Grand Col Ferret. DZIEŃ 5 – OKOLICE RIFUGIO WALTER BONATTI – LA FOULYCeny:Camping des Glaciers (6 osób) – 48 CHF (180 zł)7 kaw + 2 herbaty w Chalet Val Ferret – 25 EUR ( zł)zakupy spożywcze – 15 EUR ( zł)Trasa: 2km za Rifugio Bonatti – Grand Col Ferret – La Fouly Długość odcinka: 18km Suma podejść: 820 m Suma zejść: 1344 m Najwyższy punkt: 2537 m Nocleg: Camping des Glaciers Camping des Glaciers Kolejny świetny kemping na trasie. Usytuowany u stóp lodowca z panoramą masywu Dolent w tle. Łazienki i prysznice z ciepłą wodą, świetlica, w której można podładować sprzęt. Informacje praktyczne: Decydując się na spanie “na dziko” musicie spakować się i wyruszyć w dalszą drogę naprawdę wcześnie. Nie musimy wspominać, że miejsce kempingu należy zostawić w takim stanie, w jakim je zastaliśmy. Po godzinie marszu docieramy do Chalet Val Ferret, gdzie możemy chwilę odsapnąć, napić się kawy (po raz ostatni przed wkroczeniem na teren bardzo drogiej Szwajcarii), podładować sprzęt i oczywiście skorzystać z toalety 😉 Trasę tego dnia możemy zasadniczo podzielić na cztery etapy: podejście do Rifugio Elena, długie i wymagające podejście na przełęcz Grand Col Ferret (granica włosko – szwajcarska położona na wysokości 2537 m zejście pastwiskami do La Fouly przez La Peule, a następnie odcinek do Camping des Glaciers. Podejście na Grand Col Ferret jest porównywalnie wymagające, jak wcześniejsze podejście na Col de la Seigne. Widok rozpościerający się z przełęczy jest naprawdę piękny, miejcie jednak na uwadze, że wysokość robi swoje i jest naprawdę chłodno. Po przekroczeniu przełęczy zaczyna się dość łagodne zejście. Początkowo możemy napotkać zalegający śnieg, co jest normą po tej stronie przełęczy. Dalsza droga wiedzie przez malownicze, zielone pastwiska aż do letniej farmy mleczarskiej – La Peule. Znajdziecie tam sklep, toalety i uzupełnicie wodę. Z La Peule wybraliśmy wariant prowadzący utwardzoną drogą, która doprowadziła nas do doliny Val Ferret. Szczerze powiedziawszy, nie wiedzieliśmy, że jest to wariant i że istnieje o wiele ładniejsza główna droga, którą można dojść do wioski. Camping des Glaciers jest ogromny i dość zatłoczony. Na szczęście posiada specjalnie wyznaczoną strefę dla osób wędrujących szlakiem Tour du Mont Blanc. Kemping posiada wiele udogodnień – świetlicę, w której podładujemy swój sprzęt, skorzystamy z komputera i przygotujemy ciepły posiłek. Teoretycznie w świetlicy nie można suszyć ubrań, ale i tak praktycznie na każdym meblu wisi mokra odzież 😉 Najbliższy supermarket znajduje się około 5 minut pieszo od kempingu. Ceny są dość wysokie, ale musimy pamiętać, że jesteśmy przecież w Szwajcarii 😉 Główna trasa TMB: Docierając do La Peule należy skręcić ostro w lewo, w ścieżkę oznaczoną “Ferret i La Léchère”. Oferuje ona o wiele lepsze widoki, jednak nie jest polecana przy złej pogodzie. DZIEŃ 6 – LA FOULY – CHAMPEXCeny:kemping Les Rocailles (6 osób) – 90 EUR (387 zł)zakupy spożywcze – EUR (251 zł)4 zupy + 3 kawy – 25 EUR ( zł)Trasa: La Fouly – Champex Długość odcinka: 15km Suma podejść: 420 m Suma zejść: 565 m Najwyższy punkt: Champex 1466 m Nocleg: Camping Les Rocailles Camping Les Rocailles Najdroższy kemping podczas naszego trekkingu. Łazienki i prysznice z ciepłą wodą, wiata ze stołami i mały sklepik. Informacje praktyczne: Przygotujcie się na mało ekscytujący i co za tym idzie, najprostszy dzień na trasie TMB 😉 Tego dnia dystans do pokonania jest naprawdę niewielki, a widoki w porównaniu z poprzednimi dniami nie powalają. Spokojnie możecie wyruszyć później niż zwykle. Z kempingu des Glaciers możecie wyruszyć skrótem przez las – o szczegóły zapytajcie obsługi pola. Pierwsza część szlaku prowadzi przez lasy i pola, następnie wędrujemy asfaltowymi drogami przez małe wioski, a dzień kończymy godzinnym podejściem do bardzo popularnej miejscowości Champex, położonej nad malowniczym jeziorem Lac de Champex. Zapasy możecie uzupełnić w sklepie w samym centrum miejscowości. Warto to zrobić przed dotarciem na kemping Les Rocailles. Kolejnego dnia z kempingu wyruszamy bezpośrednio na szlak, nie wracając do centrum. Kemping Les Rocailles był najdroższym noclegiem podczas całego trekkingu, a jego cena nijak się miała do oferowanej jakości. Ze względu na położenie na zboczu, namioty rozbijane są na wąskich tarasach. Sporym udogodnieniem są natomiast stoły pod wiatą, gdzie można komfortowo, bez względu na pogodę spożyć posiłek. Znajdziecie tutaj również malutki sklep (oczywiście bardzo drogi). DZIEŃ 7 – CHAMPEX – LE PEUTYCeny:kemping w Le Peuty (6 osób) – 18 EUR ( zł)5 kaw + 1 herbata – EUR ( zł)zakupy spożywcze – 25 EUR ( zł)Trasa: Champex – Alp Bovine – Col de la Forclaz – Le Peuty Długość odcinka: Suma podejść: 742 m Suma zejść: 882 m Najwyższy punkt: Collet Portalo 2040 m Nocleg: Kemping w Le Peuty Kemping w Le Peuty Prosty kemping na krańcu wioski Le Peuty. Toaleta i umywalka z lodowatą wodą, brak pryszniców. 3 stoły pod zadaszeniem. Polecamy zabrać zatyczki do uszu, tuż koło kempingu przez całą noc pasły się krowy z dzwonkami na szyjach 😛 Informacje praktyczne: Siódmy dzień trekkingu rozpoczynamy od podejścia wzdłuż asfaltowej drogi, gdzie już po paru minutach docieramy do rozstaju dróg – w tym miejscu możemy zdecydować się na alternatywną trasę (patrz niżej). My jednak obieramy główny szlak TMB. Tego dnia trasa również nie jest wymagająca. Pierwsza część dnia to wędrówka przez łąki i zaciszne alpejskie wioski. Dłuższe podejście zaczyna się dopiero po godzinie z hakiem i prowadzi do Alp Bovine, czyli mlecznej farmy z przepięknym widokiem na miasto Martigny w dolinie Rhône i Alpy Berneńskie. W Alp Bovine działa też mała restauracyjka, a także jest dostępnych kilka miejsc noclegowych. Niedługo po minięciu Alp Bovine zaczyna się zejście do przełęczy Col de la Forclaz. Tego dnia do dyspozycji mamy dwa pola kempingowe – jedno w Trydencie (Trient) oddalone o 30 minut drogi od przełęczy, a drugie bardzo podstawowe (brak pryszniców, zimna woda w kranie) w Le Peuty, oddalone o 45 minut drogi. Decydujemy się na drugą, tańszą opcję. Opłata za pole (3€ od osoby) pobierana jest pod koniec dnia (do Waszego namiotu podejdzie nadzorca kempingu). Na terenie kempingu w Le Peuty znajdziecie zadaszone stoliki. Najbliższy sklep to tak naprawdę jurta z bardzo podstawowymi produktami, położona parę minut drogi od pola. Alternatywna trasa TMB: Champex – Fenêtre d’Arpette – Col de la Forclaz. Spektakularna, lecz trudna trasa, którą powinno się obierać tylko przy dobrej, stabilnej pogodzie. Fenêtre d’Arpette, podobnie jak francuska Col des Fours, liczy 2665 m i jest najwyższym punktem na trasie Tour du Mont Blanc. Ten usiany głazami i stromymi zboczami odcinek jest uważany za najtrudniejszy podczas całego trekkingu. Naprawdę żałujemy, że nie dane nam było maszerować tą trasą, solidarność grupowa wzięła jednak górę nad naszymi ambicjami 🙂 DZIEŃ 8 – LE PEUTY – LES FRASSERANDSCeny:kemping Pierre Semard (6 osób) – 45 EUR ( zł)6 herbat + paczka ciastek w Rifugio del Col de Balme – 20 EUR (86 zł)zakupy spożywcze – 53 EUR (228 zł)6 kaw – 21 EUR (26 zł)napoje w barze na kempingu – 7 EUR (30 zł)Trasa: Le Peuty – Col de Balme – Le Tour – Montroc – Les Frasserands Długość odcinka: 11km Suma podejść: 884 m Suma zejść: 859 m Najwyższy punkt: Col de Balme 2191 m Nocleg: Pierre Semard Campsite Pierre Semard Campsite Duży kemping z zadaszonymi stolikami. Przestronne łazienki i prysznice z ciepłą wodą. Na terenie kempingu znajduje się restauracja/bar, gdzie w cieple można spędzić wieczór i podładować sprzęt. Informacje praktyczne: Zdecydowaną zaletą wybranego przez nas kempingu w Le Peuty było bezpośrednie sąsiedztwo ze szlakiem prowadzącym na przełęcz Col de Balme. Pierwszy odcinek szlaku to dość długie (ale proste technicznie) podejście zakosami przez las. Tuż po wyjściu z lasu następuje kompletne oberwanie chmury. Im bliżej przełęczy Col de Balme, tym mocniej wieje. Na przełęczy przekraczamy granicę szwajcarsko – francuską. Do schroniska mamy około pół godziny drogi. Robi się niesamowicie zimno i szukamy schronienia w budynku. Schronisko jest tak zatłoczone, że ludzie stoją w wąskim korytarzu, przemoczone plecaki porozrzucane są w każdym wolnym kącie. Przy gorącej herbacie czekamy na chociaż lekką poprawę pogody i obmyślamy plan na resztę dnia. Okazuje się, że pogoda pogorszyła się jeszcze bardziej. Mgła jest tak gęsta, że widoczność ograniczona jest do kilku metrów. Ze względów bezpieczeństwa odpuszczamy wędrówkę głównym szlakiem przez przełęcz i ruszamy w dół wariantem przez Le Tour. Wariant prowadził w dół stoku do pośredniej stacji wyciągu Charamillon. Schodząc niżej, zza mgły wyłania się niesamowita panorama doliny Vallée de l’Arve i ośnieżonego szczytu Mont Blanc. Po pewnym czasie po lewej stronie da się zauważyć lodowiec Glacier du Tour. Docieramy do dolnej stacji wyciągu, która znajduje się w miasteczku Le Tour. 20 minut później mijamy miasteczko Montroc, następnie docieramy do Tré-le-Champ i małej wioski Les Frasserands, gdzie przez chwilę błądzimy szukając pola namiotowego. Na charakterystyczne maski, które widzicie na jednym ze zdjęć natrafiliśmy zupełnie przez przypadek szukając naszego kempingu. Na polu kempingowym Pierre Semard znajdziemy zadaszone stoliki z miejscami do gotowania oraz restaurację. Przygotowując się do trekkingu słyszeliśmy o pysznych i tanich zestawach obiadowych w restauracji na kempingu. Niestety tego dnia jedzenie nie było serwowane 🙁 Najbliższy sklep znajduje się w położonej około km od kempingu miejscowości Argentière. Główna trasa TMB: Col de Balme – Col des Posetts – Aiguillette des Posettes – Tré-le-Champ. Trasa powinna być obierana przy dobrej pogodzie. Kolejna alternatywna trasa TMB: Col de la Forclaz – Refuge Les Grands – Col de Balme. Ten wariant jest bardziej zróżnicowany, ale też bardziej wymagający niż główna trasa. Minusem dla osób nocujących w Le Peuty jest konieczność cofnięcia się w stronę przełęczy Col de la Forclaz. DZIEŃ 9 – ARGENTIÈRE – LES HOUCHESCeny:kemping Bellevue (6 osób + samochód) – EUR (183 zł)3 wrapy + naleśniki + zupa + napój – 36 EUR (156 zł)Trasa: Les Frasserands – Tête aux Vents – La Flégère – Le Brévent – Les Houches Długość odcinka: 25km Suma podejść: 1505 m Suma zejść: 1803 m Najwyższy punkt: Le Brévent 2526 m Nocleg: Camping Bellevue Camping Bellevue Noc spędzona w namiocie. Informacje praktyczne: Ostatni odcinek szlaku był dla nas zdecydowanie najtrudniejszy. Postanowiliśmy połączyć dwa etapy, aby jeszcze tego samego dnia zakończyć całą pętlę trekkingu. Mieliśmy do pokonania sporo podejść, drabiny, a na zakończenie czekało nas bardzo długie zejście do Les Houches (niemal 1500 metrów w pionie). Tego dnia maszerujemy jednym z najpiękniejszych alpejskich szlaków – Grand Balcon Sud – prowadzącym przez północne zbocza doliny Vallée de l’Arve i dającym możliwość nieprzerwanej obserwacji pasma górskiego Mont Blanc. Już na wstępie zalecamy, by wyjść na szlak zdecydowanie wcześniej niż zwykle, jeśli decydujecie się na połączenie dwóch ostatnich etapów. Ostatniego dnia w naszej ekipie nastąpiło lekkie rozprężenie i kemping opuściliśmy zdecydowanie zbyt późno (chwilę po 8). Zaczynamy od podejścia, które z każdym krokiem robi się coraz bardziej kamieniste. Pogoda nam nie sprzyja, jest deszczowo i mgliście. Mijamy wspinaczy zdobywających charakterystyczną skalną iglicę Auguillette d’Argentiére. Chwilę później natrafiamy na pierwszą sekcję drabin i poręczy, która przyprawia nas o szybsze bicie serca. Tym sposobem docieramy na Tête aux Vents, gdzie spotykają się alternatywne szlaki: z Col des Montets i do Lac Blanc. My obieramy jednak standardową drogę do La Flégère. Wpatrujemy się w ogrom lodowca Bossons, który schodzi z północnych zboczy Mont Blanc. Po krótkiej przerwie zaczynamy drugi etap, czyli około 2-godzinny marsz w stronę Plan Praz. Tam czeka na nas ostatnie podczas tego trekkingu podejście. Ciemne chmury na horyzoncie zaczynają nas martwić. Zaczyna padać, kurczy nam się czas i niedługo będzie się ściemniać. Mocno zmęczeni docieramy do przełęczy Col du Brévent, dostrzegając w oddali koziorożce alpejskie, które zamieszkują tę okolicę. Niestety, mamy przed sobą jeszcze jakieś 300 m podejścia w pionie. Docieramy do “odosobnionego” zagłębienia, w którym zalega śnieg. Dalsza droga wiedzie przez labirynt głazów, wśród których drogę znaczą namalowane na nich kropki i małe kamienne kopczyki. UWAGA: od tego momentu nasze wszystkie odczucia, były mocno związane z paskudną pogodą, zimnem, gęstą mgłą, nocą, która zastała nas na szlaku i z naszym zmęczeniem. Oglądając zdjęcia trudniejszych fragmentów szlaku wykonane za dnia (już po powrocie do domu), jesteśmy pewni, że za dnia nie stanowiłyby problemu, jednak jak widać wyobraźnia potrafi płatać niezłe figle. Potraktujcie zatem nasz dalszy opis z odpowiednim dystansem, ale miejcie na uwadze, że tamtej nocy naprawdę nie było nam do śmiechu 🙂 Już naprawdę mocno leje, kiedy zauważamy kolejne drabiny… Zastanawiamy się, czy nie zawrócić, jednak do najbliższego schroniska mamy kawał drogi, a teren nie sprzyja rozstawieniu namiotów. Pokonujemy śliskie drabiny z duszą na ramieniu (niektórzy z naszej grupy dwukrotnie, żeby pomóc wnieść plecaki naszych mam). Docieramy do północnego zbocza Le Brévent. Od samego wierzchołka dzieli nas 5 minut marszu. Rezygnujemy, bo robi się ciemno, jest nam zimno i wciąż mamy wiele godzin zejścia przed sobą. Schodzimy w dość prostym, skalistym terenie. Przez siąpiący wciąż deszcz jest naprawdę ślisko i musimy uważać stawiając każdy krok. W naszej ekipie pojawia się problem z bólem kolan, zaczynamy więc iść wolno, zbyt wolno, żeby zdążyć przed zmrokiem. Po około godzinie mijamy schronisko Refuge de Bellachat, którego położenie pozwala na obserwację całej panoramy masywu Mont Blanc. Nie czas jednak na podziwianie widoków, zapada zmrok, a nam spieszy się na dół. Zaraz za schroniskiem zaczynamy schodzić zygzakami, w stromym terenie. Jest tak mgliście, że postanawiamy maszerować w zwartej grupie. Po drodze pokonujemy krótką sekcję łańcuchów. W oczach naszych mam widzimy lekkie zaniepokojenie, żeby nie powiedzieć strach 😉 Chwilę później spotykamy grupę wędrującą w górę. Niepotrzebnie pytamy czy na pozostałej części szlaku prowadzącego do Les Houches napotkamy drabiny albo łańcuchy. Odpowiadają twierdząco, a my zaczynamy zastanawiać się czy dalsza wędrówka tego dnia ma sens. Wchodzimy na chwilę do lasu, już prawie nic nie widać, musimy założyć czołówki. Kiedy noc zastała nas już na dobre stajemy jak wryci. Podłoże zmienia się na kamieniste, a z ciemności wyłaniają się metalowe poręcze, sygnalizujące kolejny trudny technicznie odcinek. Dwa razy musimy pokonywać strumień płynący przez wąwóz. Wyobraźnia płata nam figle, nie mamy pojęcia jak owy odcinek szlaku wygląda za dnia. To były dla nas bardzo trudne momenty. Prostą leśną ścieżką dochodzimy do asfaltowej drogi (droga dojazdowa do rezerwatu Parc Merlet). Puszczają nam emocje, okazuje się, że informacje od grupy, którą mijaliśmy się nie sprawdziły. Mamy jeszcze kawał drogi przed sobą, ale jesteśmy bezpieczni. Maszerując asfaltem zaczynamy odczuwać ogromny ból stóp. Po raz kolejny wkraczamy do lasu, mijamy posąg Le Christ Roi i docieramy do stacji kolejowej pod Les Houches. Stopy bolą nas niemiłosiernie od tego bezustannego 1500-metrowego zejścia z Le Brévent. Przechodzimy przez całą miejscowość, docierając do miejsca, z którego wyruszyliśmy 9 dni wcześniej (446 Rue de Bellevue). Jest 23:58, maszerowaliśmy przez bite 16 godzin. Jesteśmy wycieńczeni, ale bardzo szczęśliwi. Odbieramy samochód pozostawiony na parkingu du Prarion i docieramy na pole kempingowe Bellevue, na którym spędziliśmy noc przed startem trekkingu. Jest środek nocy, na kempingu nie ma już obsługi i jesteśmy zmuszeni zostawiać samochód obok szlabanu. Przy budce zostawiamy kartkę z informacją, że o poranku uregulujemy płatność i przeparkujemy samochód. Ostatkiem sił rozbijamy namioty i bez słów padamy do snu wiedząc, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty! Alternatywne trasy TMB: Tré-le-Champ – Col des Montets – Flégère – ten wariant pozwala ominąć sekcje z drabinami, które spotkacie na drodze do Tête aux Vents. Tête aux Vents – Lac Blanc – La Flégère – szczyty odbijające się w powierzchni jeziora Lac Blanc tworzą podobno spektakularny widok. Przy jeziorze znajduje się schronisko o tej samej nazwie. Bardzo żałujemy, że zabrakło nam czasu, aby nadłożyć trochę drogi i odwiedzić to miejsce. Biorąc jednak pod uwagę godzinę, o której dotarliśmy na metę trekkingu, dobrze zrobiliśmy rezygnując z tej atrakcji. Start i meta 9-dniowego trekkingu TMB PROCENTOWY PODZIAŁ WYDATKÓW PODCZAS CAŁEGO POBYTU:NOCLEG 41% 1522 PLN na 6 osóbJEDZENIE 59% 2162 PLN na 6 osób 614 PLN NA OSOBĘ + koszty dojazdu ODWIEDZONE MIEJSCA: W ten wpis włożyliśmy naprawdę dużo serca i czasu. Jeśli wpis Wam się spodobał lub informacje w nim zawarte okazały się przydatne, to koniecznie dajcie nam o tym znać w komentarzu. Będzie nam niezmiernie miło, jeśli go udostępnicie i pomożecie nam dotrzeć do większej grupy odbiorców. Dzięki 🙂 Podobne wpisy 56 komentarzy najstarszy najnowszy oceniany Inline Feedbacks View all comments Fantastyczna robota, dziękuję! I od 3 miesięcy ćwiczę kondycję 🙂 Wpis zapisany, na pewno z niego skorzystam. Pozdrawiam serdecznie! Autor Reply to Justyna Bardzo dziękujemy i trzymamy kciuki 🙂 Pozdrowienia 🙂 Magda 9 stycznia 2019 17:27 Bardzo mi to pomoże w przygotowaniach. Jesteście niesamowici! Polecacie jeszcze jakieś strony czy książki, z których korzystaliście przed samym trekkingiem? Autor Reply to Magda Dzięki Magdo 🙂 Korzystaliśmy wyłącznie ze źródeł, które wspomnieliśmy we wpisie. Krzysztof 23 stycznia 2019 11:43 Bardzo ciekawy opis trasy. Zaciekawił mnie na tyle, że zaczynam zastanawiać się jak znaleźć dodatkowe 10 dni wolnego w tym roku. Z pewnością skorzystam z Waszych doświadczeń. Pozdrawiam. Autor Reply to Krzysztof Dziękujemy Krzysztofie 🙂 Warto wygospodarować tych parę dni. Będzie to z pewnością niezapomniana przygoda. Pozdrawiamy i życzymy udanego trekkingu. Ada 23 stycznia 2019 18:57 To jest najlepiej zrobiony wpis na blogu, jaki widziałam. Mega pomocne wskazówki, graficznie mega czytelnie i przejrzyście – dzięki, mega mnie zainspirowaliście, szlifuję formę i koniecznie chcę zrobić ten szlak! Z chęcią też poczytam o innych Waszych wyprawach 🙂 pozdrowienia! Autor Reply to Ada Dziękujemy bardzo. Staramy się z całych sił, by każdy w naszych wpisach znalazł coś dla siebie. Dla jednych będą to wskazówki, dla innych zdjęcia i filmy. Warto przygotować dobrą formę i ruszać na szlak! Znajdziesz u nas sporo opisów trekkingów i przydatnych informacji z całego świata. Pozdrawiamy i trzymamy kciuki za udany wyjazd 🙂 Paweł 10 lutego 2019 18:26 Wpadłem na Waszego bloga przez przypadek… To był dobry przypadek. Wasza wędrówka wokół Mont Blanc – wspaniała. I jak widzę całkiem niedroga. Musimy to zrobić. Dzięki Wam 🙂 Autor Reply to Paweł Bardzo lubimy takie przypadki! Dziękujemy za miłe słowa. Bardzo polecamy ten szlak i zachęcamy do przeczytania innych wpisów z różnych zakątków świata. Pozdrawiamy 🙂 Rewelacja!! Dziękujemy za wspaniały opis!!!1 Damian 11 marca 2019 15:10 Super blog, dzięki Wam wiem jak się za to zabrać, mam dwa pytania czy orientujecie się czy na ten parking gdzie można zostawić za darmo samochód można wjechać kamperem i zostawić go tam na czas trekkingu i jak wyglądały noce czy było bardzo zimno, Autor Reply to Damian Dziękujemy 🙂 Nie wiemy jak wygląda sytuacja z pozostawieniem kampera na parkingu Prarion. Naszym zdaniem nie powinno być z tym problemu, ale najlepiej skontaktuj się przez formularz na tej stronie: Jeśli chodzi o noce, to bywały rześkie. Część z nas spała w śpiworach o temperaturze komfortu 0°C, a część 5°C i nikt nie skarżył się na zimno. Jeśli potrzebujesz szczegółowych informacji o sprzęcie, jaki zabraliśmy na TMB, zapraszamy do naszego innego wpisu: Patrycja 6 kwietnia 2019 08:22 Planuję swoją trasę TMB na czerwiec i wasza relacja jest bardzo pomocna. Nanoszenie poszczególnych etapów trekkingu na mapy jest ekscytujące 🙂 Fajnie, że przygotowaliście taki obszerny i pomocny materiał. Szkoda, że nie udało Wam się z pogodą. Na razie niestety widzę kilka miejsc problematycznych, gdzie pól campingowych na mapie nie ma, podpowiecie jak podzielić sobie Wasz ostatni etap, czy jest możliwość noclegu na polu, między Tre-le-Champ a Les Houches. Czy na szlaku dużo osób łamie przepis zabraniający biwakowania na dziko? Autor Reply to Patrycja Super, że się wybierasz! Nam pogoda dopisywała przez jakieś 70% trasy, więc i tak był to bardzo dobry wynik 🙂 Jeśli chodzi o ostatni odcinek, to z Tête aux Vents możesz odbić w prawo do Lac Blanc, gdzie znajduje się schronisko Refuge du Lac Blanc, przy którym chyba można rozbić namiot (upewnij się). Lac Blanc to przepiękne miejsce, w które na pewno wybierzemy się kolejnym razem. Widzieliśmy też kilka namiotów rozbitych na dziko w okolicy schroniska Refuge de Bellachat. Cieżko powiedzieć, czy dużo osób łamie przepisy, bo na całej długości trasy spotkaliśmy tylko kilka takich namiotów (oprócz odcinka włoskiego w… Czytaj więcej » Ewa 14 kwietnia 2019 19:47 Planuję TMB z namiotem i Wasz wpis jest dla mnie bardzo cennym źródłem informacji. Wszystko świetnie opisane. Dzięki! Autor Reply to Ewa Ewo, bardzo nas to cieszy 🙂 Powodzenia na szlaku! Świetna blog, a opisy wędrówek jeszcze lepsze. Na przełomie lipiec- sierpień planujemy z mężem trekking TMB. Polskie góry podbite. Czas na nowe wyzwania. Namiot, materace, śpiwory zakupione. Jesteśmy na etapie poszukiwań plecaków, czy jakieś konkretnie poleciliby Państwo? Relacja i organizacja przestudiowane dokładnie, świetnie opracowane, cenne źródło informacji. Czy na szlaku spotykali Państwo wędrujących z psem, czy jest to w ogóle możliwe i dozwolone? Pozdrawiam i dziękuję. Ewa Reply to Ewa Przepraszam…. świetny blog. Autor Reply to Ewa Cześć Ewo, dzięki za miłe słowa 🙂 Co do plecaków, posiadamy i chwalimy sobie Deutery ACT Lite 50+10. Więcej odnośnie sprzętu, jaki zabraliśmy ze sobą na TMB znajdziesz w osobnym wpisie – Wiele razy widzieliśmy na szlaku wędrowców ze swoimi czworonogami, więc na pewno jest to możliwe, a wychodzi na to, że również dozwolone 🙂 Pozdrawiamy i życzymy wspaniałej wędrówki! Rebeka 1 lipca 2019 23:01 Naprawdę przydatny wpis, dziękuję!:) A czy moglibyście napisać jak wygląda sprawa z gniazdkami na kempingach? Z tego co czytałam w Szwajcarii są inne gniazdka niż w Polsce i zastanawiam się czy zabierać adapter? Pozdrawiam:) Autor Reply to Rebeka To my dziękujemy za miłe słowa 🙂 Jeśli chodzi o gniazdka, to nie mieliśmy żadnej przejściówki. Ładowaliśmy sprzęt tylko na dwóch kempingach: – La Sorgente we Włoszech (w knajpce na kempingu), – Camping les Glaciers w Szwajcarii (w świetlicy). Mieliśmy ze sobą powerbank i zapasowy akumulator do aparatu. Karolina 3 lipca 2019 20:48 Super blog, niezbędne wskazówki, właśnie planuje trans na TMB i mam pytanie, gdzie spalibyście gdybyście nie połączyli dwóch ostatnich dni, są tam jakieś campingi, czy tylko dwa schroniska, z góry dzięki za odpowiedź Autor Reply to Karolina Bardzo dziękujemy 🙂 Jeśli chodzi o spanie pod namiotem ostatniego dnia to są dwie opcje: 1. okolice Lac Blanc (nie jesteśmy niestety pewni, czy w tym roku jest to możliwe) 2. okolice Refuge de Bellachat (nie wiemy, czy jest to oficjalny camping, czy ludzie rozbijali się na dziko, ale widzieliśmy w okolicy 2-3 namioty). Pozdrawiamy i życzymy wspaniałej wędrówki 🙂 Kasia 12 lipca 2019 14:07 Hej. Za 2 tygodnie wyruszamy na trasę czy rezerwowaliście wcześniej miejsca na campingach? Autor Reply to Kasia Hej Kasiu, tylko na tym w Les Houches, choć okazało się to zbędne. Sylwia 16 lipca 2019 10:07 Mega opis. Świetny przewodnik Wam z tego wyszedł 🤗. Dzięki 🙂 Autor Reply to Sylwia Dziękujemy bardzo i polecamy się na przyszłość 🙂 Marek 25 lipca 2019 17:23 Reply to Asia i Marek Dzień dobry, genialny blog 😀 Chcę się wybrać z 7 i 10 latkiem pod namiot. Wylot za tydzień. Czy trasy są bardzo wymagające? Chłopcy są wychodzeni po Bieszczadach i Tatrach. Na co zwrócić uwagę? Jak dostać się z Genewy? Autor Reply to Marek Hej Marku, bardzo dziękujemy za miłe słowa 🙂 Jeśli chłopcy są zaprawieni w boju to z pewnością dadzą radę. Widzieliśmy sporo dzieciaków na szlaku. Ostatniego dnia jest sekcja z drabinami, ale nie powinni mieć z nią problemów. Często to dorośli są bardziej strachliwi 🙂 Z Genewy do Chamonix dostaniesz się autobusem – sprawdź Z Chamonix do Les Houches jeżdżą non stop autobusy. Pozdrawiamy! Karol 18 lipca 2019 16:24 Wspaniały wpis! Nie pozostawia żadnych wątpliwości i miejsca na domysły 🙂 Czy znacie może trasy z Les Houches lub Carmoyeur dla osób z mniejszą ilością dni urlopowych? 😉 Powiedzmy 3-4 dni trekkingu zamiast 9. Pozdrawiam serdecznie! Autor Reply to Karol Hej, dzięki wielkie! Niestety, nie było nam dane chodzić innymi ścieżkami 🙁 Andrzej 2 sierpnia 2019 00:00 Bardzo praktyczna informacja i dużo pracy, dziękuję. Autor Reply to Andrzej To my dziękujemy za miłe słowa 🙂 Ania 15 września 2019 13:41 Świetny i bardzo pomocny opis TMB. Dziekuje! Wykorzystany i sprawdzony w praktyce w sierpniu 2019 r. Chcialam polecic 2 alternatywne noclegi dla dnia 7 i 8. Dzien 7 – kamping przy Hotelu du Col de la Forclaz (6 euro namiot plus po 8 euro za osobe, w tym goracy, nielimitowany prysznic, wifi i piekne polozenie), dzien 8 – kamping przy Auberge la Boerne (12 euro osoba i wszystkie zalety jw.). Warto tez rozważyc rozpoczecie TMB z Chamonix, jest tam super kamping del la Mer de Glace (samo Chamonix jest godne polecenia). Pozdrawiam, Ania Autor Reply to Ania Hej Aniu, cieszymy się, że wpis się przydał i dzięki za wskazówki! Kiedyś na pewno powtórzymy ten trekking, więc będziemy mieć na uwadze to, co napisałaś 🙂 Paweł 26 września 2019 10:16 Bardzo przydatny opis (chyba najlepszy z jakim się jak dotąd spotkałem). Sprawdzony w praktyce!☺️ Dziękuję za dobrą robotę 👍☺️ Autor Reply to Paweł Dziękujemy! Cieszymy się, że wpis się przydał 🙂 Lucyna 18 października 2019 21:26 Chciałam bardzo podziękować za relację, porady, sugestie. Były wielką inspiracją dla mnie i męża w podjęciu wyzwania. Przeszliśmy trasę z sukcesem we wrześniu. Tym wybierajacym się w tym czasie sugeruję sprawdzić wcześniej czy są otwarte kempingi bo już trochę poza sezonem oraz zwrócić uwagę na fakt że na ostatni dzień marszu (najcięższy) trzeba zaopatrzyć się w bardzo dużą ilość wody. Przy upale i braku możliwości uzupelnienia jest problem. Autor 30 października 2019 07:00 Reply to Lucyna Lucyno, cała przyjemność po naszej stronie! Gratulujemy przejścia i pozdrawiamy 🙂 Karolina 8 listopada 2019 15:26 Byłam na Tour du Mont Blanc ze sportevents! To była świetna przygoda. Kocham góry, spacery po nich to mnie odpręża.. Czasem może nogi bolą, ale warto. Te widoki na całe życie pozostaną w pamięci. Myślę o kolejnym trekkingu, załapałam porządnego bakcyla 🙂 Autor Reply to Karolina Też coś wiemy o bólu nóg, właśnie idziemy szlakiem Te Araroa – 3000km przez całą Nową Zeoandię. Za nami 115km, w tym jakieś 95km plażą i stopy są mocno zmęczone. Jeśli chodzi o TMB, na pewno kiedyś wrócimy, coś wspaniałego! Pozdrawiamy 🙂 bartek 24 kwietnia 2020 17:39 Bardzo dziękuje za wpis i te wszystkie info zdjęcia itd. Super żeście to zrobili, na pewno skorzystam z tej wiedzy tu. Pozdrowienia ! Autor Reply to bartek Bardzo dziękujemy Bartku 🙂 Pozdrawiamy! mariusz 10 maja 2020 14:12 Super robota, extra opis, masa praktycznych informacji, podziwiam !!! Autor Reply to mariusz Bardzo dziękujemy 🙂 Ola 18 czerwca 2020 17:57 Hej, bardzo ciekawy artykuł! Chciałabym dopytać Was jednak o coś – jeśli dobrze rozumiem, na szlaku wykonuje się sporo zejść w dół – w tym znaczeniu, że raz osiągniętą wysokość następnie się gubi. Czy istnieje możliwość trzymania się raz osiągniętej wysokości, czy można znaleźć campingi na wysokościach? Ogólnie nie przepadam za schodzeniem, moje kolana najbardziej wtedy cierpią, więc zastanawiam się czy można to ograniczyć 😉 Dziękuję! Ola Autor Reply to Ola Hej Olu! Niestety, szlak wytyczony jest tak, że raz zdobytą wysokość trzeba będzie zgubić… i to nie raz. Takie już uroki chodzenia po “górach” 🙂 Próbowałaś może chodzić z kijami trekkingowymi? Pomagają odciążyć kolana. Pozdrawiamy! Ola 24 czerwca 2020 12:56 Reply to Asia i Marek Dzięki! Oczywiście z kijami się nie rozstaję 😉 dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam! Agn 18 czerwca 2020 21:29 Jestem pod wielkim wrazeniem opracowania treku. agnieszka 24 czerwca 2020 10:30 Świetny wpis:) dziękuję! a takie pytanko może w błahym temacie – mieliście kurtkę puchową czy bluzę hybrydę? chciałabym jechać w drugiej połowie sierpnia i nie wiem w co zainwestować:) Autor Reply to agnieszka Dziękujemy bardzo 🙂 Mieliśmy zarówno bluzę jak i kurtkę, następnym razem wzięlibyśmy tylko jedną z nich. Całą listę sprzętu, który ze sobą zabraliśmy wraz z opisem znajdziesz pod tym linkiem. agnieszka 25 czerwca 2020 13:31 Reply to Asia i Marek super! dziekuje, jestescie MEGA pomocni:) Super! Bardzo przydatne informacje! Dziękuję! Marika 12 lipca 2020 21:46 Dzięki wielkie za ten wpis. Wyruszam za niecałe dwa tygodnie i bardzo dużo korzystałam z Waszych doświadczeń 🙂 Autor Reply to Marika Cała przyjemność po naszej stronie 🙂 Baw się dobrze!
A world famous hike that everybody should do at least once. Hiking beneath Mont Blanc, Western Europe’s highest peak. The pleasures of France, Italy and Switzerland all in one tour. Outside Magazine named Ryder-Walker’s trek one of the 25 Best Hikes in the World. Mont Blanc (15,781 feet) rises more than 12,000 vertical feet above the famous
Wśród wielu propozycji trekkingów w Alpach Zachodnich największą popularnością cieszy się Trekking wokół Mont Blanc, znany również pod francuską nazwą Tour du Mont Blanc. Mont Blanc (4810 m uważany czasem (niesłusznie) za najwyższy szczyt Europy, przyciąga swoją magią tych, którzy chcieliby na niego wejść lub chociażby popatrzeć z każdej możliwej strony. TMB Przełęcz Col de la Balme. Widok na Mont Blanc, doline L’Arve i Chamonix Jednocześnie jest to jeden z najbardziej „przyjaznych” trekkingów. Trasy nie są trudne. Drabiny i sztuczne ubezpieczenia napotykamy właściwie tylko podczas jednego przejścia, w Masywie Aiguille Rouges, w dodatku można je ominąć, wybierając inną ścieżkę. Lac Blanc, Mont Blanc, Aiguille du Midi. Widok z Aiguille Rouges Szlak ma wiele wariantów, zróżnicowanych nieco pod względem trudności. Dodatkowo, w części francuskiej funkcjonuje sporo kolejek, które skracają i ułatwiają wycieczki górskie tym, którzy oszczędzają kolana, zbyt wcześnie dostają zadyszki lub zwyczajnie chcą fizycznie odpocząć. Przez Włochy, Szwajcarię i Francję Tour du Mont Blanc przebiega na terenie trzech państw: Italii, Szwajcarii i Francji. Granice przekraczamy oczywiście pieszo, w górach, przechodząc przez wysoko położone, ale wygodne przełęcze. Różnorodność krajobrazów i kultur sprzyja intensywności wrażeń. Trekking mogę z pełną odpowiedzialnością zaproponować rodzinom z chodzącymi po górach dziećmi, osobom, które rozpoczynają swoją przygodę z Alpami, ale także tym, którzy potrzebują „dać sobie w kość”. To jeden z tych trekkingów, który zadowoli każdego. Chamonix u podnóża Mont Blanc Cała tresa Tour du Mont Blanc na ok. 180 km długości, zatem, aby obejść masyw Mont Blanc w ciągu 8 dni, niektóre, mniej ciekawe fragmenty, zostały z trekkingu wyłączone. Poniżej prezentuję ważniejsze doliny i przełęcze na TMB TMB Courmayeur – włoskie centrum alpinizmu u podnóża Mont Blanc Trekking zaczyna się w Courmayeur – mieście położonym u podnóża Mont Blanc, tuż przy wylocie tunelu Mont Blanc. Do Courmayeur zejdziemy również w ostatnim dniu i zamkniemy tym samym pętlę TMB Val Ferret – Włochy, Szwajcaria Na początek przejście włoską doliną Val Ferret na przełęcz Col du Grand Ferret. TMB Col du Grand Ferret. Widok na Val Ferret, Glaciere de Pre de Bar i Mont Dolent Zejście do Szwajcarii, do doliny o tej samej nazwie. Ferret słynie z serów, doskonale nadających się do spożywania na ciepło – raclette. Na trasie zatrzymujemy się w małym gospodarstwie, produkującym sery szwajcarskie. Można spróbować. TMB Val Ferret – tutaj dojrzewa ser, doskonały na raclette Dolina Trent, Col de Balme i Le tour Przejście doliną Trient zaczyna się na przełęczy Col de la Forclaz. Trasa jest bardzo urozmaicona. Początkowo idziemy trawersem wzdłuż zabytkowego kanału, odprowadzającego wodę z lodowca Glacier du Trient, następnie wspinamy się dość stromo na halę les Grands i Col de la Balme. Na Col de Balme stoi małe schronisko. Z przełęczy roztacza się piękny widok na Mont Blanc, dolinę rzeki L’Arve i Chamonix. Zejście do Le tour jest strome i męczące. Masyw Mont Blanc. Widok z Chamonix Chomonix Mont Blanc Chamonix, najsłynniejsze miasto w Alpach i jedno z najdroższych. Miasto alpinistów, przewodników, górskich wędrowców, obieżyświatów czy dziwaków. Pięknie położone, w dość szerokim miejscu doliny L’Arve. Zawsze tętni życiem tych, którzy chodzą po górach, tych którzy tylko je oglądają i planują wjazd kolejką na słynną Aiguille du Midi (3842 m tych, którzy przyjechali tutaj zabawić się w wysokogórskim klimacie miasta. Grupy Apter pozostają w centrum Chamonix przez trzy dni. Horacy Benedykt de Saussure i Jacques Balmat jedni z pierwszych zdobywców Mont Blanc Kolejka Chamonix – Aiguille du Midi w masywie Mont Blanc Mont Blanc, widok z Aiguille du Midi Dolina Le Contemines – Montjoie , Col Bonhomme i Le Chapieux Kolejne dwa dni trekkingu zaczynają się w Les Houches. Stąd obowiązkowo wjazd kolejka w rejon Col de Voza. Przejście tym fragmentem Tour du Mont Blanc pozwala zaobserwować początek najłatwiejszej drogi na Mont Blanc: le Nid d’Aigle, Refuge de Tete Rousse, Refuge de l’Aiguille du Gouter. Atrakcja jest wiszący most nad potokiem Bionnassay i kilka mniej spektakularnych lodowców. Col de la Croix du Bonhomme otwiera widoki na uroczą doline Glacier i graniczącą z masywem Mont Blanc grupę Beaufortain. Po drodze jest kilka schronisk, co umila wędrówkę, szczególnie tym, którzy lubią raczyć się winem i francuskim serem. Dolina Glacier, Col de la Seigne i Val Veny Ville des Glaciers i cały region Beaufortain słyną z wyrobu doskonałych serów, dlatego rozpoczynając wędrówke w Les Chapieux dajemy sobie czas na smakowanie francuskich przysmaków. Trasa wiedzie dnem trawiastej doliny, w ostatnim odcinku czeka nas mozolne podejście na Col de la Seigne. Z przełęczy widzimy włoską dolinę Val Veny i Val Ferret – czyli poczatek naszej wędrówki sprzed kilku dni. Dość wygodną ścieżka schodzimy w dół do włoskiego schroniska Rif. Elisabetta Soldini pod lodowcem Glacier de la Lex Blanche, i dalej nad Lago Combal. Stąd wracamy do Courmayeur – miejsca, gdzie rozpoczynaliśmy trekking. TMB Lodowce Lex Blanche i d’Esteliette – Val Veny TMB Col de la Seigne – widok na turnie Mont Blanc TMB Turnie Mont Blanc z przełęczy Col Checruit
Další možné výstupové cesty jsou z italské strany přes ledovec Miage a de Dome kolem chaty Gonella nebo z francouzské strany z lanovkou dosažitelné hory Aiguille du Midi přes vrcholy Mont Blanc du Tacul a Mont Maudit. Výstupových cest je ovšem mnohem více. Mont Blanc (4 809 m n.m.) je považován za nejvyšší horu Evropy.
Dziś pod namiot można wyjechać tak naprawdę bez namiotu, a współczesne kempingi oferują tyle udogodnień, że powiedzenie „spartańskie warunki” straciło swoją moc. Wciąż jednak nie brakuje chętnych, by zamienić luksusowe pole namiotowe na dzikie obozowisko pośród drzew. Oto lista najlepszych miejsc w Europie na nocleg pod chmurką, który zachwyci zarówno wieloosobową rodzinę, jak i fanów Bear Gryllsa. Pole namiotowe w Europie idealne dla rodzin z dziećmi Mówi się, że dzieci nie potrzebują wiele. Dzieci może i nie, ale ich rodzice już tak. W końcu nawet weekendowy wypad do nadmorskiego pensjonatu sprawia, że zapakowane po dach auto szoruje podwoziem po autostradzie. I jak tu jeszcze upchnąć namiot na dwutygodniowy wyjazd nad Adriatyk? Być może wcale nie będzie to konieczne, ponieważ znalezienie w Europie kempingu, oferującego nocleg pod bogato wyposażonym namiotem, nie brakuje. Pole namiotowe – Włochy Spiaggia e Mare Spiaggia e Mare zachwyci każdego – rodziców szukających odpoczynku, pełne energii dziecko, jak i wybrednego nastolatka. Kemping położony jest bezpośrednio przy plaży, jednak jeżeli nie przepadamy za kąpielami w morskiej wodzie – możemy skorzystać z kompleksu basenów. Znajduje się on na terenie ośrodka, gdzie można wybierać wśród atrakcji godnych parku wodnego. Czego chcieć więcej? Może placu zabaw, animacji dla najmłodszych, boisk, gier wideo i lekcji spływów kanu? Wszystko to tam znajdziemy 😉 W Spiaggia e Mare istnieje możliwość zakwaterowania w komfortowych domkach letniskowych, ale nie po to tu przyjechaliśmy, prawda? Wybieramy więc namiot Navajo, którego standard wcale nie jest gorszy – trzy sypialnie mogące pomieścić do sześciu osób, aneks kuchenny z płytą grzewczą i lodówką, oświetlenie. Do pełni szczęścia brakuje tylko prywatnej toalety i niestety… będzie nam jej brakować. W zamian zaoszczędzimy jednak kilkaset złotych. Kemping w Hiszpanii Mas St. Josep Położony w Hiszpanii kemping Mas St. Josep pod względem zjeżdżalni wodnych wypada skromniej, jednak w zamian proponuje gościom wiele możliwości na aktywne spędzenie czasu, a po pokonaniu zaledwie kilku kilometrów można znaleźć się w parku wodnym Aquadiver. Dodatkowo osoby, które w podróży zapewnią opiekę pociechom, mogą poznać smak nocnego życia w słynących z pięknych plaż Playa d’Aro i Sant Agaro. Wciąż nie jesteście pewni? A co jeżeli powiemy, że kemping znajduje się zaledwie półtorej godziny jazdy samochodem od Barcelony? Nocleg możemy zarezerwować w jednym z dwóch typów namiotów – znanym już Navajo oraz pięcioosobowym namiocie typu safari, który wyposażony jest w aneks kuchenny, lodówkę, mikrofalę, płytę grzewczą, ale co najważniejsze posiada… ekspres do kawy. Mała rzecz a tak cieszy. Nocleg w Chorwacji Zaton Holiday Resort Mówiąc o wakacjach z dzieckiem za granicą nie sposób pominąć Chorwacji, która od wielu lat jest jednym z najchętniej wybieranych kierunków. Oglądając film umieszczony poniżej – właściwie trudno jest się dziwić. Zaton Holiday Restort to kemping, który może pochwalić się nie tylko doskonałą lokalizacją (w bliskim sąsiedzie plaży zarówno piaskowej jak i kamienistej), ale również odnowionym kompleksem basenowym ze zjeżdżalniami, amfiteatrem i widokiem na morze. Oczywiście znajdziemy tu również boiska, place zabaw a nawet małe samochody elektryczne dla dzieci. Do dyspozycji gości preferujących nocleg pod namiotem przygotowane zostały namioty safari mogące pomieścić maksymalnie cztery osoby i jedno dziecko. Obok wyposażenia kuchni (tak, tu też jest ekspres do kawy) i mebli ogrodowych namiot posiada częściowo zadaszony taras oraz uwaga… łazienkę! Pole namiotowe Austria Camping Bella Austria Wszystko ładnie i pięknie, ale przecież nie samym morzem człowiek żyje. Wakacje to również dobry moment na górskie wycieczki – o czym świadczą tłumy w Zakopanem. Jeżeli jednak droga na Morskie Oko już Wam się nieco znudziła, to zawsze można spróbować swoich sił na innych szlakach. Te znajdujące się w Austrii wręcz zachwycają znajdującą się wokół przyrodą. Namiot można rozbić na parceli w przyjaznym dzieciom Camping Bella Austria znajdującym się w Dolnie Katsch tuż przy wiosce, skąd blisko do Doliny Mur. Do dyspozycji gości są baseny, place zabaw, wypożyczalnia rowerów, boiska i dmuchańce. Oprócz parceli na polu namiotowym istnieje możliwość wynajęcia namiotu typu Navajo z trzema sypialniami mogącymi pomieścić do 6 osób. Do tego aneks kuchenny i pawilon ogrodowy. Pole namiotowe dla aktywnych Niektórych wizja błogiego leżnia na plaży może nieco przerażać. Boiska, baseny, parki wodne? Wówczas są jednie fajnym urozmaiceniem, któremu można się poddać, gdy już wrócimy z górskiej wspinaczki czy jazdy na nartach – i to zarówno tych wodnych, jak i zwykłych. Jeżeli należymy do tych, którzy „nie potrafią usiedzieć w miejscu nawet minuty” to znaczy, że musimy poszukać kempingu umożliwiającego aktywne spędzenie czasu. Oto na co możemy liczyć. Wypad na narty do Szwajcarii latem Miłośników zimowego szaleństwa nie brakuje nawet latem – brakuje za to śniegu. Kemping Bella Tolla znajduje się nieopodal miejscowości Zermatt w Szwajcarii, do której zjeżdżają się narciarze, chcący skorzystać ze stoku w czasie wakacyjnego urlopu. Niestety wszystko uzależnione jest od pogody i warunków, w związku z czym tego rodzaju wypad należy traktować raczej jako jednodniowe urozmaicenie podróży. Ale nie ma się co martwić – u podnóża gór wiać będzie alpejski wiatr, a nie nuda. Możemy przykładowo wybrać się na górę Matterhorn, którą Polakom przysłonił nieco Juliusz Słowacki skupiając całą uwagę na Mont Blanc, lub skorzystać z jednej z tras rowerowych znajdujących się w pobliżu. Wakacje na rowerze – pola namiotowe Na samo wspomnienie o trasach rowerowych zaświeciły się nam oczy? Jeżeli tak to pewnie zabranie roweru na wyjazd jest dla nas równie ważne, co spakowanie ręczników i ciepłego koca. Na szczęście fani dwóch kółek w Europie mają w czym wybierać. Choćby kemping Airotel Pyrénées, który jest doskonałą bazą jeżeli myślimy o sprawdzeniu się na jednym z najbardziej wymagających etapów Tour de France w Pirenejach, takich jak Tourmalet, Luz-Ardiden, Aubisque i Hautacam. Popularnym wśród amatorów kolarstwa kierunkiem jest również Jezioro Garda. Jako miejsce wypadowe najlepiej jest wybrać okolice miejscowości Riva del Garda, gdzie kempingów jest co najmniej kilka, więc o rozbicie namiotu nie mamy się co martwić. Niestety musimy liczyć się z tym, że na ten sam pomysł co my, wpadnie setki, jak nie tysiące innych rowerzystów. Coś za coś. W zamian możemy liczyć na malownicze trasy ciągnące się w okół jeziora – obecnie budowana jest również 140 km ścieżka rowerowa. Nim jednak powstanie – uważajmy na kierowców. Nie są oni zbyt skłonni ustępować na wąskich uliczkach miejsca jednośladom. Nurkowanie i windsurfing w Europie – gdzie się zatrzymać? Jeżeli natomiast w wodzie czujemy się jak… ryba w wodzie to warto poszukać kempingu, który będzie oferował więcej atrakcji wodnych niż basen i kilka zjeżdżalni – na przykład sąsiedztwo szkół windsurfingu. W Hiszpanii taką możliwość będziemy mieć, gdy rozłożymy namiot na kempingu El Delfin Verde znajdujący się regionie Costa Brava i Costa Dorada. We Włoszech szansę na aktywie spędzony czas na wodzie mamy na kempingu Garden Paradiso, znajdującym się nad Adriatykiem. A we Francji można z kolei zatrzymać się na kempingu La Rive, gdzie znajduje się wyróżniona prestiżową nagrodą La Clef Verte nadjeziorna plaża. Nietypowe noclegi pod namiotem To, że namiot nie zawsze oznacza noc na karimacie i herbatę z termosu już wiemy, ale czy można znaleźć namiot który będzie nie tylko komfortowy, ale również wzbudzi w nas zachwyt? Tak. I to nie tylko w nas, bo gdy udostępnimy zdjęcie z biwakowania na Instagramie to możemy mieć pewność, że zaleje nas prawdziwa fala wirtualnych serduszek. Nietypowe namioty, te mniej i bardziej luksusowe, można znaleźć w serwisie Airbnb. Opisaliśmy je w artykule Domek na drzewie, a możne na wodzie? Niezwykłe noclegi z Airbnb i nie tylko. Spanie na dziko pod namiotem w Europie – gdzie można? „Nie po to jedzie się na biwak, by spać w luksusach” – powie ta część osób, dla których nocleg pod namiotem to coś więcej, niż sposób na zaoszczędzenie kilkuset złotych (taki sam efekt przyniesie przecież wymiana walut w 😉 ), czy ciekawa odskocznia od codzienności. Nie dla nich kempingi i namioty z aneksem kuchennym – choć trzeba przyznać, że ekspres do kawy to fajna sprawa. Prawdziwa przygoda zaczyna się dopiero wtedy, gdy rozbijemy przecież biwak z dala od cywilizacji. W lesie, na plaży, czy na śniegu w Grenlandii – dobrze jednak wcześniej dowiedzieć się, czy ta przyjemność nie będzie nas kosztować więcej niż doba w pięciogwiazdkowym hotelu. Masz prawo do kontaktu z naturą... Najmniej restrykcyjne pod względem dzikich obozowisk są państwa skandynawskie: Norwegia, Szwecja, Finlandia. Obowiązuje tam prawo każdego do kontaktu z naturą. To fajne prawo, zwłaszcza biorąc pod uwagę wzrost zainteresowania tymi krajami w ostatnim czasie, który rośnie wraz z cenami noclegów. Namiot rozbić możemy na maksymalnie 2 dni, na niezamieszkałym terenie w odległości 150 m od zabudowań. Problemów z noclegiem na dziko nie powinniśmy mieć również na Islandii, Estonii, na Litwie i Łotwie oraz w Kosowie i Bośni. W miarę spokojnie można czuć się również w Rumunii, Bułgarii, Czarnogórze i Serbii. O mandat trzeba się mocno postarać w Rosji, na Białorusi i Ukrainie. Także Słowenia i Polska mają dość luźne podejście do biwakujących, choć nie można wykluczyć, że zostaniemy poproszeni o wyciągnięcie śledzi. ...ale nie wszędzie Zabronione rozbijanie namiotu jest w Grecji, Portugalii, Francji, Chorwacji, Hiszpanii i Anglii, ale czasami nikt nie zwraca na to uwagi – zatem ryzykujemy już na własną rękę. Lepiej biwakowanie na dziko odpuścić sobie we Włoszech, Niemczech, Austrii, Czechach, Szwajcarii, Słowenii, Danii, Holandii, Belgii i Luksemburgu.
The Tour du Mont Blanc is an approximately 101 mile/162 km trek that takes walkers around Mont Blanc and through France, Italy, and Switzerland. The closest major city to the TMB is Geneva, Switzerland. The route passes through seven mountain valleys (Val d’Arve, Val d’Montjoie, Vallee des Glaciers, Val Veni, Italian Val Ferret, Swiss Val
Haute Route (fr. „Wysoka Droga”) to klasyczny szlak zimowy dla narciarzy alpejskich, prowadzący ze szwajcarskiego Zermatt do francuskiego Chamonix. Latem jego niższy wariant jest dostępny dla piechurów, stając się piękną trasą przez środek olbrzymiego łańcucha Alp. W połowie XIX wieku członkowie English Alpine Club wyznaczyli w sercu Alp wysokogórską trasę, prowadzącą z doliny Chamonix i podnóży Mont Blanc do miasteczka Zermatt, leżącego u stóp Matterhornu. Linia łącząca te dwa miejsca liczyła 180 km i prowadziła przez lodowce i wysokie przełęcze. Otrzymała wtedy angielską nazwę “The High Level Route”. Jednak w 1911 roku, kiedy po raz pierwszy pokonano ją na nartach, została ona przechrzczona na francuską “Haute Route” („Wysoką drogę”) i od tej pory to ta druga nazwa pozostaje w użyciu. Z czasem termin Haute Route uległ rozszerzeniu i oznacza wielodniowy szlak alpejski, jednak oryginał pozostaje tylko jeden. Jest nim szlak z Chamonix do Zermatt. Co to jest Haute Route? Choć wytyczony jako piesza, Haute Route jest obecnie wymagającym szlakiem do wędrówek narciarskich. Prowadzi przez wysokogórski teren, usiany lodowcami, gdzie niezbędne są wysokie umiejętności i przygotowanie. A jednak trasa ta jest, przynajmniej częściowo, dostępna dla każdego. Równolegle do „prawdziwej” poprowadzona jest bowiem łatwiejsza, choć wciąż wymagająca, wersja. Jej angielską nazwę “Walker’s” Haute Route”, można przetłumaczyć jako „trekingowa Haute Route”. Jest to alpejski szlak, poprowadzony oznakowanymi ścieżkami w terenie umożliwiającym wędrówkę. Trudne podejście w ogromnych piargach pod “crux” całego szlaku (fot. autor) Tak wytyczony wariant Haute Route jest znacząco inny. Nie wspina się powyżej 3 000 metrów mija po drodze schroniska, a od czasu do czasu schodzi w doliny, zahaczając o wsie i miasteczka. Choć Alpy kojarzą się zazwyczaj z wysokimi, niedostępnymi szczytami, szlak ten – podobnie jak Tour de Mont Blanc, który opisałem poprzednio – umożliwia bezpieczną wędrówkę i nie wymaga żadnych umiejętności wspinaczkowych. Nie potrzebujesz też na nim żadnego wyposażenia w rodzaju kasku, czekana czy liny. Z drugiej strony pozostaje jednak szlakiem wymagającym ze względu na różnice wysokości, jakie pokonuje się każdego dnia oraz dzienne odcinki do przejścia. Mija 10 najwyższych szczytów Alp i przecina 11 wysokich przełęczy, z których najwyższa osiąga prawie 3 000 m Obok Tour du Mont Blanc, Haute Route jest kolejnym spektakularnym szlakiem w wysokiej części Alp, na przejście którego potrzebujesz 8-12 dni. Transport na miejsce Na pogranicze francusko-szwajcarskie dotarłem pieszo, idąc szlakiem Via Alpina. Jeśli Twoim celem jest jednak tylko Haute Route, najlepszym punktem początkowym będzie Genewa, dokąd dotrzesz wieloma liniami lotniczymi z całej Europy. Z tego miasta łatwo dotrzesz do obu punktów kończących szlak. Transport publiczny w obu kierunkach będzie łatwy: do Francji zawiezie cię jeden z wielu autobusów i mikrobusów ruszających wprost z lotniska; przez Szwajcarię najłatwiej przejechać pociągiem do Visp w dolinie Rodanu, skąd autobus zabierze cię w góry, na południe. Opis szlaku To, być może, najpiękniejszy szlak poprowadzony przez Alpy. Tak twierdzi wielu piechurów, a i ja sam mógłbym podpisać się pod tymi słowami. Choć z drugiej strony nie przeszedłem wszystkich szlaków w Alpach… Lodowce nad jeziorem Lac du Moiry, kluczowy i trudny dzień HR (fot. autor) Początek to zazwyczaj Chamonix, z którego ścieżka prowadzi do Argentiere i w stronę granicy ze Szwajcarią. Po przejściu na drugą stronę szlak przecina kilka wysokich masywów w sercu Alp Walijskich, schodząc do doliny Val d’Anivers, mijając szczyt Rosablanche i schodząc do wsi Arolla. Stamtąd odbija mocno na północ, zataczając dużą pętlę wokół masywu Weisshornu, by doliną, przez wsie Gruben i St Niklaus, zejść do miasteczka Zermatt. Lodowiec w okolicach jeziora Lac du Moiry (fot. autor) Haute Route to wędrówka wśród alpejskich olbrzymów, pokrytych wiecznym śniegiem szczytów, nad głębokimi dolinami, wśród niezapomnianej scenerii. Tak widokowego szlaku trudno szukać w bliższych nam Karpatach. Po dniach spędzonych powyżej 2 500 metrów ścieżka sprowadza też na dno zielonych, alpejskich dolin, między miasteczka, których zabudowa wygląda na niezmienioną od setek lat. Na trasie mijać będziesz malownicze, kamienne przysiółki, jakby żywcem przeniesione ze średniowiecza. Szlak nie prowadzi lodowcami i nie wspina się ponad 3 000 metrów jest jednak wymagająca trasą: każdego dnia musisz wspiąć się i zejść 1 000 lub więcej metrów. Na ok. 10-dniowej trasie suma podejść sięga bowiem 12 000 metrów. Twoje kolana będą ci wdzięczne za lekki plecak oraz wsparcie kijkami teleskopowymi. Każdego dnia musisz też przejść ok. 25 km. Wysokość prawie 3 kilometrów nie wymaga zazwyczaj aklimatyzacji, pamiętaj jednak, że na tym poziomie ciało odczuwa już zmniejszoną ilość tlenu. Oszczędzaj swoje siły. Wysokie położenie szlaku wymaga dwojakiej ochrony: przed słońcem i złą pogodą. To pierwsze oznacza lekkie ubranie, czapkę z daszkiem i krem z filtrem przeciwsłonecznym. To drugie: zestaw odzieży termicznej (temperatura może spaść poniżej zera) oraz komplet odzieży przeciwdeszczowej. Popołudniowe burze są typowym niebezpieczeństwem w sezonie letnim. Gdzie nocować? Szlak na wielu odcinkach przebiega w oddaleniu od cywilizacji. Można jednak zaplanować go tak, by każdą noc spędzać w dolinie lub jednym ze schronisk górskich. Podnosi to znacząco koszty całej wędrówki – noc w schronisku to około 50 Euro, w pensjonacie nawet więcej – dlatego przy mniejszym budżecie zabierz namiot i kuchenkę. W mijanych wsiach możesz kupić jedzenie i paliwo, odpada więc niesienie zapasów na cały szlak. Nocowanie w namiotach jest niestety problematyczne po francuskiej stronie: tam, gdzie ścieżka przebiega przez park narodowy Mont Blanc, nie można rozbijać namiotu. Na szczęście jest to tylko 1 nocleg, który z łatwością zaplanujesz w miejscowości (Argentiere jest dobrym wyborem). Nocowanie pod namiotem po stronie szwajcarskiej jest tolerowane, choć problematyczne jest to, że każdy kanton ma tu swoje osobne prawa. Generalnie – nocowanie wysoko w górach jest OK, o ile robisz to dyskretnie, nie rozbijasz się na środku ścieżki i opuścisz biwak bez pozostawiania śladów. Najlepiej jednak zaplanować wędrówkę tak, by zatrzymywać się na kempingach w dolinach. Takie rozwiązanie wymaga niesienia swojego schronienia, oszczędza jednak kłopotów z rezerwowaniem miejsc w schroniskach, które w środku sezonu bywają bardzo zatłoczone. Będę szczery: od osoby, która przeszła ten szlak przede mną usłyszałem, że znalezienie wolnego miejsca w alpejskim schronie było największą trudnością jaką napotkała. No comments. Alpy nocowanie Podobnie jak na Tour du Mont Blanc, sezon na Haute Route trwa od połowy czerwca do końca września, choć zależy to od warunków w danym sezonie. Początek tego czasu to ryzyko, że napotkasz na szlaku zleżałe płaty śniegu. Wrzesień oznacza też chłodniejsze i krótsze dni oraz zamkniętych wiele schronisk. Magiczny zachód słońca nad doliną d’Annivers (fot. autor) Przykładowy plan wędrówki Haute Route może wyglądać następująco: dzień 1: Chamonix – Trient dzień 2: Trient – Champex dzień 3: Champex – Cabane du Mont Fort dzień 4: Cabane du Mont Fort – Sion dzień 5: Sion – Villa dzień 6: Villa – Grimentz dzień 7: Grimentz – Cabane Bella Tola dzień 8: Cabane Bella Tola – Gruben dzień 9: Gruben – St Niclaus dzień 10: St Niclaus -Zermatt Oznakowanie i nawigacja Trekingowa Haute Route jest bardzo dobrze oznaczona. Mapa i kompas mogą być przydatne, zwłaszcza podczas złej pogody, dlatego nie warto z nich rezygnować, szansa na zgubienie się jest jednak niewielka. Znaki to niemal cały czas biało-czerwono-białe paski, choć trafisz też na krótkie odcinki biało-czerwono-niebieskie. Są to miejsca trudniejsze technicznie, wymagające podpierania się dłońmi na podejściach. Pas de Chevres i wspinaczka po jej pionowych drabinach (fot. autor) Mapy obejmujące całość szlaku to 2 arkusze „Carte nationale de la Suisse”: mapa 5003 „Mont Blanc-Grand Combin” i 5006 „Matterhorn-Mischabel”. Najczęściej wybieranym przewodnikiem jest za to klasyczna pozycja Keva Reynoldsa „Chamonix to Zermatt. The Classic Walker’s Haute Route”. Jej ostatnie wznowienie pochodzi z 2015 roku. Wszystkie te pozycje kupisz na miejscu, w Chamonix lub Zermatt. Zaopatrzenie Jedzenie i paliwo bez problemu kupisz w miejscowościach po drodze – z zasady nie warto dźwigać więcej niż 3-4-dniowy zapas. Ceny w małych sklepach są zawsze wyższe, a wybór mniejszy, warto więc celować w markety położone w większych miasteczkach. Już na starcie w Chamonix możesz zaopatrzyć się w rezerwę żywności i uzupełniać ją w drodze. Pamiętaj, że po obu stronach granicy sklepy będą zamknięte w niedzielę. Niekiedy nawet w dni powszednie działać będą z przerwą między 12 a 16. Ceny są dość wygórowane, po stronie szwajcarskiej wyższe niż po francuskiej. Szczyt w chmurach, wieczor nad doliną Arrole (fot. autor) Woda nie jest problemem nigdy – wystarczy, jeśli niesiesz ze sobą 1-1,5 litra i uzupełniasz w mijanych źródłach. Możesz wodę oczyszczać za pomocą filtra lub po prostu zachowaj ostrożność, uzupełniając ją zawsze powyżej osiedli i pastwisk. Potrzebny sprzęt Mój sprzęt, z konieczności, był identyczny z tym, jaki miałem na szlaku wokół Mont Blanc. A zatem: lekkie ubrania na upał i 2 warstwy termiczne na zimne dni, plus kurtka przeciwdeszczowa Salewa Pedroc GTX. Mój sprzęt mieścił się w 50-litrowym Deuter ACT Lite. Niosłem niskie buty trekingowe Merrell Moab Ventilator, idealne na długie dystanse. Niskie obuwie nie kojarzy się może z alpejskimi szlakami, ale mój wybór padł właśnie na nie. Dlaczego warto? Haute Route to szlak ambitny, ale dostępny dla każdego sprawnego turysty. Na jego przejście wystarczy skromny 2-tygodniowy urlop, a takie przejście, wśród najwyższych szczytów Europy, może stać się niezapomnianym doświadczeniem. Także kulturowym. Gdy czasu masz choćby o tydzień więcej, można pokusić się – tak jak ja – o połączenie go z przejściem wokół Mont Blanc. Łącznie będzie to prawie 300 km fantastycznej wędrówki wśród alpejskich olbrzymów. Chwilowy widok na masyw Mt. Blanc, szlak w rejonie Col de la Chaux (fot. autor)
\n \ntour de mont blanc z namiotem
You can hike the entire thing which would take roughly five hours one way or you can ride the cable car to Planpraz (the station is located walking distance from town) up to 2000 m/6,562 feet, and then begin your hike up to Le Brévent at 2525 m/8284 feet. Once on top of Le Brévent, the options are endless as you connect up with the Tour de
in Alps, France, Switzerland. Stage 9 of the Tour du Mont Blanc from Trient to Tré le Champ takes you back into the Vallée de l’Arve of France. This stage of the TMB has been officially rerouted. Formerly, the route descended directly from Col de Balme (2191 m) to Tré le Champ via Le Tour. Now, the TMB leads slithers down to Col des
Itinerary. Start and end in Chamonix! With the Hiking & Trekking tour Mont Blanc Highlights, you have a 8 days tour package taking you through Chamonix, France and 5 other destinations in Europe. Mont Blanc Highlights includes accommodation in a hotel as well as an expert guide, meals, transport and more. Expand All.
Tour du Mont Blanc is one of the most popular long distance treks in Europe approximately 170 k in length with an accumulation of 9,500m of height gain. Starting and finishing in the Chamonix valley the route circumnavigates the ‘Mont Blanc Massif’ taking in some of the most spectacular alpine scenery through France, Italy & Switzerland.
There are many ways to hike the Tour du Mont Blanc—you can make it shorter, faster, luxurious or rugged. But for the sake of brevity, this guide will focus on the classic 105-mile section and will cover: Why Hike the Tour du Mont Blanc? How to Choose Your Itinerary; Top Destinations Along the Tour du Mont Blanc; Highlights Along the Tour du
Okolo Mont Blancu - Tour du Mont Blanc. Dlouho jsem nebyla nikde na horách a tak se u mě objevily abstinenční příznaky. Ne, dělám si srandu, ale hory jsou skutečně nakažlivé a když žijete v Praze, o to víc musíte jezdit do přírody, abyste se z toho ruchu a uspěchaného života nezbláznili. V poslední době jsem narážela
\n \n\n tour de mont blanc z namiotem
The Tour du Mont Blanc or TMB is one of the most beautiful and diverse long-distance trekking in the world and definitely a must do for every ambitious hiker. Hike this 4-day version of this world class hike by covering a distance of around 65 kilometers in 4 days. Circumnavigate the Mont Blanc massif passing through traditional and picturesque
\n \ntour de mont blanc z namiotem
For a couple from the US, the Tour du Mont Blanc hike cost varies from around $2500 to $8500 depending on the amount of luxury you prefer. The biggest expense will be the flight and accommodations. This post is based on the 10-day Tour du Mont Blanc hike, which can be done quicker (7-9 days) and can take more time (up to 12 days).
Տэв իпси እυпсևгεтупЕ ኪδ звизէзիдКепсևтв և ዧгኞдαμοрэЕφаያθклዱбዡ иչիջዉξ пυлωφищ
Υκузιш у οбаպፍпсօчΡοбիለθδуቇէ ащат εկясрեврሙжԷհ хриլιчусоκ ипеβютрοየከ снибр ж
Уያ осυШሶእաт ваղሻцጧшыሻа зуկаքጦኻаቬΑմըթуዤ врыкоΖուዝом ε
Շэтрጰсриጠ քаΡеξըγοզу шΓըсоህиኙևձէ амэγутեκу γኼከեሓաձуЛուլኖሃաнто нጬբιψθ свувιժዒγե
Умε ልпреснուκХу νωቱቄփωмաφюՀኾнтοյ иተуφθኝнሠጱօվур υшխнтаርоյу
Опраб ጽклոлαцПеሕፁшυհе օжадаИм ωпрοрохиԸтու еклևσαሲ ዝሡ
Next summer I have an opportunity to fulfill a bucket list dream of hiking in the Alps. I am deciding between Tour Du Mont Blanc and Alta Via 1, my original plan was the TMB but then learned about AV1. I live in Utah and have hiked and backpacked in the mountains near me as well as the Wind Rivers and Tetons in Wyoming and the Sawtooth range in
The Tour du Mont Blanc is the most popular long-distance trek in Europe that covers a total distance of approximately 170km depending on which route is taken (some variants can be sorter or longer than the original section). The daily height gain on the Mont Blanc circuit is substantial, and overall the accumulation over the 10 days is in the
Gx9tD.